Font Maker, czyli interesująca aplikacja pozwalająca tworzyć spersonalizowane fonty, niedawno trafiła do Microsoft Store. By pojawiła się możliwość jej instalacji należy być w posiadaniu Windows 10 w wersji co najmniej Fall Creators Update (1709). Dodatkowo, do tworzenia projektów wymagany jest rysik, co dla wielu konsumentów może być przeszkodą nie do przeskoczenia.

Font Maker

Jeśli chodzi o sam proces tworzenia autorskiego fontu, to nie należy on do zbyt skomplikowanych. W chwili jego rozpoczęcia pojawia się tablica widoczna powyżej, na której musimy wpisać własną wariację każdego znaku. Później pozostaje już tylko określenie wielkości odstępu pomiędzy poszczególnymi literami oraz ich domyślnej wielkości.

 

Aktualizacja. Z niewiadomych przyczyn opisywana aplikacja została wycofana ze sklepu. Nie wiadomo czy oraz kiedy do niego powróci.

Próby uruchomienia pełnej wersji Windows 10 na smartphonach z serii Lumia nie są niczym nowym. W zasadzie raz po raz raczeni jesteśmy informacji dotyczącymi aktualnymi postępami prac, dzięki czemu zainteresowane osoby mogą być w miarę na bieżąco z tym tematem. Niedawno opublikowano kolejne wideo, na którym zaprezentowano uruchomienie Windows 10 oraz dojście do ekranu jego konfiguracji.

Osoba stojąca za tym osiągnięciem musiała sprostać szeregom barier, szczególnie tej dotyczącej wymogu obecności środowiska secure boot. Wymagało to napisania sterowników umożliwiających uruchomienie mechanizmu UEFI. Oczywiście nie przepisano wszystkiego, a jedynie minimalną ilość niezbędną do w miarę bezproblemowego działania. Koniec końców udało się uzyskać pożądany efekt, choć wciąż pozostało wiele pracy do wykonania przed uzyskaniem pełnej sprawności.

Na koniec warto wspomnieć o twitterowym koncie Bena, tj. dewelopera, stojącego za tym projektem. Publikowane są na nim wszystkie najnowsze osiągnięcia w tym zakresie, więc chcąc śledzić ten temat najlepiej udać się właśnie tam.

Windows 10 rozwija się na tyle dynamicznie, że oprogramowanie z nim dostarczane bardzo często za tym wszystkim nie nadążają. Idealnym przykładem jest Fluent Design, który zadebiutował wraz z Fall Creators Update (w zeszłym roku), a mimo to wciąż nie trafił do każdego zakamarka tego systemu. Z tym większym entuzjazmem przyjęto ostatnie uaktualnienie aplikacji Microsoft Translator, który zyskał obsługę wielu najnowszych systemowych mechanizmów.

Microsoft Translate

Wreszcie możemy obsługiwać go za pomocą Cortany, choć wciąż dostępnych jest niewiele języków. Nie zabrakło przy tym wsparcia dla Windows Ink, dzięki czemu wprowadzimy tekst za pomocą pisma odręcznego. Tłumaczenie w trybie offline otrzymało paczki językowe oparte o sieci neuronowe, które na Androidzie oraz iOS zadebiutowały już w zeszłym miesiącu. Oczywiście należy pamiętać o tym, że trzeba je samodzielnie pobrać z poziomu ustawień aplikacji. Pojawił się również dostęp do słownika oraz zbioru fraz, z czego te najczęściej wykorzystywane możemy zapisać na liście ulubionych.

Na koniec warto wspomnieć o konwersacjach na żywo, które, z różnych języków, tłumaczone są w czasie rzeczywistym.

Wraz ze zbliżającą się premierą Windows 10 April Update zdecydowano udostępnić w Microsoft Store kilka Progressive Web Apps. Były one wyselekcjonowane przez Microsoft, aby stanowiły wzór do naśladowania przez innych deweloperów. Kwestią czasu było większe otwarcie się na tego typu twory, co niedawno zostało ogłoszone.

Progressive Web Apps

Dzięki temu, poprzez Windows Dev Center, twórcy mogą już publikować w Microsoft Store swoje oprogramowanie. Warto przy tym nadmienić, że z poziomu wspomnianego panelu zdefiniować można dokładnie to samo, co w przypadku natywnych aplikacji. Między innymi widoczność dla poszczególnych platform oraz formę monetyzacji, choć nie zabrakło też wglądu w telemetrię oraz informacje zwrotne od użytkowników.

Opasłość systemów z rodziny Windows od dawna jest obiektem wielu kpin ze strony użytkowników, zwłaszcza tych korzystających z konkurencyjnych platform. O ile świeżo po instalacji zajmuje on mniej niż 10 GB pamięci, o tyle z czasem potrafi rozrosnąć się dwukrotnie. Dla przeciętnego konsumenta nie stanowi to żadnego problemu, być może nie zdaje on sobie nawet z tego sprawy. Gorzej sprawa wygląda w przypadku urządzeń wyposażonych w małą ilość pamięci wbudowanej, gdyż wtedy liczy się każdy wolny gigabajt.

Oczywiście Microsoft niejednokrotnie dokonywał pewnych usprawnień w tym zakresie, lecz jak widać nie rozwiązały one problemu. Kolejną próbą pokonania go ma być Windows 10 Lean, który przyniesie realne odchudzenie, a nie wyłącznie zwiększoną kompresję danych. By osiągnąć instalator pomniejszony o 2 GB zdecydowano się usunąć szereg mniej lub bardziej zbędnych elementów. Mowa chociażby o domyślnych tapetach (zamiast nich ujrzymy jednolite, czarne tło), sterownikach napędów CD oraz DVD (w końcu coraz więcej konstrukcji ich nie posiada), czy niektórych aplikacjach (np. RegEdit). Warto przy tym nadmienić, że wszystko wciąż możemy doinstalować później, jeśli będziemy mieli na to ochotę – w żaden sposób nie zaburzy to pracy systemu.

Omawiany system domyślnie uruchamia się w trybie S i identyfikuje się jako Windows 10 CloudE. Nie są jednak znane żadne plany Microsoftu względem wersji Lean, więc jej przyszłość wciąż pozostaje tajemnicą.

W czasach względnie intensywnego rozwoju Windows 10 Mobile bardzo często wspominano o niejakim Surface Phone. Od tamtej pory, w pewnych kręgach, temat ten wyrósł już do miana legendy. Lata mijały, plotki nie ucichały, a ten mimo wszystko nigdy nie ujrzał światła dziennego. Niestety, od dawna nie było żadnych nowych informacji z tego zakresu, przez co wielu fanów zdążyło się już pogodzić z jego brakiem.

Phone API

Tak przynajmniej sytuacja wyglądała do czasu udostępnienia testowej kompilacji o numerze 17650. Wszystko przez to, że wraz z nią zadebiutowało nowe Phone API. Co jednak ciekawe, w trakcie rozwoju Fall Creators Update Microsoft wyciął z systemu wiele tego typu mechanizmów. Może się więc okazać, że tym razem wydarzy się podobnie, choć wtedy nie byłoby żadnego sensu w ich dodawaniu. W każdym razie, na chwilę obecną jest ono dostępne i można je znaleźć na przygotowanej liście.

Jeszcze w marcu wszyscy byli zgodni co do tego, że Spring Creators Update zadebiutuje 10 kwietnia. Im bliżej było tego terminu tym więcej wątpliwości się pojawiało, aż ostatecznie nastąpiła nieoczekiwana obsuwa. W międzyczasie wyszło na jaw, że dotychczas wykorzystywana nazwa ciut minęła się z prawdą, gdyż Redstone 4 zadebiutuje jako Windows 10 April Update. Niedługo po tym pojawiła się, jak się okazuje, fałszywa informacja, jakoby do konsumentów trafić miał w trakcie konferencji BUILD 2018.

Ostatecznie tak się nie stanie, co potwierdziło oficjalne stanowisko Microsoftu w tej sprawie. Po wielu tygodniach milczenia firma wreszcie ogłosiła, że już dzisiaj rozpocznie udostępnianie Windows 10 April Update. Oczywiście proces ten odbywać się będzie falami, dlatego też nie wszyscy konsumenci otrzymają powiadomienie o aktualizacji w tym samym czasie. Niektórzy z nich poczekają nawet kilka tygodni.

Od pewnego czasu Microsoft rozwija dwa klienty OneNote – OneNote 2016 oraz OneNote for Windows 10. Oczywiście mowa tutaj o Windows 10, gdyż na każdej innej platformie znajdziemy wyłącznie jedną aplikację. Wszystko zaczęło się od tego, iż firma chciała stworzyć nowy, dostosowany do obecnych standardów program. Wyszło im z tym średnio, gdyż nowy klient, mimo kilku interesujących funkcji, wciąż daleki jest od swojego pierwowzoru.

Zdaje się to jednak nie być żadnym problemem, gdyż wraz z nadejściem 2019 roku klasyczny, desktopowy klient odejdzie do lamusa. Oczywiście Microsoft zaznacza, że bardzo dużo czasu poświęcił na rozwój OneNote for Windows 10, tak by nie odstawał on od swojego poprzednika. Niestety, osoby intensywnie z niego korzystające zapewne zdają sobie sprawę z tego, że nie do końca jest to prawdą. Do czasu wydania Office 2019 zaimplementowane zostaną kolejne nowości, lecz wielu osobom może to nie wystarczyć. Dlatego też OneNote 2016 nie zostanie całkowicie porzucony, a jedynie nie będzie rozwijany. Aktualizacja zawierające łatki bezpieczeństwa wciąż będą wydawane do końca wsparcia całego pakietu Office 2016.

Warto przy tym mieć na uwadze, że OneNote for Windows 10 rzeczywiście ma przewagę w pewnych aspektach. Chociażby poprzez wsparcie dla rysika i całego Windows Ink. Dlatego też użytkownicy nie korzystający z niektórych specyficznych funkcji rzeczywiście mogą być zadowoleni z nowej odsłony.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że interfejs Windows 10 momentami jest mocno niespójny. Widać to szczególnie po uruchomieniu ciemnego motywu systemu, który wpływa wyłącznie „nowe” elementy. Naleciałości pamiętające poprzednie odsłony tegoż systemu nijak nie współgrają z tym mechanizmem. Szczególnie dotkliwe jest to w przypadku eksploratora plików, gdyż jest on jednym z częściej wykorzystywanych programów.

Przez bardzo długi czas nie było żadnych zmian w tym zakresie, jednak wiele wskazuje na to, że nie zapomniano o tym całkowicie. Dzięki narzędziu mach2 uruchomiono wczesne wydanie ciemnej odsłony eksploratora plików. Osoby chcące samodzielnie go sprawdzić muszą skorzystać z polecenia mach2 enable 10397285. Niestety, patrząc na powyższy zrzut trudno nie zauważyć, iż jest to bardzo wczesna wersja. Wiele brakuje jej do ideału, zwłaszcza, że masa elementów wciąż wygląda po staremu. Jedynie panel boczny oraz pasek zadań jest czarny, a cała reszta niezmiennie biała.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że kolejne uaktualnienie Windows 10 otrzyma nazwę Spring Creators Update. W zeszłym tygodniu przestało to być tak oczywiste, na co wpływ miała obsuwa pierwotnego terminu. Wtedy zaczęły pojawiać się plotki, jakoby zrezygnowano z pierwotnego nazewnictwa na rzecz April 2018 Update.

April Update

Długo nie musieliśmy czekać na oficjalne informacje, co nastąpiło wraz z udostępnieniem kompilacji 17134.1 we wszystkich kręgach aktualizacji (Windows Insider). Otóż na stronie startowej Microsoft Edge standardowo pojawiło się powiadomienie traktujące o nowo zainstalowanym uaktualnieniu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w obecnym tam tekście znajdziemy wzmiankę o April Update. Można więc bezpiecznie założyć, iż to własnie taką oficjalną nazwę otrzyma Redstone 4, a wspomniana kompilacja trafi do wszystkich użytkowników.