O Groove Music słyszał zapewne każdy, kto choć trochę interesuje się oprogramowaniem tworzonym przez Microsoft. Aplikacja ta jest bezpośrednim spadkobiercą dość średnio przyjętego Xbox Music, który mimo wielkich nakładów oraz stosunkowo znanej marki nie znalazł większego uznania konsumentów. Zmiana nazwy miała zmienić złą passę i choć faktycznie jest lepiej, to jednak szału nie ma. Gdzie w tym wszystkim dziwaczny zbieg okoliczności wspomniany w tytule? Otóż chodzi o to, iż Microsoft niedawno dokonał przejęcia aplikacji rozwijanej przez kanadyjski startup, która zwie się … Groove.groove onedriveJakim cudem przez tak długi czas nikt tego nie zauważył nie wiadomo, lecz firma wreszcie postanowiła coś z tym zrobić, by zabezpieczyć się przez ewentualnym pozwem, a i pozyskać kawał dość ciekawej technologii. W czym więc specjalizuje się wspomniany program? Otóż jego zaletą jest automatyczne budowanie list odtwarzania w oparciu o algorytmy, które uczą się tego jakiej muzyki słuchami i na jej podstawie dobierają nam poszczególne składanki. Co ciekawe, mimo iż korzysta z niego przeszło 1,5 miliona użytkowników to jednak Microsoft postanowił wycofać Groove Music z Apple Store, choć nie zablokował przy tym możliwości korzystania z niego. Więc jeśli ktoś wciąż będzie chciał to robić to nie zostanie od tego odcięty.

Microsoft aby zachęcić deweloperów do tworzenia aplikacji na jego system powołał do życia wiele ciekawych projektów, które miały maksymalnie uprościć cały proces. Niestety nie wszystko poszło tak jak zostało to zaplanowane na początku, przez co po dość głośnych zapowiedziach w końcu zawieszono (oby tylko chwilowo) projekt Astoria. Miał on umożliwić uruchamianie oprogramowania przeznaczonego dla Androida i co ciekawe, niekiedy nie wymagało to żadnych dodatkowych modyfikacji.porting-ios-apps-to-windowsZamiast niego Microsoft postanowił skupić swoje siły na projekcie Islandwood, który w przeciwieństwie do tego poprzedniego zakłada portowanie programów z iOS – choć miałoby być ono jak najbardziej automatyczne, to mimo wszystko wymagałoby pewnego zaangażowania ze strony deweloperów. By trochę ulżyć im w tejże pracy zdecydowano się stworzyć internetowe narzędzia, których celem byłoby analizowanie aplikacji pod kątem kompatybilności z narzędziem Project Islandwood. Po jej przeprowadzeniu twórca oprogramowania otrzymałby szczegółowe wyniki dotyczące tego ile własnej, dodatkowego wkładu musiałby wnieść. Ponadto wyświetlane byłyby wszystkie niezbędne wskazówki oraz porady, dzięki czemu deweloperzy nie musieliby się zastanawiać „co, gdzie, jak i dlaczego tak, a nie inaczej”.

Trudno oczekiwać, iż spowoduje to wielki szturm w kierunku sklepu prowadzonego przez Microsoft. Niemniej na pewno pomoże to osobom niezdecydowanym, które może i chciałyby tworzyć aplikacje na Windows 10, lecz wizja ogromu pracy ich od tego odwodziła – teraz będzie im znacznie łatwiej.