Windows 8.1 był jaki był, jednak nie można mu odmówić jednego, iż wprowadzone wraz z nim migawki plików pochodzących z OneDrive były tym, co naprawdę spodobało się użytkownikom. Dzięki temu mechanizmowi mieliśmy podgląd na wszystkie dokumenty znajdujące się na naszym koncie w chmurze, choć fizycznie nie znajdowały się na dysku komputera, przez co nie zajmowały cennego miejsca. Dopiero w monecie próby ich uruchomienia następowało pobieranie, co zwłaszcza na tabletach było bardzo wygodne, gdyż ilość wbudowanej tam pamięci często jest poniżej wszelkiej krytyki.

Problem jednak w tym, że wraz z Windows 10 obsługa migawek została całkowicie wycięta z systemu, co niezbyt spodobało się fanom opisywanego rozwiązania. Kolejne uaktualnienia były udostępniane, lecz wyczekiwany mechanizm jak dotąd nie powrócił. Dlatego też tak duże poruszenie w sieci wywołał jeden z wpisów udostępnionych za pośrednictwem Twittera, który jednoznacznie wskazuje na to, że wraz z nadchodzącym Redstone 2 wspomniane wcześniej migawki pojawią się i w Windows 10. Jeśli okaże się to prawdą, to mamy dwa potencjalne powody takiego stanu rzeczy – albo Microsoft zwyczajnie ugiął się pod naporem użytkowników, albo wyeliminowali problemy stojące za wcześniejszym usunięciem.

Premiera Windows 10 Anniversary Update zaplanowana jest na nadchodzący wtorek, jednak trzeba pamiętać, iż system ten nie jest jedynym produktem należącym do Microsoftu. Warto tutaj wymienić chociażby OneDrive, który od pewnego czasu stanowi trzon wielu usług tejże firmy. Przytoczony dysk chmurowy otrzymał w ostatnim czasie masę mniej lub bardziej przydatnych nowości, o których warto co nieco napisać.

O zmianach poinformowano nas za pośrednictwem bloga Office i co ciekawe, większość z nich dotyczy przechowywania i wyświetlania naszych fotografii. Na pierwszy plan wysuwają się tutaj nowe możliwości automatycznego kreatora albumów, który ma być teraz prostszy w obsłudze niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli zrobimy kilka zdjęć w krótkim odstępie czasu to algorytmy postarają się o wybranie najlepszych z nich, a następnie stworzą z nich album – po zakończonej procedurze zostaniemy poinformowani stosownym powiadomieniem.OneDrive-photos-experience-2CIdąc dalej należy wspomnieć o ulepszonej wyszukiwarce oraz funkcji „On this day”. Jeśli chodzi o pierwszy aspekt, to tutaj otrzymujemy możliwość przeszukiwania zdjęć poprzez automatycznie nadawane tagi i co ciekawe, nie powinna być problematyczna fraza typu „ostatnie wakacje”. Wspierane są również emoji i choć ja osobiście nie widzę dla tego zastosowania, o tyle wiem również, iż na pewno ktoś z tego skorzysta. Jeśli zaś chodzi o wspomnianą wcześniej funkcję „On this day”, to tutaj otrzymujemy mniej więcej to samo, co od dłuższego czasu jest i na Facebooku. Otóż, każdego dnia będą nam wyświetlane zdjęcia zrobione dokładnie rok wcześniej, co ma być nostalgicznym powrotem do naszej przeszłości.OneDrive-photos-experience-4Jeśli zaś chodzi o pomniejsze zmiany, to warto wspomnieć o nowym, dedykowanym zdjęciom widoku – zawiera on obrazek wyróżniający, większe miniaturki oraz lekko zmienione menu, które ma nam ułatwić zarówno dzielenie się fotografiami jak i tworzenie albumów. Zaktualizowano również wszystkie mobilne aplikacje do przeglądania zdjęć, dzięki czemu albumy utworzone w OneDrive będą widoczne w każdej z nich.OneDrive-photos-experience-5DNo i na koniec mamy pewną ciekawostkę. Automatyczne nadawanie tagów zyskało funkcję „Poké detector” i jak nie trudno się domyślić, ma ona za zadanie wykrywanie obecności pokemonów na naszych fotografiach czy zrzutach ekranu, byśmy mogli je potem łatwiej odnaleźć. By było to możliwe, podjęto współpracę z Microsoft Research, co poskutkowało algorytmem rozpoznającym aż 150 różnorakich stworków, które możemy spotkać w PokemonGO.

Wielu konsumentów ostatnimi czasy odnosi wrażenie, jakby Microsoft umyślnie próbował zniechęcić do siebie ludzi. Swoistym apogeum był niedawny, niekorzystny wyrok jaki zapadł w jednym z Kalifornijskich sądów, który wymusił na firmie wypłacenie odszkodowania w wysokości 10 tysięcy dolarów. Oczywiście dla takiego giganta nie jest to zbyt wygórowana kwota, aczkolwiek powinno to być dla niego wskazówką – użytkownicy dłużej nie będą sobie pozwalać na wszystkie jego zagrywki.OneDrive_Freigaben_Grenzwert_Wydaje się jednak, że Microsoft dalej zamierza brnąć w zaparte w swoich kaprysach, przez co teraz oberwie się posiadaczom darmowej wersji OneDrive. Jeśli wierzyć niemieckiemu portalowi Deskmodder, to firma już niebawem nałoży kolejne ograniczenia na bezpłatną wersję tegoż dysku chmurowego. Nie tak dawno zdecydowano się zmniejszyć powierzchnię dostępną dla każdego z 15 do 5 GB, a w przyszłości dojdzie do tego ograniczenie ilości udostępnianych danych. Co prawda na chwile obecną nie mamy żadnych szczegółów, a jedynie spekulacje portalu źródłowego, jednak ostatecznie i tak nie jest to dla nas zbyt dobra informacja. Oczywiście problem ten nie będzie dotyczyć posiadaczy licencji na Office 365, aczkolwiek cała reszta w końcu odczuje nadchodzące zmiany – chyba, że nigdy nie przekroczy limitu danych.

Microsoft ostatnimi czasy dość często rzuca sobie kłody pod nogi. Za idealny przykład może tutaj posłużyć Windows 10 Mobile, którego premiera była odwlekana w czasie przez około 6 miesięcy, a gdy wreszcie się pojawił, to lista wspieranych przez niego urządzeń została mocno uszczuplona. Swoje trzy grosze dorzuciła do tego niedawna afera związana z dyskiem chmurowym OneDrive, która odbiła się szerokim echem w sieci. Niemniej Microsoft potrafi czasem i pozytywnie zaskoczyć, o czym dobitnie świadczy niedawne udostępnienie pakietu Office 365 Personal za darmo na okrągły rok.g_-_-x-_-_-_71461x20160317124103_0Oczywiście by nie było nam zbyt dobrze promocją nie są objęci wszyscy użytkownicy, niemniej znaczna większość powinna móc z niej skorzystać. W razie jakichkolwiek wątpliwości wystarczy udać się na specjalnie przygotowaną w tym celu witrynę, na której zapoznać się możemy z regulaminem. Wspomnę jedynie o tym, iż w ramach opisywanego, rocznego abonamentu zyskujemy dostęp do pełnej wersji pakietu Office, do dodatkowego 1 TB na dysku OneDrive oraz do 60 minut na rozmowy za pośrednictwem Skype (co miesięczny bonus). To raczej nie wystarczy do tego, by konsumenci zapomnieli o wszystkich ostatnich potknięciach Microsoftu, aczkolwiek mimo wszystko jest to dość miła niespodzianka, która zapewne wielu osobom przypadnie do gustu.

Microsoft pod kierownictwem Satyi Nadelli zmienił swoją strategię rynkową o 180 stopni. Zamiast skupiać się wyłącznie na swoim podwórku postanowiono zadbać również o komfort konsumentów obecnych na konkurencyjnych platformach. Wymusiło to napisanie szeregu aplikacji klienckich dla usług tegoż giganta, by zaczęły współpracować z iOS oraz Androidem tak jak dotychczas z Windows Phone. Co ciekawe, działaniem tym objęto nie tylko klasyczne oprogramowanie jak dysk chmurowy OneDrive czy klient pocztowy Outlook, ale i zdecydowano się wynieść Cortanę poza Windows.

Potwierdzenie tego otrzymaliśmy już chwilę temu, gdyż jej wersja przygotowana z myślą o Androidzie dostępna jest w Google Play dla każdego zainteresowanego. Kwestią czasu było pojawienie się klienta napisanego dla iOS i jak się obecnie okazuje, dzień ten właśnie nadszedł. Co prawda nie każdy otrzyma do niej dostęp, gdyż ten przyznawany jest jedynie wąskiej grupie testerów zamieszkujących Stany Zjednoczone – daje nam to jednak potwierdzenie słów, jakoby Cortana zbliżała się do App Store.

Wciąż pozostają jednak dwa pytania – kiedy każdy zainteresowany będzie mógł ją wypróbować oraz jak długo obowiązywać będzie ograniczenie do regionu USA. O ile ten pierwszy mankament zapewne dość szybko zostanie zniwelowany, o tyle nie powinniśmy oczekiwać rychłej ekspansji na inne regiony. Microsoft od zawsze dość opieszale traktuje kwestię wsparcia nowych języków, więc wątpliwym jest, by tym razem postąpił inaczej.

Microsoft ze swoim OneDrive od dłuższego czasu był godną konkurencją dla Google Drive czy Dropboxa. Relatywnie duża przestrzeń na dane oraz dopracowane aplikacje klienckie były jego największą siłą, dzięki którym firma zdobyła tak wielu zadowolonych użytkowników. Sęk w tym, że nawet najlepsza sielanka nigdy nie trwa wiecznie, o czym raczył nam Microsoft przypomnieć. Ostatnie informacje opublikowane przez nich nikogo nie napawają zbytnim optymizmem – łagodnie rzecz ujmując.OneDrive-API-launch-blog-post-bannerIch najnowsze, dość radykalne podejście do przestrzeni dyskowej zaowocowało drastycznym zmniejszeniem jej ilości i co ciekawe, tyczy się to zarówno darmowych, jak i płatnych użytkowników. Najbardziej odczują to jednak Ci pierwsi i to zwłaszcza wtedy, gdy z OneDrive są już od dłuższego czasu. Niezależnie od tego ile udało nam się uzbierać dodatkowego miejsca firma zdecydowała się i tak nam to odebrać, by wszystkich zrównać do poziomu 5 GB. Jest to fatalna wiadomość, gdyż wielu konsumentów mogło pochwalić się pojemnością na poziomie przeszło 30 GB. Jeśli zaś chodzi o subskrybentów tejże usługi, to tutaj sprawa wcale lepiej nie wygląda. Dotychczas teoretycznie nielimitowana przestrzeń uzyskana za pośrednictwem wykupienia Office 365 została ograniczona do 1 TB, co niby nie jest wartością małą, acz różnica pewnie dla niektórych będzie dotkliwa. Zmiany obejmą również obecnie dostępne pakiety o wielkości 100 GB oraz 200 GB – jak nie trudno się domyślić zostaną one zlikwidowane, a w ich miejsce powstanie nowy oferujący pojemność 50 GB. Sęk w tym, że cena pozostanie taka sama jak w przypadku 100 GB, więc dostaniemy mniej za tą samą kwotę. Opisywane, dramatyczne zmiany zaczną obowiązywać wraz z nastaniem przyszłego roku, toteż jeśli posiadamy danych więcej niż wspomniane 5 GB należałoby coś z tym zrobić już teraz.

Since we started to roll out unlimited cloud storage to Office 365 consumer subscribers, a small number of users backed up numerous PCs and stored entire movie collections and DVR recordings. In some instances, this exceeded 75 TB per user or 14,000 times the average.

Na całe szczęście Microsoft wspaniałomyślnie zaoferuje rekompensaty wszystkim tym, którzy poczują się w jakiś sposób dotknięci nowościami w OneDrive. Ponadto osoby obecnie korzystające z planów 100 oraz 200 GB nie zostaną objęci zmianami – dopóki im one nie wygasną i nie będą chcieli zakupić nowych. Co ciekawe, dla darmowych użytkowników również przygotowano swego rodzaju zadośćuczynienie, gdyż podobnie do płacących będą oni mieli dostęp do swoich ponadstanowych plików przez okrągły rok i dopiero po tym czasie będą im one usuwane. Jakby tego było mało, prawdopodobnie w momencie przekraczania tego 5 GB limitu zyskamy możliwość odebrania pakietu Office 365 na okrągły rok – ciekawe czy firma się z tego faktycznie wywiąże.

O bardzo dużym zaangażowaniu Microsoftu w promocję swoich aplikacji wiedzą w zasadzie wszyscy interesujący się tematem nowych technologii, a szczególnie Ci, którzy korzystają z zapomnianego przez twórcę Windows Phone. Firma ostatnimi czasu wkłada bardzo dużo wysiłku by jak najwięcej producentów zachęcić do współpracy ze sobą, by poprzez to dotrzeć ze swoim oprogramowaniem do jak najszerszego grona odbiorców. Takowa umowa została podpisana chociażby z Samsungiem, który na swoich najnowszych flagowcach preinstalował większość oprogramowania Microsoftu – począwszy od pakietu Office, przez Skype i na chmurowym dysku OneDrive skończywszy.Microsoft-ASUSPodobna niedawno została nawiązana z Asusem i co ciekawe, nie chodzi w niej wyłącznie o dodatkowe aplikacje – choć i one oczywiście się pojawią. Dzięki niemu Tajwańczycy nie będą na celowniku Microsoftu jeśli chodzi o spory patentowe, które to ostatnimi czasy są dość popularną zagrywką. Warto tutaj również nadmienić, że gigant z Redmond inkasuje nie małą gotówkę na sprzedaży urządzeń opartych o Androida – właśnie przez domniemane naruszenia własności intelektualnej. Dzięki wspomnianej współpracy Asus nie musi się już o to martwić, gdyż w zamian za dołączanie do swoich urządzeń aplikacji Microsoftu nie będą oni przez nich pozywani.

Pozostaje jednak pytanie, czy wspomniany kontrakt między tymi dwiema firmami nie ugodzi czasem w konsumentów. W końcu na jego mocy dodawane będą kolejne pozycje na liście domyślnego oprogramowania, która już teraz jest nazbyt długa. Przełożyć się to może na mniejszy komfort korzystania z danego urządzenia, gdyż przeładowane sprzęty tracą na swojej wydajności. Niemniej w przypadku Samsunga i innych nie wygląda to tragicznie, toteż można przypuszczać, że i tutaj będzie podobnie – w przeciwnym wypadku Asus może na tym stracić więcej niźli zyskał.

Od dłuższego czasu nie jest nam obca współpraca Microsoftu oraz Cyanogen Inc. mająca na celu dostarczenie użytkownikom tej modyfikacji Androida wszystkich aplikacji giganta z Redmond. Do tej pory ograniczono się jednak wyłącznie do kilku programów, wśród których można wyróżnić pakiet Office, OneDrive, Skype, OneNote, Outlook oraz wyszukiwarkę Bing. Jak się aktualnie okazuje obie firmy na tym nie poprzestaną i już niebawem na Cyanogen OS zagości również asystentka głosowa od Microsoftu – Cortana.microsoft-cyanogenWarto tu jednak nadmienić, że jej integracja z systemem będzie dalece bardziej idąca od tej możliwej do osiągnięcia poprzez jej typową instalację ze sklepu. Normalnie nie posiada ona dostępu do wielu elementów, które umożliwiłyby jej większa interakcję z naszym urządzeniem, a w konsekwencji i z nami. Dzięki wspomnianej współpracy stan ten zostanie oczywiście zmieniony, o czym mamy przekonać się w nadchodzącej, nowej odsłonie Cyanogen OS. Jako zaletę opisywanej fuzji CEO Cyanogen Inc. przytacza możliwość integracji Cortany ze Spotify, co docelowo miałoby dawać podobny rezultat do rozwiązania zastosowanego między Siri i Apple Music. Najzabawniejsze jest w tym jednak to, że Kirt McMaster (wspomniany CEO) uznaje Windows Phone za kompletną porażkę i to na całej linii, jednak jednocześnie bardzo ceni sobie usługi Microsoftu i to w nich upatruje szansy dla tego giganta.

Trudno w chwili obecnej wyrokować, czy wspomniana współpraca okaże się jakimś większym sukcesem, jednak jest ona niewątpliwą szansą dla obu firm. Dzięki niej Microsoft będzie w stanie dotrzeć ze swoimi usługami do sporego grona odbiorców, natomiast Cyanogen Inc. przybliży się do swojego celu, którym jest całkowite uniezależnienie się od Google. Bez usług giganta z Redmond raczej by im się to nie udało, ponieważ konsumenci oczekują kompleksowych rozwiązań, a ich opracowanie kosztuje i wymaga sporo czasu. W ten sposób znacznie ułatwiają sobie rozwój, gdyż zajmować będą się jedynie dostarczaniem kompletnego systemu opartego o AOSP, natomiast MS zajmie się wszystkimi przylegającymi do niego usługami.

Microsoft wraz z premierą Windows 10 Mobile zamierza dotrzeć z tymże systemem do jak największej grupy odbiorców. Nie inaczej postąpił przy okazji jego desktopowego odpowiednika, gdyż uaktualnienie do niego udostępnił za darmo wszystkim legalnym użytkownikom Windowsa 7 i nowszych. Oczywiście to jednak nie wystarczy, gdyż niejednokrotnie napotkać możemy na swojej drodze liczne przeszkody, o czym przekonali się swego czasu posiadacze iPhonów w wersji 8 GB. Ilość takowej pamięci okazała się zbyt mała na przyjęcie aktualizacji, dlatego też przez Internet przelała się fala uzasadnionego niezadowolenia. Jak się okazuje Microsoft nie chce popełnić takiego samego błędu, dlatego zawczasu wydał aplikację UpdateAdvisor (Doradca aktualizacji), która ma nam pomóc przygotować nasze urządzenie do nadchodzącego Windows 10 Mobile.updateadvisor_667x556Co więc oferuje opisywane narzędzie? W zasadzie niewiele, jednak wystarczająco dużo, by być użytecznym. W kilku prostych krokach nadamy mu odpowiednie uprawnienia, które umożliwią ewentualne przeniesienie zawartości naszego telefonu na kartę SD, a w przypadku jej nie posiadania wprost na OneDrive. Oczywiście w tym drugim przypadku będzie to się tyczyć wyłącznie naszych prywatnych danych, gdyż oprogramowanie (gry i aplikacje) nie może być tam zapisywane – co innego w przypadku przenośnej pamięci. Nic nie stoi również na przeszkodzie, by za jej pomocą po prostu pozbyć się zbędnych nam plików – kopiowanie ich gdziekolwiek nie jest w żaden sposób narzucone. Co ciekawe, z poziomu powyższego doradcy bez problemu sprawdzimy dostępność uaktualnienia dla naszego urządzenia, więc choć nie zawiera ono zbyt wielu funkcji, to jednak jest ono dość kompleksowe i nie wymusza żonglowania różnymi aplikacjami.

Nie ulega wątpliwości, że jest to bardzo dobry krok ze strony Microsoftu. Uaktualnienie systemu do nowszej wersji jest niekiedy bardzo męczącym procesem, zwłaszcza, że tanie smartphony stanowią większość rynku – a te zazwyczaj wyposażone są w dość skromne pokłady pamięci. Krok ten na pewno przypadnie do gustu użytkownikom, tym bardziej, że wszystkie potrzebne operacje wykonamy w jednym miejscu, co dodatkowo ułatwia cały proces.

Microsoft Office 2016 powoli zbliża się do dnia swojej premiery. Choć działa już dość przyzwoicie i nad wyraz stabilnie, to jednak gigant nie ustaje w ciągłym jego rozwoju. Raz po raz dodawane są kolejne usprawnienia, które mają zwiększyć nasz komfort pracy przy użyciu wspomnianego pakietu. Dzięki ostatniej aktualizacji zadowoleni będą szczególnie entuzjastów pracy grupowej, gdyż to właśnie na ten aspekt położono duży nacisk w omawianym uaktualnieniu.g_-_-x-_-_-_65595x20150814123349_0Microsoft wreszcie zintegrował z Office wygodny i przejrzysty mechanizm, który w czasie rzeczywistym przedstawia nam poczynione w dokumencie zmiany. Oczywiście by wspomniana funkcja działała jak należy, wszystkie pracujące w ten sposób osoby winny posiadać najnowszą, testową wersję MSO 2016 przy jednoczesnym posiadaniu połączenia z dyskiem chmurowym OneDrive. Dzięki temu współpracownicy cały czas będą mieli wgląd w zmiany poczynione przez innych, gdyż każdemu zostanie nadany inny kolor znacznika. Co ciekawe, w momencie gdy po raz pierwszy będziemy korzystać ze wspomnianego mechanizmu, to wyświetlony nam zostanie dodatkowy komunikat. Zawierać on będzie pytanie odnośnie tego, czy chcemy by wszelkie zmiany były automatycznie synchronizowane w czasie rzeczywistym, czy może dopiero gdy ręcznie zapiszemy dokument.g_-_-x-_-_-_65595x20150814123350_0Choć takowy sposób tworzenia dokumentów nie jest zbyt powszechnie wykorzystywany, to jednak w wielu zastosowaniach jest on wręcz niezastąpiony. Microsoft doskonale to rozumie (a przynajmniej sprawia takie wrażenie), toteż wreszcie dodaje tak upragnioną funkcję do swojego pakietu, która co ciekawe była dostępna od dawna w jego webowej wersji. Pozostaje mieć nadzieję, że firma na tym nie poprzestanie i w nadchodzących tygodniach zaprezentuje nam jeszcze więcej przydatnych opcji.