Wraz z upływem czasu z Windows znikało wiele elementów, które niegdyś z powodzeniem były wykorzystywane. Jednym z nich jest bardzo dobry File Manager, który swoją premierę miał wraz z Windows 3.0. Choć jego ówczesna odsłona daleka jest od wsparcia obecnie panujących standardów (zarówno pod względem technicznym, jak i wizualnym) to jednak wciąż spotkać możemy jego fanów. To własnie ich najbardziej ucieszyła niedawna decyzja Microsoftu, dotycząca uwolnienia kodu wspomnianego menadżera.

File Manager

Całość udostępniono oczywiście na portalu GitHub, dzięki czemu wszyscy zainteresowani mogą stworzyć swoją własną wariację. Odpowiada za to mocno liberalna licencja MIT, umożliwiająca dowolne kopiowanie, modyfikowanie, używanie i rozpowszechnianie. Co ciekawe, upubliczniono dwie wersje – jedna jest możliwie najwierniejsza oryginałowi, natomiast druga została nieco zmodyfikowana. Jak nie trudno się domyślić, wspomniane zmiany tyczą się wsparcia dla najnowszych standardów, dzięki czemu uruchomimy go nawet na Windows 10.

Już w zeszłym roku w sieci pojawiły się pierwsze informacje dotyczące nowej odsłony systemowego schowka, nazwanej Cloud Clipboard. Główną zaletą tego rozwiązania miała być obsługa chmury, dzięki czemu jego zawartość mogłaby być dzielona pomiędzy urządzeniami. Początkowo projekt ten wyglądał bardzo zachęcająco, lecz w miarę upływu czasu entuzjazm konsumentów słabł. Brak konkretnych informacji  oraz wygaszenie rozwoju Windows 10 Mobile sprawiły, że o Cloud Clipboard praktycznie zapomniano.

Tym większym zaskoczeniem była ostatnio udostępniona, testowa kompilacja o numerze 17643. Co prawda nie od razu, gdyż dopiero dzień później odkryto skrywaną w jej wnętrzu tajemnicę. Zauważono, że do Zasad Grupy dodano wpis, którego nikt się nie spodziewał. Oczywiście odnosi się on do historii schowka oraz jego synchronizacji pomiędzy urządzeniami. Dzięki jego opisowi dowiedzieliśmy się jedynie, że do działania wymagane będzie konto Microsoft lub Azure AD, a zmiana statusu tej zasady będzie natychmiastowa.

Jeszcze początkiem bieżącego miesiąca mówiono, że kolejne duże uaktualnienie Windows 10 z pewnością zadebiutuje 10 kwietnia. Nieoficjalnie wskazano nawet testową kompilację o numerze 17133 jako tę, która miałaby trafić do wszystkich konsumentów. Tak się jednak nie stało i nie wiadomo było gdzie szukać przyczyny takiego stanu rzeczy.

Choć Microsoft wciąż milczy na ten temat, to pewną dawkę informacji udzielił nam jeden z redaktorów Windows Central. Co prawda nie zdradzono żadnych konkretów, choć mniej więcej poznaliśmy powód opisywanego stanu rzeczy. Otóż w ostatniej chwili wykryto bliżej niesprecyzowany błąd w kandydacie do udostępniania, na tyle poważny, iż nie mógł zostać wyeliminowany zwyczajną łatką. W związku z tym postanowiono odłożyć premierę w czasie, by zbadać i wyeliminować powstały problem.

Wraz z premierą Spring Creators Update Windows 10 zyska natywną obsługę Progressive Web Applications. Rozwiązanie to stanowi spore ułatwienie dla deweloperów, gdyż niweluje przymus tworzenia oprogramowania na każdą platformę oddzielnie. Wszystko przez to, że do działania wykorzystują niezależne od danego systemu technologie webowe. Oczywiście w przypadku Windows 10, gdy trafią do Microsoft Store, skorzystają z dodatkowych możliwości, np. systemowego mechanizmu powiadomień.

Progressive Web Applications

Premiera wspomnianego uaktualnienia zbliża się nieubłaganie, dlatego Microsoft rozpoczął proces publikacji PWA w swoim sklepie. Co ciekawe, aktualnie odbywa się on całkowicie manualnie i nawet nie wszystkie tego typu aplikacje są dopuszczane. Firma początkowo wybiera jedynie te, które idealnie oddają ideę stojącą za tym projektem, a przez to zostaną jego dobrymi reprezentantami. Tak więc obecna lista nie jest zbyt duża i zawiera jedynie 14 pozycji:

 

Z czasem proces zostanie zautomatyzowany, przez co wszyscy zainteresowani deweloperzy będą mogli publikować swoje własne Progressive Web Apps.

Nie tak dawno swoją oficjalną premierę miał Windows 10 on ARM. Zaraz po tym wydarzeniu pojawiły się pierwsze konstrukcje korzystające z tego systemu, co obnażyło jego wady. Mimo, że urządzenia te posiadają szereg zalet, jak chociażby długi czas pracy na jednym ładowaniu i wsparcie dla Always On, to jednak nie obsługują 64-bitowego oprogramowania. Jest to o tyle dziwne, że tego typu aplikacje nie są żadną nowością i już od dobrych kilku lat są obecne na rynku.

WIndows 10 on ARM

Na szczęście możemy już mówić o „chwilowej niedogodności”, gdyż jeszcze w tym roku pojawi się brakujące wsparcie. Dowiedzieliśmy się tego za pośrednictwem portalu Engadget, któremu informacji udzieliła Erin Chappie – jeden z wyżej postawionych pracowników Microsoftu. Dzięki temu wiemy, iż SDK dla ARM64 zaprezentowane zostanie już na majowej konferencji BUILD 2018. Warto przy tym zaznaczyć, że obsługiwane będą nie tylko aplikacje dostępne poprzez sklep, ale i klasyczne, desktopowe wydania.

Microsoft wykazuje dość dziwną politykę rozwoju swoich systemowych aplikacji. Z jednej strony nierzadko są one wizualnie niespójne z systemem, a z drugiej nie wykorzystują pełni jego możliwości. Już to wystarczy, by konsumenci byli mocno zniechęceni i rozczarowani jego wytworami. Zdaje się jednak, że przynajmniej w przypadku aplikacji Poczta popularność jest na tyle duża, iż Microsoft bezpiecznie może wbić kolejną szpilę.

Poczta

Tym razem padło na baner promujący usługę Office 365. Pierwsze wzmianki o nim pojawiły się na portalu Reddit i co ciekawe, nie wszyscy użytkownicy zostali nim uraczeni. Wydaje się, że na chwilę obecną są to jedynie zamknięte testy, choć nie wiadomo na jakiej zasadzie dobierani są testerzy. Warto przy tym nadmienić, że wspomniany baner pojawia się wyłącznie podczas korzystania z poczty Outlook. W momencie używania, na przykład, Gmaila nie wyświetla się on w ogóle. Jeśli do opisywanej aplikacji podepniemy oba konta, to reklama będzie pojawiać się i znikać w trakcie przełączania pomiędzy nimi.

Już od jakiegoś czasu w sieci pojawiają się informacje dotyczące unowocześnionej wersji narzędzia Wycinanie. Aż dziw bierze, że do tej pory nic z nim nie zrobiono, w końcu jego premiera odbyła się wraz z Windows Vista. Dziesięć lat rozwoju samego systemu nie wystarczyło, by w jakikolwiek sposób usprawnić ten element. Co jednak ciekawe, dwa lata temu grupa Microsoft Garage stworzyła aplikację Snip, która mocno zmieniała koncept dotychczas wykorzystywany w systemie. Posiadała jednak jeden spory mankament – jej instalacja wymagała technicznej świadomości użytkownika, przez co przeciętni konsumenci nigdy się o niej nie dowiedzieli.

Wycinanie

Wiele wskazuje jednak na to, że publiczne testy przysłużyły się firmie i wspomniany Snip prawdopodobnie stanie się częścią uaktualnienia Redstone 5. Tak przynajmniej twierdzą redaktorzy portalu Thurrott, którzy jako pierwsi opublikowali artykuł na ten temat. Co prawda nigdzie nie powiedziano tego wprost, lecz patrząc na przedstawione animacje nie sposób nie zauważyć mocnej inspiracji w/w narzędziem. Wskazuje na to również niedawno zapowiedziane zakończenie wsparcia, mające nastąpić już 1 maja.

Niestety, następca obecnie wykorzystywanego rozwiązania nie oferuje identycznych możliwości – przynajmniej w obecnej formie. Nie obsługuje opóźnienia uruchamiania czy rysowania po utworzonych zrzutach. Poza tym, wycinki tworzone za jego pomocą zapisywane są od razu do systemowego schowka. Toteż musimy gdzieś je wkleić, np. do Painta – przed powstaniem Windows 8 było to bardzo popularną praktyką.

Już od dłuższego czasu Microsoft rozwija podsystem Linuksa działający w ramach Windows 10. Od jego pierwszej prezentacji udostępniano kilka dystrybucji, które bez problemu odnajdziemy w Microsoft Store. Tylko w zeszłym miesiącu pojawiły się dwie nowe – Kali Linux oraz Debian. Problemem pozostawały jednak te mniej popularne odmiany, lecz i to niebawem odejdzie w zapomnienie.

Debian

Wszystko przez to, że firma pokusiła się o opracowanie WSL DistroLauncher Sample, co umożliwi opiekunom danej dystrybucji w miarę proste przeniesienie do Microsoft Store. Nic nie stoi również na przeszkodzie, by deweloperzy opracowywali rozwiązania na własne potrzeby – instalowane wyłącznie na ich własnych maszynach. W tym drugim przypadku wystarczy skorzystać z trybu deweloperskiego uruchamianego z poziomu systemowych ustawień.

Wyżej wymienione narzędzie udostępniono na zasadach Open Source i opublikowano na GitHubie. Należy przy tym pamiętać, że swobodny do niego dostęp nie oznacza, że wszystkie nowe paczki będą trafiały prosto do zasobów sklepu. Jak wspomniano wyżej, dokonać mogą tego wyłącznie opiekunowie danej dystrybucji i to tylko po wcześniejszym skontaktowaniu z Microsoftem. To powinno wystarczyć, by zapewnić użytkownikom względny poziom bezpieczeństwa.

Prawdopodobnie jeszcze przed końcem kwietnia zostanie wydana kolejna duża aktualizacja dla Windows 10 – Spring Creators Update. Jest to więc idealny czas na rozeznanie się w temacie fragmentacji poszczególnych wersji tego systemu. W końcu mogłoby się wydawać, że z racji przyjętego modelu dystrybuowania uaktualnień najnowsza odsłona będzie gościć na komputerach wszystkich użytkowników. Z pewnych względów tak się nie dzieje i co ciekawe, nawet bardzo stare odsłony wciąż występują w raporcie przygotowanym przez AdDuplex.

Fall Creators Update

Na jego wstępie zaznaczono, że Fall Creators Update jest mimo wszystko tą najszybciej rozprzestrzeniającą się – na tle jej poprzedników. Oczywiście dynamika wzrostu znacznie osłabła względem minionego roku, niemniej, wraz z końcem marca osiągnięto pułap 90%. To właśnie tyle procent użytkowników Windows 10 korzysta ze wspomnianej wersji. Dla porównania sprezentowano również popularność poprzednich wydań. I tak Creators Update obecny jest u 4,3% konsumentów, a Anniversary Update u 3,6%. Nawet bardzo stare odsłony załapały się do raportu, odpowiadając za 0,8% (Windows 10 1511) oraz 0,5% (Windows 10 1507) wszystkich desktopów z Windows 10.

Od 2016 roku, wraz rozpoczęciem prac nad Anniversary Update, towarzyszy nam nazwa Redstone. To własnie w ten sposób sposób określano kolejne wydania Windows 10 udostępniane poprzez program Windows Insider. Dopiero ich stabilne, ostateczne formy przybierały powszechnie znane nazewnictwo. Wiele wskazuje jednak na to, że niebawem ulegnie to zmianie.

Redstone

Jak donosi portal WindowsCentral, Redstone 5 miałby być ostatnim uaktualnieniem wykorzystującym ten człon. Wraz z nadejściem 2019 roku Microsoft zamierza użyć nowej nazwy kodowej, choć nie ma co do niej żadnej pewności. Jedyne co aktualnie wiemy to fakt, że niedoszły Redstone 6 wewnętrznie określany jest mianem 19H1. Spekuluje się, że taka forma mogłaby już pozostać na stałe, gdyż dość precyzyjnie określa czas wydania aktualizacji, tj. pierwsze uaktualnienie (wiosna) w 2019 roku. Kolejne odsłony mogłyby podtrzymać ten format, tym bardziej, że końcowi uzytkownicy wciąż otrzymywaliby bardziej chwytliwe nazwy.