Zeszły tydzień przyniósł niewątpliwie druzgocącą informację dla Microsoftu. Otóż najnowsze dane przedstawione przez StatCounter ukazały nam zejście Windows z podium, na które dumnie wkroczył Android. Dla uściślenia warto dodać, iż mowa tutaj o wszystkich urządzeniach łączących się z siecią – desktopach, laptopach, tabletach i smartphonach razem. Sytuacja ta jest ogromnym ewenementem, gdyż do tej pory Windows na swojej pozycji był niezagrożony.

Android & Windows

Wynik na poziomie 37,93% osiągnięty został przez Androida w marcu i choć nie jest to druzgocąca przewaga (względem 37,91%) to mimo lider może być tylko jeden. Cała sprawa została skomentowana przez Aodhana Cullena, będącego CEO firmy StatCounter – „Osiągnięto kolejny kamień milowy w świecie technologii, co jest końcem pewnej ery”. Windows trwał na pierwszym miejscu nieprzerwanie od 1980, jednakże Androidowi wystarczyło zaledwie 5 lat by go pokonać.

Wskazuje się tutaj na ogromny wzrost sprzedaży smartphonów, przy jednoczesnym zahamowaniu wzrostu rynku desktopów i laptopów. W końcu już teraz nietrudno znaleźć osoby, które całkowicie zrezygnowały z klasycznych komputerów na rzecz ich podręcznych odpowiedników.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy dość często przeczytać mogliśmy informacje, że jakaś firma porzuciła wsparcie dla Windowsa XP. Mowa tutaj chociażby o Google, które zdecydowało się całkowicie wstrzymać aktualizacje Google Chrome. Z czasem dojdzie do tego niemożność uruchomienia Gmaila, co dla wielu osób może być dość dotkliwe – no chyba, że zawczasu zmienimy przeglądarkę. Niemniej trend ten jest nieunikniony i raczej nikogo nie powinien on dziwić . W końcu firmy technologiczne nie chcą wspierać, w ich mniemaniu, przestarzałych rozwiązań.

Na podobny ruch zdecydował się również Microsoft, choć mowa tutaj nie o Windows XP, a o starych odsłonach Skype. W kontekście Windows mowa tutaj o wersji 7.16 i wcześniejszych, natomiast w przypadku macOS są to wydania od 7.0 do 7.18. Po 1 marca nie będziemy w stanie zalogować się do w/w klientów. Jeśli więc wciąż chcemy korzystać z tego komunikatora, to powinniśmy go niezwłocznie zaktualizować.

Powodem takiego stanu rzeczy jest stopniowe przechodzenie z infrastruktury peer-to-peer na jej nowszy odpowiednik. Ma on być nowoczesny oraz przyjazny urządzeniom mobilnym, gdyż całość opierać się będzie na chmurze. W tym kontekście dziwi więc fakt, iż Microsoft ani słowem nie wspomniał o wersjach Skype przeznaczonych na smartphony. Niemniej nie należy się spodziewać ich specjalnego traktowania, toteż z czasem i je dotkną wyżej opisywane zmiany.

Jakiś czas temu Microsoft powołał do życia Microsoft Teams, który ma być bezpośrednią odpowiedzią na rosnącą popularność platformy Slack. Produkt giganta z Redmond, tak jak jego konkurent, skierowany jest głównie do korporacji, ponieważ ma on usprawnić komunikację pomiędzy pracownikami. Twór Microsoftu ma jednak tę przewagę, że dzięki oparciu o chmurę Office 365 zapewnia on wymianę i pracę z plikami w czasie rzeczywistym. Skutkować ma to optymalizacją wykonywanej pracy, co jest nie bez znacznie dla szefostwa danej firmy.

Oczywiście prócz dwóch wcześniej wspomnianych platform istnieje kilka innych rozwiązań, jednakże nie przeszkadza to produktowi Microsoftu w stopniowym zagarnianiu rynku. Panująca sytuacja jest o tyle ciekawa, iż ich inna usługa, Skype for Business, obecnie zajmuje pierwsze miejsce w rankingu.

Zdaje się więc, że przedsiębiorstwa upodobały sobie rozwiązania Microsoftu, które czerpią wiele z popularności Windows. W końcu znacznie wygodniej jest obracać się w obrębie jednej platformy natywnie powiązanej z konkretnymi usługami, niż używanie wielu zewnętrznych i niepowiązanych ze sobą elementów.

Stosunkowo niedawno internet obiegła informacja, jakoby Microsoft miał usunąć ze swojego sklepu wszystkie aplikacje nieposiadające klasyfikacji wiekowej. Krok ten podyktowany był zmianami wymagań względem deweloperów i ich oprogramowania. Ich produkty miały zyskać odpowiednie oznaczenie zgodne z wymogami organizacji IARC.

capture20161023193108937

Zbagatelizowanie tejże sytuacji jest równoznaczne z wycofaniem się ze sklepu Windows, co wymusiło na Microsofcie rozpoczęcie stosownego procesu. Wszyscy deweloperzy mieli czas do końca zeszłego miesiąca na wypełnienie odpowiedniego formularza. Teoretycznie czystka ta miałaby pomóc z wykryciem dawno porzuconego oprogramowania. W tym miejscu trzeba mieć na uwadze drugą stronę medalu, która nie dla każdego jest tak oczywista. Otóż w sklepie znajduje się masa od dawna nierozwijanych aplikacji, które wciąż dobrze spełniają swoje pierwotne zadanie.

W ostatecznym rozrachunku firma może więc na tym więcej stracić niż zyskać, gdyż deweloperzy niezbyt kwapią się do tworzenia nowych programów. O ile usuwanie niedziałającego i nieprzystosowanego do nowych wersji systemu oprogramowania ma sens, o tyle odcinanie się od wszystkiego może się Microsoftowi odbić czkawką.

Już niebawem najwięksi fani marki Microsoft będą mogli skorzystać z nowego programu o nazwie Microsoft’s First League. Ma on być kolejną próbą firmy na zjednanie w sobie wiernych konsumentów, którzy od dawna korzystają z jego produktów. Do tej pory mogli oni wypróbować wczesne wersje tworzonego przez nich oprogramowania, jednakże teraz postanowiono pójść o krok dalej.

microsoft's first league

Czym więc ma być Microsoft’s First League? Wydaje się, że czymś wykraczającym o wiele dalej niż dotychczasowy Windows Insider. W tym drugim przypadku mamy jedynie dostęp do wczesnych wydań Windows 10, natomiast ten drugi zapewni nam również nowinki sprzętowe. Ponadto, jeśli zostaniemy wybrani na członków, to na czas członkostwa otrzymamy darmową licencję na Office 365.

Więcej informacji zaczerpnąć można ze strony projektu, lecz trzeba pamiętać, że całość dostępna jest jedynie w języku angielski. Jest to o tyle dziwne, że skierowany jest do osób mieszkających w Czechach, Słowacji, Serbii, Polsce, Grecji oraz na Węgrzech.

Microsoft ostatnimi czasy dość niechętnie dzieli się statystykami dotyczącymi Windows 10, gdyż system ten średnio radzi sobie na rynku. Oczywiście firma nie odniosła całkowitej klapy na tym polu, jednakże jej pierwotne założenia nie zostały do końca spełnione. Niemniej zdecydowano się na udostępnienie pewnych informacji, które rzucają nowe światło na panowanie najnowszej wersji okienek.

Jeśli wierzyć danym przekazanym nam przez Microsoft, to w czerwcu bieżącego roku Windows 10 stanowił 39% wszystkich instalacji Windows. Dla kontrastu warto przywołać niekwestionowanego króla, jakim jest obecnie Windows 7 – w jego przypadku jest to już 46% całości. W kontekście przedstawionych statystyk warto odnotować fakt, iż zliczają one jedynie aktywne instalacje, a nie wszystkie. Dzięki temu wykluczani są użytkownicy, którzy zainstalowali Windows 10, lecz z jakiegoś powodu wrócili do poprzedniej odsłony systemu.

Oczywiście pewną wątpliwość budzi nieuwzględnienie Windows XP czy Windows Vista, jednakże ogólny trend i tak możemy zauważyć. Choć dzieje się to stosunkowo wolno, to mimo wszystko Windows 10 systematycznie zdobywa kolejne procenty przybliżające go do pierwszego miejsca.

 

Microsoft Garage raz po raz zaskakuje nas ciekawymi aplikacjami, lecz fani Windows zazwyczaj nie są z tego zbyt zadowoleni. Dzieje się tak dlatego, gdyż większość wydawanego przez nich oprogramowania skupia się wyłącznie na Androidzie czy iOS. Na całe szczęście dział ten całkowicie o Windows nie zapomniał, o czym niedawno nam przypomnieli.microsoft cacheIch najnowsze narzędzie, nazwane po prostu Cache, jest uniwersalnym schowkiem stworzonym na wzór Continuity od Apple. Warto tutaj nadmienić, że w żadnym wypadku nie ma ono zastępować tych bardziej kompleksowych rozwiązań. Ma to być jedynie prosta aplikacja, za pomocą której w przyjemny sposób zsynchronizujemy interesujące nas dane pomiędzy różnymi urządzeniami. Zdjęcia, pliki tekstowe, notatki czy nawet witryny internetowe mają nie stanowić żadnego wyzwania, a przy tym nie zabrakło mechanizmu grupowania poszczególnych elementów.

Zainteresowane Cache osoby powinny udać się na stronę projektu, gdzie zawarty jest prosty formularz, za pomocą którego możemy wyrazić swoją chęć dołączenia do testów.

Uruchamianie programów z Windows na systemach z rodziny Linuks dla wielu osób nie jest niczym zaskakującym. Mowa tutaj nie tylko o Microsoft Office ale i o wielu grach obecnych na platformie Steam. W takich sytuacjach idealnie sprawdza się oprogramowanie CrossOver, które zapewnia wsparcie dla wielu windowsowych aplikacji.crossover-android-chromebook-preview-launch-codeweavers_crossover-android-preview-launch-on-chromebook-codeweaversFirma za nim stojąca postanowiła jednak pójść o krok dalej i już niebawem umożliwi nam uruchamianie tychże programów na Androidzie. Oczywiście początkowo planowane jest jedynie wsparcie dla kilku podstawowych aplikacji, a i obsługiwane będą wyłącznie urządzenia oparte o procesory Intela. Jak więc widać nowe możliwości kierowane są głównie w kierunku Chromebooków, które od jakiegoś czasu są wstanie uruchamiać aplikacje pisane z myślą o Androidzie.

Zwrot “nieprzewidziane działanie” oraz nazwa “Microsoft” w oczach wielu konsumentów zaczynają brzmieć jak synonimy. W zasadzie nie ma sensu tłumaczyć takiego stanu rzeczy, gdyż osoby regularnie czytające informacje dotyczące tejże firmy na pewno doskonale wiedzą skąd on się wziął. Microsoft raz po raz dokłada do tego kolejne cegiełki i choć na razie fani jakoś to wytrzymują, to niebawem czara goryczy może się przelać za sprawą planowanego zamknięcia przedsięwzięcia o nazwie Project Spark.

Dzięki temu stosunkowo prostemu narzędziu można było tworzyć ciekawie prezentujące się, choć nieskomplikowane gry komputerowe. Niestety, z czasem okazało się, że jego popularność nie była dla Microsoftu satysfakcjonująca, przez co zdecydowano się na darmowe udostępnienie wszystkich, dotychczas płatnych, elementów. W ostatecznym rozrachunku nawet ten krok nie zdołał uratować podupadającego projektu, który to 12 sierpnia bieżącego roku przejdzie do historii. Oznacza to, że wszystkie produkcje przechowywane na serwerach Microsoftu zostaną bezpowrotnie utracone, więc jeśli wciąż chcemy z nich skorzystać, to jak najszybciej powinniśmy się zaopatrzyć w ich kopię zapasową.

Microsoft w swojej najnowszej przeglądarce bardzo mocno rozwinął swój autorski silnik JavaScriptu – Chakra. Pierwotnie zadebiutował on w Internet Explorerze 9, jednak tamtejsza implementacja zbytniej przychylności społeczności nie zyskała, gdyż wydajnością dalece odbiegała od rozwiązań konkurencji. Diametralnie zmieniło się to dopiero wraz z premierą Microsoft Edge i jak się obecnie okazuje, to nie koniec zmian zaplanowanych przez Microsoft.chakra_chakracore_componentizationOtóż wraz z nadejściem stycznia firma umieści na GitHubie silnik ChakraCore. Dopisek „core” oznacza w tym przypadku tylko (lub aż) tyle, iż jest to produkt całkowicie pozbawiony naleciałości odwołujących się do innych tworów tegoż giganta. Dzięki temu jest on całkowicie autonomiczny i niezależny od jego implementacji znanej z Windows, a to z kolei sprawia, że skorzystać będzie mógł z niego każdy zainteresowany. Z początku pewnym problemem może być jednak fakt, iż projekt ten kompatybilny będzie wyłącznie z Windows, choć z czasem ma się to oczywiście zmienić. Firma bowiem dąży do sytuacji, w której ich silnik stanie się w pełni wieloplatformowym produktem – w sumie nie ma co się dziwić takiemu podejściu, gdyż taka obecnie panuje tendencja na rynku. W kontekście ChakraCore warto jeszcze nadmienić, iż wspierać będzie nie tylko asm.js i SIMD, ale i w pewnym stopniu również ECMAScript 2015 (ES6).

Wydawać by się mogło, że na rynku zdominowanym przez Google i jego produkty nie ma już choćby najmniejszego miejsca dla innych firm, a tym bardziej dla głównego rywala – Microsoftu. Okazuje się jednak, że już teraz Intel, AMD oraz NodeSource zapowiedzieli wsparcie dla projektu giganta z Redmond, dzięki czemu powinien się on prężnie rozwijać w kierunku konkretnych zastosowań. Zapewnić ma to jego udostępnienie na licencji MIT, która znana jest ze swojej elastyczności i dużej swobody w modyfikowaniu. Ruch ten niewątpliwie przyczyni się do znacznego poprawienia zamkniętego wydania (Chakra), gdyż Microsoft będzie mógł praktycznie bez skrępowania wykorzystywać zmiany poczynione w ChakraCore – sytuacja ta podobna jest do tej występującej między Chromium i Google Chrome.