Prawdopodobnie jeszcze przed końcem kwietnia zostanie wydana kolejna duża aktualizacja dla Windows 10 – Spring Creators Update. Jest to więc idealny czas na rozeznanie się w temacie fragmentacji poszczególnych wersji tego systemu. W końcu mogłoby się wydawać, że z racji przyjętego modelu dystrybuowania uaktualnień najnowsza odsłona będzie gościć na komputerach wszystkich użytkowników. Z pewnych względów tak się nie dzieje i co ciekawe, nawet bardzo stare odsłony wciąż występują w raporcie przygotowanym przez AdDuplex.

Fall Creators Update

Na jego wstępie zaznaczono, że Fall Creators Update jest mimo wszystko tą najszybciej rozprzestrzeniającą się – na tle jej poprzedników. Oczywiście dynamika wzrostu znacznie osłabła względem minionego roku, niemniej, wraz z końcem marca osiągnięto pułap 90%. To właśnie tyle procent użytkowników Windows 10 korzysta ze wspomnianej wersji. Dla porównania sprezentowano również popularność poprzednich wydań. I tak Creators Update obecny jest u 4,3% konsumentów, a Anniversary Update u 3,6%. Nawet bardzo stare odsłony załapały się do raportu, odpowiadając za 0,8% (Windows 10 1511) oraz 0,5% (Windows 10 1507) wszystkich desktopów z Windows 10.

Od 2016 roku, wraz rozpoczęciem prac nad Anniversary Update, towarzyszy nam nazwa Redstone. To własnie w ten sposób sposób określano kolejne wydania Windows 10 udostępniane poprzez program Windows Insider. Dopiero ich stabilne, ostateczne formy przybierały powszechnie znane nazewnictwo. Wiele wskazuje jednak na to, że niebawem ulegnie to zmianie.

Redstone

Jak donosi portal WindowsCentral, Redstone 5 miałby być ostatnim uaktualnieniem wykorzystującym ten człon. Wraz z nadejściem 2019 roku Microsoft zamierza użyć nowej nazwy kodowej, choć nie ma co do niej żadnej pewności. Jedyne co aktualnie wiemy to fakt, że niedoszły Redstone 6 wewnętrznie określany jest mianem 19H1. Spekuluje się, że taka forma mogłaby już pozostać na stałe, gdyż dość precyzyjnie określa czas wydania aktualizacji, tj. pierwsze uaktualnienie (wiosna) w 2019 roku. Kolejne odsłony mogłyby podtrzymać ten format, tym bardziej, że końcowi uzytkownicy wciąż otrzymywaliby bardziej chwytliwe nazwy.

Jak niejednokrotnie wspominano, Microsoft Store nie grzeszy objętością swoich zasobów. Dlatego tak duże poruszenie wywołują udostępniane tam programy, którego pojawienia się nikt nie oczekiwał. Tym razem padło na, kultowego w pewnych kręgach, Foobar2000 – swego czasu cieszył się on ogromną popularnością.Foobar2000

Tajemnicą stojącą za jego sukcesem jest ogromna baza rozszerzeń, umożliwiająca ogromne poszerzenie jego podstawowych możliwości. W tym miejscu objawia się największa wada nowego wydania, a mianowicie brak ich obsługi. Przynajmniej na chwilę obecną, gdyż mankament ten zostanie wyeliminowany w bliżej nieokreślonej przyszłości. Oczywiście omawiany odtwarzacz w dalszym ciągu dostępny jest całkowicie za darmo i wciąż charakteryzuje się dość spartańskim interfejsem.

W zeszłym tygodniu wspominaliśmy, że w Microsoft Store pojawiła się zakładka dedykowana rozszerzeniom do Microsoft Edge. Stanowi ona spore ułatwienie dla użytkowników tej przeglądarki, gdyż choć jest ich niewiele, to ich wyszukiwanie jest mało komfortowe. Co jednak ciekawe, to nie jedyna nowość jaką uraczy nas Microsoft. Firma pójdzie za ciosem i doda kolejną zakładkę, tym razem odnoszącą się do sprzętu.

Microsoft Store

Będzie ona kopią internetowego sklepu, więc pod względem funkcjonalności niczego nie powinno jej brakować. Znajdziemy w niej wszystkie oferty Microsoftu, w tym i urządzenia należące do partnerów OEM – o ile znajdują się w ofercie tegoż giganta. Problemu nie będą również stanowić wszelkiej maści przedsprzedaże. Całość jest na tyle dobrze przemyślana, że bez otwierania przeglądarki od razu dokonamy płatności i wybierzemy miejsce dostawy. Na koniec warto nadmienić, że poszczególne urządzenia skryte są w przejrzystych kategoriach w stylu „Akcesoria”, „Sklep Surface”, „Sklep Xbox” itp.

Tak jak w przypadku zakładki dedykowanej rozszerzeniom, tak i ta obecnie omawiana nie jest widoczna u wszystkich użytkowników. Z czasem powinno się to zmienić, choć nie bez znaczenia jest wsparcie danego regionu przez Microsoft.

Jedną z większych bolączek Windows jest mechanizm Windows Update. Czy to w najnowszej odsłonie, czy też w tych starszych – użytkownicy zawsze od zawsze narzekają na ten aspekt. Co prawda Microsoft cały czas stara się wyeliminować ten problem, lecz wciąż wiele brakuje do ideału. Dlatego też ponownie pochylono się nad tym podczas prac rozwojowych nad Redstone 4. Przyniosło to kolejne optymalizacje, które zaowocowały skróceniem czasu niezdatności naszego komputera.

Firmie udało się osiągnąć średni pułap 30 minut wymaganych do zainstalowania uaktualnienia. Warto przy tym nadmienić, że jeszcze w październiku zeszłego roku Fall Creators Update potrzebował średnio aż 51 minut. Poprawa została osiągnięta poprzez drobną sztuczkę, tj. przeniesienie niektórych operacji wykonywanych w trybie offline do trybu online. Co ciekawe, generalnie wydłuża to cały proces – działania wykonywane na uruchomionym systemie są zdecydowanie wolniejsze. Niemniej, priorytetem jest skrócenie etapu instalacji odbywającego się w trybie uniemożliwiającym interakcję z urządzeniem. W ogólnym rozrachunku użytkownicy mimo wszystko powinni więc być zadowoleni.

Już w zeszłym roku rozpisywano się na temat chmurowego schowka, który miałby trafić do Windows 10. Niestety, mimo dużych partii różnorakich informacji żadna z nich nie znalazła odzwierciedlenia w rzeczywistości. Premiera stabilnego Redstone 4 za pasem, a zmodernizowany mechanizm wciąż się nie pojawił – nawet w wersji Insider. Wielu spekulowało, iż projekt ten całkowicie porzucono. Tym większym zaskoczeniem okazało się być ostatnie odkrycie.

Clipboard

Otóż najnowsza kompilacja dostępna w kanale Skip Ahead przynosi nową kartę w ustawieniach. Jak nie trudno się domyślić, odnosi się ona bezpośrednio do wspomnianego wcześniej chmurowego schowka. Na przedstawionym zrzucie nie znajdziemy zbyt wielu opcji, w zasadzie ograniczono się do dwóch. Możemy wybrać pomiędzy automatycznym oraz manualnym udostępnianiem treści na inne nasze urządzenia. Należy nadmienić, iż omawiana karta nie jest dostępna u wszystkich. Nie przedstawiono przy tym żadnego sposobu / warunku by móc wejść w jej posiadanie.

Temat dotyczący rozszerzeń dla Microsoft Edge jest dość drażliwy dla wielu konsumentów. Z jednej strony były one wyczekiwane od dawna, z drugiej ich ilość w dalszym ciągu pozostawia wiele do życzenia. Dodatkowo, bardzo rzadko pojawiają się nowe, co tylko pogłębia frustrację użytkowników wspomnianej przeglądarki. Microsoft nie daje jednak za wygraną i planuje dodać w Microsoft Store dedykowaną rozszerzeniom zakładkę.

Microsoft Store

Dotychczas by się do nich dostać musieliśmy uruchomić Microsoft Edge i z jego poziomu kliknąć stosowny odnośnik. Oczywiście mogliśmy ręcznie przeszukiwać zasoby sklepu, lecz było to mało wygodnym rozwiązaniem. Wreszcie postanowiono znacznie ułatwić cały proces, dodając na górnej belce szóstą zakładkę (zdjęcie powyżej). Co jednak ciekawe, nie jest ona widoczna u wszystkich użytkowników i nie wiadomo nawet, dlaczego tylko niektórzy ją widzą. Wyjścia są dwa – testy na losowej grupie konsumentów (nie tylko Insiderów) lub powolne udostępnianie (analogicznie do systemowych aktualizacji).

Warto również odnotować, że omawiana podstrona sklepu doczekała się sporego uaktualniania. Dodano czytelne kategorie, dzięki czemu dużo prościej odnaleźć interesujące nas rozszerzenie. Wcześniej wszystko wrzucone było na jedną, w dodatku niealfabetyczną, listę – nijak nie ułatwiając poszukiwań.

Premiera Windows 10 S oraz niedawno opublikowane informacje sprawiły, że coraz więcej osób spekuluje na temat przyszłości Microsoft Store. W końcu jego zasoby wciąż pozostawiają wiele do życzenia, a mimo to firma stara się zrobić z niego jedyną platformę do dystrybucji oprogramowania. Wielu deweloperów zdaje się tym nie przejmować, jednak znaleźć można osoby, które chcą by ich aplikacje można było odnaleźć we wspomnianym sklepie.

Notepad++

W związku z tym niedawno opublikowano popularny, otwartoźródłowy odpowiednik wbudowanego w system notatnika – Notepad++. Co jednak ciekawe, nie dokonali tego sami twórcy. Zewnętrzny deweloper, Jake Vis, sklonował oficjalne repozytorium i przy wykorzystaniu narzędzi Microsoftu przeniósł wspomnianą aplikację do Microsoft Store. Oczywiście wszystko przy zachowaniu panujących zasad, tj. warunków licencji. Kod oraz wszelkie zmiany możemy śledzić za pośrednictwem portalu GitHub. Pozostaje mieć nadzieję, że nieoficjalne wydanie będzie aktualizowane równie regularnie jak to oficjalne.

Rozpoczęcie prac nad Redstone 5 oznacza, że stabilny Redstone 4 jest już horyzoncie. Od dawna wiedzą o tym aktywni Insiderzy korzystający z szybkiego kręgu wydawania uaktualnień. Wszystko przez to, iż od dawna nie otrzymali żadnych nowości, a jedynie poprawki błędów. Dlatego też pojawiło się pytanie, kiedy Microsoft zdecyduje się udostępnić Spring Creators Update wszystkim konsumentom.

Redstone 4

Niedawno firma zabrała głos w tej sprawie, wreszcie podając ostateczny termin. Co jednak ciekawe, bardzo szybko uaktualniono opublikowany artykuł i wycofano się z tego, co napisano. Oczywiście w internecie nic nie ginie, dlatego wciąż mamy dostęp do wykonanego wcześniej zrzutu ekranu. Dzięki niemu wiemy, że pierwotną datą był kwiecień. Tajemnicą pozostaje jednak to, skąd wynikła zmiana i czy nie oznacza to niespodziewanych opóźnień.

Microsoft znany jest z tego, że lubi sam sobie rzucać kłody pod nogi. Idealnym tego przykładem jest Windows Phone, który mimo sporego potencjału przeobraził się w bezkształtny Windows 10 Mobile. Pod wieloma względami firma podobnie postępuje z desktopowym Windows 10, choć z racji jego większej popularności na razie uchodzi jej to na sucho.

W każdym razie, przy okazji udostępnienia ostatniej kompilacji z gałęzi Redstone 5 ogłoszono, że wszystkie linki z aplikacji Poczta uruchomią się w Microsoft Edge. Oznacza to, że całkowicie ignorowane będą ustawienia dotyczące domyślnie wykorzystywanej przeglądarki. Prawdopodobnie duży wpływ na tę decyzję miało opracowanie mechanizmu Sets, który umożliwia egzystowanie wielu aplikacji w ramach jednego okna. Żadna z konkurencyjnych przeglądarek, na chwilę obecną, tego nie wspiera, w przeciwieństwie do Microsoft Edge.

Niby jest to jakaś wygoda, lecz czy wystarczająca, by konsumenci na to przystali? Z drugiej strony, Microsoft zaznacza, że na razie są to jedynie testy na wąskiej grupie Insiderów. Jeśli negatywny odzew będzie wystarczająco duży, to kto wie, czy firma ostatecznie się z tego nie wycofa.