Przy okazji premiery Windows 10 S zapowiedziano rychłe pojawienie się pakietu Microsoft Office w sklepie Windows. Było to oczywiste zagranie, ponieważ system ten ograniczono wyłącznie do oprogramowania pobieranego poprzez Windows Store. Choć już w maju wywiązano się z obietnicy, to jednak z niewiadomych przyczyn dostęp ograniczano wyłącznie do Surface Laptop. Od tamtego czasu zmieniło się wiele, toteż ostatecznie postanowiono pójść o krok dalej.Microsoft OfficeZ racji rosnącej ilości urządzeń wyposażonych w Windows 10 S sprawiono, że Microsoft Office widoczny jest już przez wszystkich jego posiadaczy. Warto przy tym pamiętać, że nie obyło się bez pewnych ograniczeń. Ze sklepu nabyć możemy jedynie 32-bitową odsłonę, która nie wspiera dodatków COM. Ponadto, zrezygnowano z desktopowej odsłony OneNote 2016 na rzecz aplikacji UWP. Nie są to jednak na tyle duże niedogodności, by przeciętny konsument w ogóle je zauważył.

Jednym z głównych mankamentów trapiących OneDrive było ograniczone wsparcie dla historii plików. Z niewiadomych powodów ograniczono ją wyłącznie do dokumentów tworzonych za pośrednictwem pakietu Microsoft Office. Dlatego też mechanizm ten był mało użyteczny dla osób korzystających z innych rozwiązań. Tyle dobrego, że koniec końców zdecydowano się wyeliminować to niedopatrzenie.Historia Plików - OneDriveW związku z tym rozpoczęto udostępniać uaktualniony mechanizm kontroli historii wersji. Stary limit odszedł wreszcie w zapomnienie, co na pewno spodoba się wielu użytkownikom. Warto jednak pamiętać, że wspieranych jest jedynie 30 ostatnich dni. Opisywana nowość wypuszczana jest falami, jednak przed końcem wakacji powinna być dostępna dla wszystkich.

Jakiś czas temu zapowiedziano, iż Microsoft Office wreszcie trafi do sklepu Windows. Choć nie podano nam żadnej konkretnej daty, to jednak niedawna premiera Windows 10 S niewątpliwie nie pozwala zbytnio z tym zwlekać. W końcu system ten opiera się wyłącznie na oprogramowaniu dostępnym w Windows Store, w którym jak na razie nie ma żadnego pakietu Office. W kontekście jego przeznaczenia jest to niewątpliwa wada, gdyż kreowany jest on na idealny wybór dla szkół oraz uczelni.

Niedawne odkrycie redaktorów MSPowerUser wskazuje na to, że prawdopodobnie nie będziemy musieli już długo na niego czekać. Udało się im odnaleźć w zasobach sklepu poszczególne aplikacje wchodzące w skład Microsoft Office. Należy jednak nadmienić, że choć można je zobaczyć w wynikach wyszukiwania, to mimo wszystko ich instalacja wciąż jest niemożliwa. Nie ulega żadnej wątpliwości, że zwiastuje to jego rychłą, oficjalną premierę.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że to właśnie Windows 10 S jest jednym z najczęściej podejmowanych tematów ostatnich kilku dni. W końcu stanowi on bezpośrednią odpowiedź Microsoftu na coraz popularniejsze Chromebooki. Trzeba jednak przyznać, że jego pojawienie się nie było zbytnio zaskakujące. W końcu już od kilku dobrych miesięcy rozprawiano na ten temat.

Ograniczenie źródeł pobierania dodatkowego oprogramowania powoduje pewne komplikacje, zwłaszcza w grupie, do której skierowany jest Windows 10 S. Otóż w chwili obecnej nie jest możliwe korzystanie z pakietu Microsoft Office, ponieważ ten w dalszym ciągu nie został umieszczony w sklepie. Klasyczna, desktopowa odsłona oczywiście nie uruchomi się na w/w systemie. W związku z tym firma zdecydowała się zapowiedzieć jego rychłe pojawienie, co zdarzyć się ma w przyszłym miesiącu. Wspierać ma on jedynie webowe dodatki, a przy tym dostępny będzie wyłącznie w 32-bitowej wersji. Ponadto, pobierzemy go wyłącznie posiadając szkolne / studenckie konto.

Microsoft rozwija całą masę różnorakiego oprogramowania, lecz niestety robi to w dość chaotyczny sposób. Poszczególne cykle rozwojowe są od siebie całkowicie niezależne, co niejednokrotnie prowadzi do sytuacji, kiedy poszczególne produkty nie wykorzystują pełni swoich możliwości. Postanowiono coś z tym zrobić, czego efektem ma być znaczne ujednolicenie terminarzy aktualizacji. To jednak nie wszystko, gdyż przy tej okazji rzucono nam garścią interesujących faktów.

Na wstępie warto wspomnieć o tym, iż kolejna aktualizacja Windows 10, roboczo nazwana Redstone 3, pojawić się powinna w okolicach jesieni. Z góry zostało ustalone, iż system ten otrzymywać będzie dwa uaktualnienia rocznie – w marcu oraz we wrześniu. W związku z omawianą wyżej synchronizacją terminarzy aktualizacji, oczywiście to samo tyczy się Office 365. Dodatkowo, każde wydanie wspierane ma być przez okres 18 miesięcy, co jest ukłonem w stronę przedsiębiorstw wykorzystujących rozwiązania Microsoftu.

Zeszłotygodniowa premiera Samsunga Galaxy S8 odbiła się szerokim echem w mediach. Głównie za sprawą akcesorium mu dedykowanego, czyli stacji dokującej o nazwie DeX. Dzięki niej możemy przemienić smartphone w komputer stacjonarny, podobnie jak przy pracy z trybem Continuum. W związku z tym Koreańczycy nie mogli uciec przed zainteresowaniem Microsoftu, co oczywiście zaowocowało współpracą obu firm.

Galaxy S8

Otóż gigant z Redmond zdecydował się przystosować swoje aplikacje w taki sposób, by zapewniały jak najlepsze, typowo desktopowe, doznania. Chociażby pakiet Office ma zaoferować niedostępne na smartphonach funkcje. Jakby tego było mało, amerykańskie oddziały Microsoft Store niebawem zostaną zaopatrzone w Samsunga Galaxy S8 wyposażonego w dopisek „Microsoft Edition”. Pod względem specyfikacji nie będą się one niczym różnić od klasycznej odsłony, a odróżnimy je patrząc na preinstalowane usługi. Jak nie trudno się domyślić, mowa tutaj o aplikacjach takich jak Outlook, OneDrive, Skype oraz w/w Microsoft Office. Co dodatkowo ciekawe, prócz debiutującego z Galaxy S8 asystenta Bixby znajdziemy tam również Cortanę.

Ruch ten może wydawać się dość dziwny, jednakże nie jest to pierwszy mariaż Samsunga oraz Microsoftu. Już przy okazji Galaxy S6 zdecydowano się na dodanie paczki oprogramowania wprost od amerykanów, co nie spodobało się niektórym użytkownikom. Wszystko wskazuje na to, iż obu firmom się to opłaciło, skoro zdecydowano się znacząco rozszerzyć dotychczasową współpracę.

Obecnie testowane przez Insiderów kompilacje z gałęzi Redstone 2 nie są zbyt obfite w nowości. Co prawda jakieś pomniejsze zmiany się pojawiały, jednakże Microsoft głównie skupił się na eliminowaniu wykrytych błędów. Na szczęście dość obfite przecieki wskazują na to, że któreś z nadchodzących wydań wreszcie odmieni ten trend.W10_PeopleBar_ConceptWczoraj przeczytać mogliśmy o funkcji roboczo nazwanej „Blue Light”, a dzisiaj pochylimy się nad niejakim „People Bar”. Informacje na jego temat zostały nam przekazane przez redaktorów portalu WindowsCentral, którzy podzielili się z nami dość ciekawym zrzutem ekranu. W jego prawym dolnym rogu zauważyć możemy kontakty przypięte do paska zadań, lecz na chwilę obecną nie wiadomo jak miałoby to działać. Zasugerowano nam jednak, iż całość mogłaby współpracować z pakietem Office oraz Skype. Jak nie trudno się domyślić, miałoby to ułatwić nam wspólną pracę nad różnorakimi plikami.

Z drugiej strony mamy spekulacje, jakoby przypięty w ten sposób skrót do kontaktu dawał nam szybki dostęp do oddzielnego panelu, który agregowałby wszystkie wydarzenia i wiadomości związane z daną osobą. Niemniej, niczego konkretnego się nie dowiemy dopóki Microsoft nie udostępni Insiderom opisywanego mechanizmu.

Ulubionym sposobem Microsoftu na zwiększanie dostępności swoich aplikacji mobilnych jest podpisywanie różnorakich umów z producentami smartphonów. Jednym z głośniejszych było partnerstwo z Samsungiem, na mocy którego oprogramowanie giganta z Redmond znalazło się na najnowszych modelach Koreańczyków. To jednak firmie nie wystarcza, gdyż podobna umowa została niedawno zawarta z Lenovo.Android-MicrosoftDo wiadomości publicznej nie podano żadnych szczegółów, aczkolwiek pewnym jest, że nawet ceniona za czystego Androida seria Moto zostanie dotknięta tymże porozumieniem. W ten sposób przyszli użytkownicy otrzymają preinstalowany cały pakiet Microsoft Office, w tym aplikację OneDrive oraz Skype. Nie wiadomo jednak, czy wszystkie modele zostały objęte wspomnianą umową, czy jedynie te droższe.

Microsoft ostatnimi czasy nie ma zbyt lekkiego życia. Co rusz pojawiają się głosy o niedociągnięciach obecnych w Windows 10 Mobile, a i „szpiegująca” strona jego usług dość często jest wypominana. Jakby tego było mało, swego czasu przez internet przeszła niemała burza dotycząca rekomendacji aplikacji wyświetlanych w menu start Windowsa 10 – dość często nazywano je po prostu reklamami. Długo nie trzeba było czekać, by temat ten powrócił, choć w nieco zmienionej formie.Screenshot_20160525-151729Tym razem rozchodzi się o aplikacje wchodzące w skład pakietu Office, które zostały przygotowane z myślą o Androidzie. Otóż na łamach portalu OSNews pojawił się opis przypadku pewnego użytkownika, nękanego przez banery reklamowe zachęcające do instalacji innych elementów wspomnianego wcześniej oprogramowania biurowego. Cała sytuacja jest o tyle ciekawa, że wspomniana osoba miała już je zainstalowane na swoim urządzeniu, a dodatkowo posiadała ona wykupioną subskrypcję na Office 365. Tak więc nie dość, że zachęcano ją do instalacji czegoś co już było obecne na jej smartphonie, to jeszcze działo się to na płatnej odsłonie pakietu, co nie powinno mieć w ogóle miejsca.

Jedynym pocieszeniem może być fakt, że tego typu sytuacji nie ma zbyt wiele, co może sugerować, iż są one wynikiem dość specyficznego eksperymentu Microsoftu, albo zwyczajnego błędu. Co by jednak nie było tego powodem, firma powinna jak najszybciej to wyeliminować.

Microsoft Office dla wielu osób jest oprogramowaniem wręcz kultowym, na którym tworzone były ich pierwsze szkolne prace domowe. W tamtych czasach nie było dla niego realnej alternatywy, co w połączeniu z szeroko zakrojoną kampanią reklamową przyniosło mu niepodważalny sukces. Od tamtego czasu minęło już trochę, pakiet ten przeszedł kilka gruntownych zmian, a już niebawem zostanie on pozbawiony Clipartów.pickit-microsoftZapewne każdy zdaje sobie sprawę z tego, iż wraz z upływem lat były one stopniowo zastępowane przez grafiki samodzielnie pobierane z internetu, przez co nie cieszą się one taką popularnością jak niegdyś. Do tego dochodzi jeszcze temat legalności wspomnianego wcześniej procederu, co dla Microsoftu stało się pretekstem do pewnych zmian. Otóż o ile faktycznie zamierzają pozbyć się Clipartów, o tyle nie mają w planach pozostawienia po nich niezagospodarowanej przestrzeni – w ich miejsce wskoczy usługa Pickit rozwijana przez szwedzkie przedsiębiorstwo. Do tej pory z jej zasobów mogliśmy korzystać wyłącznie w formie rozszerzenia dla Office, lecz w przyszłości zostaną one zintegrowane z tymże pakietem biurowym. Tutaj pojawia się jednak jeden problem – Cliparty były dostępne całkowicie za darmo, a za Pickit przyjdzie nam zapłacić. Konsumenci nie lubią, gdy wykorzystywane przez nich rzeczy nagle stają się płatne, toteż możemy oczekiwać niemałego oburzenia w sieci, gdy już cała sprawa stanie się faktem.