Project Centennial miał pomóc zapełnić zasoby Microsoft Store w Windows 10. Za jego pośrednictwem klasyczne aplikacje „przerabiane” są w taki sposób, by ich publikacja w sklepie była możliwa. Niestety, rozwiązanie to nie jest tak bezpieczne jak Universal Windows Platform, gdyż nakłada na oprogramowanie znacząco mniejsze restrykcje.

Project Centennial

Świadectwem tego jest klient Spotify, który potrafi ostro namieszać. Od dłuższego czasu wiele osób narzeka na to, że jego instalacja uniemożliwia skorzystanie z mechanizmu przywracania systemu. Co ciekawe, pierwsze wzmianki na ten temat pojawiły się już w grudniu zeszłego roku, jednak do tej pory nie znaleziono na to rozwiązania.

Już od jakiegoś czasu wiemy, że Microsoft Store w Windows 10 zaoferuje możliwość pobierania niektórych systemowych komponentów. Paczki językowe, wtyczki do przeglądarki, rozszerzenia, a nawet dodatkowe czcionki – niebawem to wszystko zajdziemy w jednym miejscu. Dotychczas wydawało się jednak, że firma ograniczy się wyłącznie do swoich produktów, tj. tych wcześniej dostępnych z poziomu panelu sterowania.

Obecnie wiele wskazuje na to, że przynajmniej w przypadku czcionek ich zasób zostanie poszerzony o zewnętrzne, płatne pozycje. Co ciekawe, generalnie nie jest to niczym nowym, gdyż sklepy internetowe specjalizujące się w tego typu transakcjach istnieją od dawna. Microsoft po prostu zamierza uprościć proces ich kupna. Pojawiły się jednak obawy, jakoby firma planowała kolejne, dotychczas darmowe, elementy swojego systemu ukryć za dodatkową opłatą.

Jakiś czas temu wszystkie modele Microsoft Lumia zniknęły z internetowego sklepu producenta. Dla wielu osób stanowiło to potwierdzenie definitywnego końca tej rodziny urządzeń. Było to tym bardziej jednoznaczne, że firma wciąż sprzedawała smartphony pracujące pod kontrolą Windows 10 Mobile, choć innych producentów.

Microsoft Lumia

Tym większym zaskoczeniem okazał się niespodziewany powrót 4 modeli Lumii – 950, 950 XL, 650 oraz 550. Co jednak ciekawe, nie znajdziemy ich w żadnej dedykowanej zakładce. Aby uzyskać dostęp do stosownej podstrony musimy posiadać bezpośredni odnośnik. W związku z tym nie wiadomo, czy jest to chwilowe, czy też Microsoft planuje na stałe wrócić ze swoją autorską ofertą urządzeń.

Nie jest żadną tajemnicą, że zasoby Microsoft Store nie powalają na kolana. Wciąż nie znajdziemy tam wielu popularnych aplikacji, a o tych niszowych możemy w zasadzie całkowicie zapomnieć. Sytuacji nie poprawił rozwijany od dawna Universal Windows Platform, ponieważ deweloperzy niechętnie z tego korzystają. Niestety, w świetle ostatnich doniesień, Microsoft musi wykonać zdecydowane kroki, jeśli nie chce skazać się na porażkę. 

Dlatego też nadchodzący Spring Creators Update przyniesie oficjalne wsparcie dla progresywnych aplikacji. Bez problemu pobierzemy je z Microsoft Store i co ciekawe, nie będą one uruchamiane poprzez Microsoft Edge. Podobnie jak w przypadku aplikacji win32, zostaną one zapakowane do paczki APPX, więc zainstalujemy je jak każdy inny program. Całość wygląda mocno zachęcająco, choć nie oznacza to, że deweloperzy zdecydują się skorzystać z nowych narzędzi. 

Windows 10 od samego początku wywoływał sporo kontrowersji. Poprzez pozorną darmowość, telemetrię, niespójność interfejsu i, przede wszystkim, wymuszone aktualizacje. Panującą niepewność mocno podsyciła premiera Windows 10 S, który został ograniczony do aplikacji pobieranych wyłącznie poprzez Microsoft Store. Obawiano się, że jest to kierunek rozwoju, w jakim zmierza Microsoft.

Windows 10 PRO S

Jeśli wierzyć w doniesienia portalu Thurrott, ten czarny scenariusz niebawem zostanie wprowadzony w życie. Przyniesie to za sobą kilka dodatkowych zmian, m. in. powstanie 5 konsumenckich odmian Windows 10. Wszystko rozbijać się będzie o specyfikację techniczną, gdyż to ona będzie kryterium doboru odpowiedniej odsłony – Entry, Value, Core, Core+ oraz Advanced. W wymaganiach uwzględnione są: procesor, ilość i typ pamięci wewnętrznej, RAM, a niekiedy również przekątna ekranu. Im wyższa wersja, tym więcej partner OEM za nią zapłaci – kolejno 25, 45, 65.45, 86.66 oraz 101 dolarów. Najgorsze jest jednak to, że wspomniany wcześniej Windows 10 S ma zostać domyślnym trybem pracy dla wszystkich wymienionych odmian. Dopiero uiszczenie opłaty na poziomie 49 dolarów odblokuje możliwość instalacji i uruchamiania aplikacji win32.

W momencie udostępnienia gry lub aplikacji w Microsoft Store deweloper może stwierdzić dla jakiej platformy będzie ona dostępna. Domyślnie zaznaczone są wszystkie wspierające dany produkt, ponieważ Microsoft ma interes w tym, by trafiały do jak najszerszego grona odbiorców.

Do już sporej listy niedawno dołączyły dwie kolejne pozycje, a mianowicie Surface Hub oraz urządzenia oparte o Windows 10 i procesor ARM (Always Connected). Warto zdawać sobie sprawę z tego, że tworzone przez deweloperów pakiety są skonfigurowane do pracy na konkretnej architekturze. Dlatego też muszą przygotowywać je w taki sposób, by w miarę możliwości wspierały je wszystkie. Zapewni to płynną i bezproblemową obsługę na urządzeniach wyposażonych w Windows 10. To własnie w tym mają pomóc zmiany takie jak ta opisywana.

Już od dłuższego czasu Microsoft sprzedaje w swoim sklepie produkty innych firm. Mowa tutaj chociażby o smartphonach Samsunga, tj. Galaxy S8 Microsoft Edition. Dostępne tam urządzenia posiadają m.in. preinstalowany pakiet Office, co bywało obiektem żywiołowych dyskusji. Firma jednak nie ma zamiaru zbaczać z obranej ścieżki, w czym utwierdzono nas przy okazji niedawnych targów CES 2018.

Huawei Mate 10 Pro

Otóż, począwszy od 18 lutego, w zasobach amerykańskiego Microsoft Store znajdziemy Huawei Mate 10 Porsche Design oraz Huawei Mate 10 Pro. Za tego pierwszego przyjdzie nam zapłacić aż 1225 dolarów, natomiast ten drugi to już wydatek „zaledwie” 799 dolarów. Dodatkowo, wersja Pro dostępna będzie w trzech wariantach kolorystycznych – szarej, niebieskiej i brązowej (widocznych powyżej).

Na koniec warto wspomnieć, że smartphony te będzie wyróżniać jedna, dość szczególna właściwość. Posiadają one integrację z siecią LinkedIn już na poziomie nakładki systemowej (EMUI). Podpięcie swojego konta zaowocuje więc wyświetlaniem kontaktów bezpośrednio w systemowej aplikacji służącej do ich obsługi.

Poprzez niedawny wpis na blogu Windows poinformowano nas, że Microsoft Store wreszcie zyskał obsługę subskrypcji. Dzięki temu deweloperzy mogą pobierać cykliczne opłaty za tworzone przez siebie dodatki. Nie zapomniano przy tym o okresie testowym, który wynosi tydzień lub miesiąc. Po tym czasie postawieni zostaniemy przed wyborem – odinstalowanie aplikacji lub opłacenie subskrypcji. Jeśli zdecydujemy się na tę drugą opcję, to będziemy musieli wskazać jeden z dostępnych okresów, tj. 3 miesięcy, 6 miesięcy, roku oraz dwóch lat.

Tak to wygląda od strony konsumenta, jeśli zaś chodzi o perspektywę deweloperów, to warto wspomnieć o wysokości ich honorarium. W przypadku typowych aplikacji otrzymają oni 85% zarobionej kwoty, natomiast dla gier jest to już „tylko” 70%. Należy przy tym wziąć poprawkę na obowiązujące w danym kraju podatki. By dany twór mógł w ogóle wspierać nowe rozwiązanie, musi być skompilowany przy użyciu Windows 10 SDK w wersji co najmniej 14393 (rocznicowa aktualizacja).

Już od jakiegoś czasu wspomina się o tajemniczym projekcie Microsoftu o nazwie Andromeda OS. Nie wiadomo o nim zbyt wiele, prócz tego, że głównym założeniem projektowym jest uniwersalność oraz modułowość. Dzięki temu system ten na konkretnym urządzeniu byłby wolny od elementów mu niepotrzebnych, a przy tym wymaganych gdzie indziej. Choć wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi, to wiele wskazuje na to, że projekt ten wciąż prężnie się rozwija.

Andromeda OS

Wszystko za sprawą niedawnego znaleziska, przypadkowo zauważonego w Microsoft Store. Otóż na kartach prezentujących poszczególne aplikacje możemy znaleźć mnóstwo rzeczy, takich jak opis, zdjęcia, komentarze, a także wspierane platformy. To właśnie tego ostatniego aspektu tyczy się znalezisko, gdyż niekiedy znajdziemy tam (prócz PC, Mobile czy HoloLens) tajemnicze „8828080”. Jest to ewidentne odniesienie do Andromeda OS, ponieważ właśnie tak swego czasu był on oznaczony. Na chwilę obecną nie oznacza to niczego konkretnego, prócz tego, że zakulisowe testy wciąż trwają.

Wraz z premierą Windows 10 S ogłoszono, że Spotify pojawi się w sklepie Windows. Z czasem wywiązano się z obietnicy, do której spełnienia wykorzystano narzędzie Microsoft’s Desktop Tool. Dzięki niemu wykorzystano desktopową aplikację, co sprawiło, że nie musiała być napisana od zera. Brakowało jej jednak wsparcia dla typowych dla Windows 10 mechanizmów, takich jak Live Tiles.

Na szczęście była to jedynie chwilowa niedogodność, co potwierdziło niedawne uaktualnienie. Wprowadzono w nim obsługę żywego kafla, który dostępny jest w trzech rozmiarach – średnim, szerokim i dużym. Niestety, na chwilę obecną nie wyświetla on zbyt wiele, a mianowicie wyłącznie sugerowane nam listy odtwarzania i piosenki. Zamiast tego mógłby pokazywać aktualnie odtwarzany utwór. Opisywana nowość jest raczej niewielka, lecz daje nadzieję na to, że użytkownicy nie zostaną na zawsze z „gołą” aplikacją.