Klient OneDrive dla Windows 8.1 posiada jedną kluczową funkcję, która wyróżnia go na tle konkurencji. Microsoft zaimplementował w nim wsparcie dla migawek plików, co przypadło do gustu wielu użytkowników. Mechanizm ten w sprytny sposób oszczędza miejsce na dysku, gdyż rzadziej wykorzystywane elementy (dokumenty itp.) pobierane są dopiero w momencie chęci ich użycia. W związku z tym, mimo braku ich fizycznej obecności pracuje się na nich jak na zwykłych plikach. Ma to oczywiście jedną niezaprzeczalną wadę, a mianowicie wymaga stałego dostępu do sieci.OneDrive

Niestety, wraz z wydaniem Windows 10 funkcja ta całkowicie zniknęła z systemu. Microsoft tłumaczył się wtedy jej kapryśnym działaniem, co w zasadzie było zgodne z prawdą. Obiecano przy tym, iż powróci ona w jednej z przyszłych aktualizacji. Czas mijał nieubłaganie i jak się niedawno okazało, firmie zajęło aż dwa lata jej ponowne zaimplementowanie. Niemniej, teraz już wszyscy zainteresowani Insiderzy (a więc posiadacze najnowszych testowych kompilacji) mogą skorzystać z „Files On-Demand”. Wystarczy samodzielnie zainstalować uaktualnienie dla klienta OneDrive lub poczekać na jego automatyczną aktualizację.

Funkcja ta w swoich założeniach nie różni się niczym o tego, co było dostępne w Windows 8.1. Możemy więc oznaczać pliki jako dostępne wyłącznie online lub pobrać je do trybu offline. Mechanizm ten wspiera również aplikacje pochodzące ze sklepu (wykorzystujące Windows File Picker), co w poprzednim wydaniu sprawiało problemy.

Początkiem bieżącego roku Microsoft ogłosił, iż nie zamierza wspierać starszych wydań Windows pracujących na nowych procesorach. Informacja ta była powodem sporego niezadowolenia konsumentów, którzy nie potrafili znaleźć racjonalnego wytłumaczenia dla takiej decyzji. W zasadzie po dziś dzień takowego brakuje, niemniej firma nie zamierza się wycofać ze swojego postanowienia.

AMD i Intel

Ten czarny scenariusz ostatecznie został wprowadzony w życie, o czym przeczytać możemy na stronie wsparcia Microsoftu. Jeśli więc planujemy wyposażyć swój desktop w procesor z linii AMD Ryzen lub Intel Kaby Lake, to musimy być świadomi tego, że posiadając Windows 7 lub Windows 8.1 nie otrzymamy już żadnych aktualizacji. Tyczy się to również łatek bezpieczeństwa, co jest wybitnie irytującym zagraniem Microsoftu. Jest to tyle kuriozalne, że oba systemy wciąż mają oficjalne wsparcie, a mimo to już są spychane na dalszy tor.

Microsoft przez lata przyzwyczaił nas do tego, iż proces pobierania paczek poprzez Windows Update bywa dość żmudny. By się o tym przekonać wystarczyło spróbować zaktualizować system zaraz po jego instalacji. Masa plików do pobrania potrafiła niejedno łącze zapchać, a przy tym cała procedura mogła trwać nawet kilka godzin. Znacznie udoskonalono to przy okazji premiery Windows 10, kiedy to zaczęto udostępniać zbiorcze paczki poprawek.

Wraz z nadejściem października zdecydowano się usprawnić również mechanizmy obecne w Windows 7 oraz Windows 8.1. Od teraz w każdy drugi wtorek miesiąca otrzymamy łatki bezpieczeństwa, które dostępne będą w dwóch wersjach. Jedna z nich przeznaczona jest dla użytkownika indywidualnego (Windows Update), natomiast druga stworzona została z myślą o administratorach (Windows Server Update Services). Z naszej perspektywy ważniejsza jest oczywiście ta pierwsza, gdyż dotyczy nas bezpośrednio. Znacząco uprości to proces uaktualniania systemu, gdyż zmuszeni będziemy do pobrania wyłącznie jednego pliku, zamiast całej masy.

Windows Update

Jakby tego było mało, w każdy trzeci wtorek otrzymamy zapowiedzi nowych łatek. Będą dla nas opcjonalne, natomiast w kolejnej turze aktualizacji trafią one do zbiorczej paczki. Microsoft przy tym zaznacza, że może wydać również dodatkowe poprawki poza typowym cyklem wydawniczym. Mowa tutaj chociażby o uaktualnieniach dla pakietu Office, Flash, Silverlight czy .NET Framework.

Czas pokaże, czy nowy sposób dostarczania łatek okaże się faktycznym ułatwieniem dla konsumentów. W końcu wiadomo, że teoria może pozostać tylko teorią, gdyż praktyka bywa bezlitosna. Niemniej na pierwsze wnioski będziemy musieli jeszcze jakiś czas poczekać.

Co bardziej konserwatywni użytkownicy systemów z rodziny Windows zapewne kojarzą niechlubną aplikację Get Windows 10. Przez przeszło rok zachęcała ona konsumentów do wypróbowania darmowego uaktualnienia do nowszej wersji okienek. Spędzała przy tym sen z powiek wielu użytkowników, gdyż, niezależnie od ustawień, zasypywała ich irytującymi powiadomieniami. Od tamtego dnia nieustannie wyczekiwano jej usunięcia i jak się obecnie okazuje, ono wreszcie to nadeszło.

DownloadAnniversaryUpdate_12mb

W zeszłym tygodniu firma zdecydowała się wydać specjalną paczkę przeznaczoną dla Windows 7 oraz Windows 8.1, która wycina z systemu wspomniane wcześniej oprogramowanie. Co jednak zaskakujące, możliwość darmowego uaktualnienia zakończyła się już dwa miesiące temu. Dlatego też dokładnie 29 lipca, przy okazji wydania letniego uaktualnienia, wszystko powinno wrócić do „normy”. Tak się jednak nie stało i długo przyszło czekać użytkownikom na usunięcie tej znienawidzonej przez nich aplikacji.

Windows 8.1 był jaki był, jednak nie można mu odmówić jednego, iż wprowadzone wraz z nim migawki plików pochodzących z OneDrive były tym, co naprawdę spodobało się użytkownikom. Dzięki temu mechanizmowi mieliśmy podgląd na wszystkie dokumenty znajdujące się na naszym koncie w chmurze, choć fizycznie nie znajdowały się na dysku komputera, przez co nie zajmowały cennego miejsca. Dopiero w monecie próby ich uruchomienia następowało pobieranie, co zwłaszcza na tabletach było bardzo wygodne, gdyż ilość wbudowanej tam pamięci często jest poniżej wszelkiej krytyki.

Problem jednak w tym, że wraz z Windows 10 obsługa migawek została całkowicie wycięta z systemu, co niezbyt spodobało się fanom opisywanego rozwiązania. Kolejne uaktualnienia były udostępniane, lecz wyczekiwany mechanizm jak dotąd nie powrócił. Dlatego też tak duże poruszenie w sieci wywołał jeden z wpisów udostępnionych za pośrednictwem Twittera, który jednoznacznie wskazuje na to, że wraz z nadchodzącym Redstone 2 wspomniane wcześniej migawki pojawią się i w Windows 10. Jeśli okaże się to prawdą, to mamy dwa potencjalne powody takiego stanu rzeczy – albo Microsoft zwyczajnie ugiął się pod naporem użytkowników, albo wyeliminowali problemy stojące za wcześniejszym usunięciem.

W kruchym życiu oprogramowania komputerowego w końcu nadchodzi ten dzień, w którym jego twórca mówi „dość” i zaprzestaje jego rozwoju. Prędzej czy później spotyka to każdą aplikację, czy to przez upadek projektu, czy przy okazji wydawania kolejnych jej odsłon. Właśnie to już jutro spotka Internet Explorera w wersji 8, 9 oraz 10, które otrzymają wtedy swoje ostatnie aktualizacje w ramach Patch Tuesday. Wraz z nią wyświetlany będzie monit „zachęcający” do uaktualnienia przestarzałych wersji przeglądarki do najnowszej, 11 odsłony. Problem ten dotyczy w głównej mierze Windows 7, na którym działają wcześniej wymienione wersje Internet Explorera.Microsoft-Patch-TuesdayJakby na to nie patrzeć jest to stosunkowo dobra wiadomość dla webdeweloperów, którzy w ten sposób nie będą już zobligowani do wspierania starych, bezsensownych technologii. Dzięki temu wszelkie witryny internetowe powinny znacznie lepiej działać na najnowszych przeglądarkach wspierających wszelkie standardy. Oczywiście należy pamiętać, że tak to wygląda w teorii, a w praktyce wciąż będzie trzeba wspierać porzucone rozwiązania, gdyż w dalszym ciągu stanowić będą większość na rynku.

Microsoft raz po raz przekracza kolejne progi wyznaczające liczbę instalacji jego najnowszego Windows 10. W październiku wynosiła ona około 110 milionów, co było dość dobrze rokującą na przyszłość informacją. Z racji niedawno zakończonego 2015 roku redaktorzy z portalu WinBeta postanowili sprawdzić, jak obecnie przedstawia się sytuacja w tym aspekcie. windows-10-xboxZapytawszy swoich źródeł otrzymali odpowiedź, iż obecnie liczba instalacji plasuje się powyżej 200 milionów urządzeń – oczywiście w ujęciu ogólnoświatowym. Wynik ten udało się osiągnąć po 5 miesiącach od pierwotnej premiery Windows 10, co daje w przybliżeniu 40 milionów nowych użytkowników (licząc, że każda osoba ma po jednym urządzeniu z tym systemem) miesięcznie. W sumie nie ma co się temu dziwić, gdyż fakt rozdawania tejże wersji Windows jako darmowego uaktualnienia dla Windows 7 oraz Windows 8.1 zrobił swoje. Spokojnie można założyć, iż bez takiego ruchu Microsoftowi nie udałoby się osiągnąć zadowalającego wyniku – w końcu nic tak nie motywuje do zmiany systemu jak bezpłatna aktualizacja.

Od dłuższego czasu wprost się mówi, że Windows 10 w dniu swojej premiery nie wyglądał tak jak powinien. Choć od tamtego czasu minęło już trochę czasu, to jednak wciąż posiada od wiele braków. Sytuacja ta ulegnie lekkiej poprawie wraz z nadejściem listopada, gdyż właśnie wtedy zadebiutować ma aktualizacja zwana Threshold 2. Insiderzy od września mogą się jej powoli przyglądać i właśnie dzięki nim wiemy, że jest na co czekać – przyniesie ona szereg pomniejszych zmian, których zabrakło w momencie debiutu.

Jednak prawdziwą bombą ma być dopiero przyszłoroczne uaktualnienie rozwijane pod tajemniczą nazwą Redstone, w którym wielu konsumentów pokłada swoje nadzieje. Wielu spekuluje, iż prawdopodobnie będzie to coś w stylu wersji 8.1 wydanej dla Windows 8 – spodziewać się więc możemy naprawdę dużej ilości poprawek i zmian, które wniosą Windows 10 na kolejny poziom. Niestety wciąż nie mamy żadnych konkretnych informacji dotyczących tego, co tak naprawdę znajdziemy w jej wnętrzu, lecz powoli coś się zaczyna w temacie ruszać. Dzięki znanemu na Twitterze koncie BuildFeed dowiedzieliśmy się, iż wewnątrz Microsoftu ruszyła cała machina odpowiedzialna za rozwój nowych kompilacji z linii RS1 (rs1_onecore_mqbase), czyli Redstone właśnie. Cała reszta danych wciąż spowita jest mgłą tajemnicy i taki stan utrzyma się zapewne jeszcze przed długi czas.

Windows 10 jest często krytykowany za zbieranie i przesyłanie potężnych danych na temat aktywności użytkownika. Microsoft-Windows-Update-Symbol-Logo-f630x378-ffffff-C-dd14778-38149298Pamiętać jednak trzeba że odpowiednia aktualizacja może spowodować to samo w systemach Win7,8,8.1 . Aktualizacje te mają nazwę KB3075249 oraz KB3080149. Są one opcjonalne, ale zawierają one elementy umożliwiające Microsoftowi zbieranie informacji o użytkowniku komputera dokładnie w taki sam sposób jak jest to w windows 10, który jest obecnie podejrzewany o bycie zaawansowanym narzędziem do szpiegowania. Podobne podejrzenia krążą wokół aktualizacji do systemów Windows 7, 8, 8.1 o nazwach KB2505438, KB2670838, KB2952664, KB2976978, KB3021917, KB3035583, KB3075249. Ogólnie rzecz mówiąc w wcześniejszych systemach można zapobiec „szpiegowaniu” przez Microsoft uważając i sprawdzając aktualizacje podtykane pod nos przez MŚ, a w przypadku Windowsa 10 można to zrobić za pomocą m.in. programu shutup10.

 

Microsoft wraz z premierą Windows 8 wprowadził na desktopy sklep, który do tej pory kojarzył się raczej z mobilną odsłoną Windows. Początkowo jednak pozostawiał on bardzo dużo do życzenia, gdyż jego zasoby nie były zbyt imponujące, a i sam wygląd znacznie odrzucał użytkownika. Z czasem poprawioną tą drugą kwestią, jednak podstawowy problem wciąż pozostawał bez zmian – deweloperzy zbytnio nie kwapili się do pisania aplikacji na ten system. Przy okazji powstawania Windows 10 Microsoft znów postanowił pochylić się nad tym problemem, co zaowocowało powstaniem nowej odsłony uniwersalnych aplikacji oraz całkowicie przebudowanego sklepu. microsoft-Windows8-storeOczywiście aplikacje klienckie to nie wszystko, dlatego też postanowiono gruntownie przebudować jego webową odsłonę, która choć bywała pomocna, to jednak miała niezbyt zachęcający interfejs. Od niedawna możemy oglądać jego nową wersję, która została z grubsza upodobniona do tego co możemy znaleźć w jego aplikacji. By dodatkowo całą sytuację wyklarować Microsoft postanowił, że za pośrednictwem swojego bloga przekaże nam kilka interesujących informacji – głównie nakreślających nam poczynione zmiany. Na czym więc się skupiono? Przede wszystkim na poprawionych algorytmach wyszukiwania oprogramowania, które do tej pory bardzo kulało. Jeśli jednak dalej nie będą one dla nas wystarczające, to otrzymamy możliwość sortowania wyników ze względu na oceny i recenzje innych użytkowników. Co ciekawe, jeśli o te ostatnie chodzi, będą one poddawane dodatkowemu podziałowi – posiadacze Windows / Windows Phone 8 / 8.1 będą widzieć wszystkie wpisy, natomiast posiadacze Windows 10 / Windows 10 Mobile zobaczą tylko te, które odnoszą się do ich systemu. Warto też odnotować, że Microsoft przywróci możliwość podglądu aktualnej wersji aplikacji oraz jej ostatniej aktualizacji – niby nie jest to pierwszej potrzeby funkcja, jednak wielu osobom (w tym mi) niekiedy się przydaje. W ramach ciekawostki warto wspomnieć również o tym, że firma usunie wszystkie oceny aplikacji napisane z testowych wersji Windows 10 (wszystko do 15 lipca), ponieważ wiele problemów powstałych w tym okresie było spowodowanych stricte przez system.

Jak więc widać Microsoft nie ustaje w ciągłym rozwoju swoich usług. Choć wiele zmian już poczynili, to jednak wciąż długa droga przed nimi. Oczywiście firma nie byłaby sobą, gdyby przy okazji nie usunęła kilku przydatnych i dość często wykorzystywanych opcji. Dlatego też nie będziemy już w stanie zdalnie instalować aplikacji na naszym mobilnym urządzeniu przeglądając sklep na desktopie, a i pobranie pliku do ręcznej instalacji jest aktualnie niemożliwe. Nie wiadomo czy i ewentualnie kiedy wspomniane funkcje powrócą, jednak dobrze by było, gdyby w ogóle to nastąpiło – jednak znając Microsoft nie jest to takie oczywiste.