W zeszłym tygodniu w sieci pojawiła się plotka, jakoby Microsoft Edge, wraz z Redstone 3, miał trafić do sklepu Windows. Informacje te zostały dość ciepło przyjęte, gdyż jest to podstawowy problem tej aplikacji. Dzięki temu firma mogłaby zdecydowanie szybciej reagować na poczynania konkurencji, a przez to lepiej rozwijać własny produkt.

Niestety, na zeszłotygodniowej konferencji BUILD 2017 Microsoft zdementował te plotki. Odseparowanie wspomnianej przeglądarki od systemu nie znajduje się na jego liście priorytetów. Zasugerowano jednak, iż fakt ten wcale nie oznacza, że takowy krok nie zostanie wykonany w przyszłości. Scenariusz ten prawdopodobnie brany jest więc pod uwagę, choć na pewno nie zdarzy się to przy okazji nachodzącego Fall Creators Update.

Microsoft przy okazji wydania Windows 10 miał dość dobry plan, by aktualizować jego kluczowe komponenty poprzez sklep. Dzięki temu ich uaktualnienia są niezależne od kolejnych wersji Windows, co pozwoliło na znaczne szybsze dostarczanie nowości. Niestety, choć dotyczy to wielu systemowych aplikacji, to w przypadku Microsoft Edge coś nie poszło tak jak powinno. Ten cały czas zależny jest od aktualizacji całego Windows, co dla wielu konsumentów jest dość niezrozumiałe.

Microsoft Edge

Wiele wskazuje jednak na to, że wraz z Redstone 3 mankament ten wreszcie zostanie wyeliminowany. Tak przynajmniej twierdzą redaktorzy portalu Neowin, którzy powołują się na swoje źródła. Oczywiście nie jest to żadna oficjalna informacja, niemniej jest ona bardzo prawdopodobna. Warto przy tym pamiętać, iż to wcale nie oznacza, iż Microsoft Edge będzie można odinstalować jak typową aplikację. Opcja ta będzie raczej zablokowana, tak jak to zrobiono z wieloma systemowymi aplikacjami.

 

Microsoft przy okazji Anniversary Update pochwalił się, jakie postępy poczyniono w kontekście rozwoju Microsoft Edge. Jej głównym atutem, wyróżniającym tę przeglądarkę na tle konkurencji, miała być energooszczędność. Niedawne pojawienie się Creators Update zmotywowało firmę do ponownego przeprowadzenia eksperymentu, który, jak nie trudno się domyślić, zapewnił ten sam rezultat.

W walce zestawiono trzy przeglądarki – Microsoft Edge 40.15063.0.0, Google Chrome 57.0.2987.133 (64-bit) oraz Firefox 52.0.1 (32-bit). Maszyną testową był sprzęt wyposażony w procesor i5-6300U @ 2.4GHz 2.5GHz, 8GB RAM oraz grafikę Intel HD Graphics 520. Co oczywiste, całość pracowała na systemie Windows 10 Creators Update (build 15063.0).

Opierając się na metodologii dokładnie opisanej w podlinkowanym wpisie udało się osiągnąć interesujące rezultaty. Najgorszy wynik, na poziomie 7 godzin, 4 minut i 19 sekund osiągnął Firefox. Wyżej uplasował się Google Chrome, rozładowując komputer w 9 godzin, 17 minut i 3 sekundy. Na pierwszym miejscu znalazł się Microsoft Edge, który zapewnił 12 godzin, 31 minut i 8 sekund nieprzerwanej pracy.

Co prawda trzeba mieć na uwadze, że wszystko odbywało się w ściśle kontrolowanych warunkach. W typowych, domowych zastosowaniach sytuacja może przedstawiać się ciut inaczej. Niemniej, nie powinniśmy osiągać znacząco innych wyników.

Osoby bacznie śledzące rozwój Microsoft Edge zapewne zauważyły, że głośnym wydarzeniem było pojawienie się na niego rozszerzenia Microsoft Personal Shopping Assistant. Jest to produkt stworzony w ramach Microsoft Garage, co nie przeszkodziło mu w zdobyciu stosunkowo dużej popularności. Ogromna w tym zasługa prostoty jego działania, ponieważ jego główną zaletą jest praktycznie w całości automatyczne działanie. W momencie przeglądania sklepów internetowych obejrzane produkty zapisywane są w stosownej zakładce. Dzięki temu mamy do nich dostęp z jednego miejsca, a nawet możemy tworzyć listy ulubionych. W tym drugim przypadku otrzymamy stosowne powiadomienie w razie zmiany ceny.

Choć opisywany asystent początkowo zadebiutował wyłącznie jako rozszerzenie do wiodących przeglądarek, to niedawno zdecydowano się na kolejny krok w kierunku jego popularyzacji. Jak nie trudno się domyślić, chodzi tutaj o przeniesienie go do Androida w formie aplikacji dostępnej z poziomu sklepu Play. Podstawowe założenia zostały oczywiście zachowane, jednakże rozbudowano je o nowe możliwości. Skanowane są nie tylko produkty przeglądane za pośrednictwem przeglądarki, ale i te oglądane w aplikacjach.

Od czasu premiery Windows 10 Microsoft stara się jak może, by przekonać konsumentów do Microsoft Edge. Przeglądarka ta zastąpiła wysłużonego Internet Explorera, choć trzeba przyznać, że nie obyło się bez pewnych problemów. Z początku ustępowała nawet swojemu poprzednikowi, gdyż brakowało jej wielu funkcji. Wraz z kolejnymi uaktualnieniami sytuacja ta ulegała poprawie i obecnie warto dać jej choć jedną szansę.

Oczywiście Microsoft nie zamierza na tym poprzestać, o czym świadczy niedawny wpis na blogu Windows. Firma zapowiedziała tam, że do stabilnej odsłony Microsoft Edge trafi wsparcie dla algorytmu kompresji Brotli. Ma to być kolejny krok na drodze ku dogonieniu konkurencji, gdyż ta od dłuższego czasu zapewnia jego obsługę. W teście kompresji pliku PDF proces ten ma być o 20% skuteczniejszy niż w przypadku poprzednika Brotli. Warto przy tym zaznaczyć, iż wyłącznie w przypadku Microsoft Edge nie będzie to ograniczone do szyfrowanych połączeń (HTTPS), ale i zadziała z klasycznym HTTP. Tak przynajmniej ma być w początkowej fazie, gdyż z czasem Microsoft utnie wsparcie dla tego mniej bezpiecznego protokołu.

Powyższych nowości spodziewać się mamy oczywiście wraz z nadejściem Creators Update. Na wiosnę udostępnione zostanie jego stabilne wydanie, a już teraz dostęp do nowych możliwości posiadają Insiderzy.

Microsoft Edge dość średnio radzi sobie na skostniałym rynku przeglądarek. Choć firma za nią stojąca stara się jak może by zmienić ten stan rzeczy, to jak na razie nie bardzo im to wychodzi. Nawet cykliczne raporty traktujące o jej wyższości nad konkurencją nie dają żadnego efektu. Dlatego też Microsoft tak rozpaczliwie chce zachęcić konsumentów do skorzystania z niej, co doprowadziło do wyświetlania stosownych „sugestii” w samym Windows 10.

Do tego wszystkiego doszła niedawno informacja o ekskluzywnym wsparciu dla strumieniowania filmów w rozdzielczości 4K z serwisu Netflix. O czymś takim konsumenci korzystający z Google Chrome czy Firefox mogą jak na razie pomarzyć. Trzeba przyznać, że Microsoft wreszcie idealnie wyczuł sytuację, gdyż w/w jakość wideo zdobywa coraz większą popularność. Z drugiej strony trudno oczekiwać tego, iż użytkownicy szturmem zaczną korzystać z Microsoft Edge. Większość z nich nawet nie będzie w stanie skorzystać z nowych możliwości, gdyż ich sprzęt im na to nie pozwoli.

Nie tak dawno opublikowano wyniki badań, wedle których to Microsoft Edge miałby być najbezpieczniejszą przeglądarką na rynku. Stosunkowo szybko pojawiła się masa głosów wyrażających głębokie niedowierzanie, czego można było się spodziewać. Jednak nie trzeba było długo czekać by poddać pod wątpliwość w/w raport. Otóż na niedawno przeprowadzonym PwnFest 2016 hakerom udało się aż dwukrotnie przeprowadzić pomyślny atak na Microsoft Edge.

pwnfest-microsoft-edge

Jeden z nich był efektem sześciomiesięcznych przygotowywań przeprowadzonych przez Chińczyków z firmy Qihoo 360. Wykorzystano do tego trzy niezależne exploity, czego efektem było wykonanie zdalnego uruchomienia kodu z uprawnieniami administratora.

Jeśli chodzi o drugi atak, to przeprowadzony został przez koreańskiego hakera Junghoon Lee (aka Lokihardt). Co ciekawe, opierać się ma on na całkowicie innych lukach niż te, które zastały użyte przez Chińczyków. O jego skuteczności i szybkości niech świadczy fakt, że Microsoft Edge został przejęty w zaledwie 18 sekund od chwili rozpoczęcia ataku.

Warto tutaj zaznaczyć, że gra toczyła się o naprawdę duże pieniądze, gdyż Microsoft za znalezienie luk zaoferował po 140 tysięcy dolarów (120 000 podstawowej nagrody oraz 20 000 bonusu za wykonanie złośliwego kodu na poziomie systemu).

Microsoft nieustannie stara się, by przeglądarka Microsoft Edge nie została całkowicie wyparta ze świadomości konsumentów. Wychodzi im to różnie, jednak trzeba przyznać, że rozwijają ją dość prężnie. Choć jeszcze wiele pozostało do zrobienia w zakresie funkcjonalności, to najnowszy raport NSS Labs wskazuje na to, że przynajmniej pod względem bezpieczeństwa produkt ten wyprzedza swoją konkurencję.

Microsoft Edge NSS Labs

Microsoft Edge wyłapał 91,4% złośliwych stron (phishing) i zablokował 99% spreparowanych próbek. Wyniki osiągnięte przez przeglądarki Google Chrome i Firefox wynoszą odpowiednio 82,4% / 85,8% oraz 81,4% / 78,3%. Różnice w skuteczności są więc dość dobrze zarysowane, choć ciężko jednoznacznie stwierdzić, jak mają się one do rzeczywistości.

W teście użyto Microsoft Edge w wersji 38.14393.0.0, wydania Google Chrome o numerze 53.0.2785 oraz Firefoxa w odsłonie 48.0.2.

Ostatnie targi IFA w Berlinie pokazały, jak ogromnym zainteresowaniem cieszy się obecnie sprzęt VR. Szczególnie duże pole do popisu mają tutaj producenci gier oraz Ci, którzy tworzą urządzenia zdolne je uruchamiać. Trend ten zauważył nawet Microsoft, który zdecydował, że Microsoft Edge w przyszłości zyska wsparcie dla WebVR.

webvrInformacje te zostały nam przekazane za pośrednictwem bloga Windows, lecz jak zwykle nie pokuszono się o podanie daty premiery. Można jednak domniemywać, iż „niedaleka przyszłość” oznacza tutaj nadchodzące uaktualnienie z gałęzi Redstone 2. Firma nie może zbyt długo zwlekać z implementacją WebVR, gdyż bezpośredni konkurenci Microsoft Edge już dawno stosowne wsparcie oferują. Dzięki niemu, o ile posiadamy stosowny sprzęt, będziemy mogli przy pomocy przeglądarki internetowej wejść w świat wirtualnej rzeczywistości.

Microsoft podczas usilnych prób wypromowania Binga w Stanach Zjednoczonych powołał do życia dość intrygujący program o nazwie Bing Rewards, który punktami nagradzał użytkowników wykonujących wcześniej ustalone akcje. Po uzbieraniu większej sumy mogliśmy je wymienić na różnego rodzaju karty podarunkowe i inne fanty – oczywiście przy założeniu, że mieszkaliśmy w USA.Bing-Rewards-attractionNie przyniosło to jednak spodziewanego rezultatu i prawdopodobnie nie miało większego wpływu na wzrost popularności tejże wyszukiwarki, niemniej portal The Guardian donosi, że Microsoft nie ma zamiaru się poddać. Zamiast tego zdecydowano się przemianować Bing Rewards na Microsoft Rewards, co w jednoznaczny sposób wskazuje na to, że zakres obejmowanych produktów ma zostać zauważalnie zwiększony. Na pierwszy ogień pójdzie oczywiście Microsoft Edge, który jest w podobnym położeniu co Bing – niby ktoś z niego korzysta, jednakże do zadowalającego wyniku jeszcze daleka droga. Dlatego zdecydowano się rozdawać dodatkowe punkty za korzystania ze wspomnianej wyżej przeglądarki, choć niezbędnym warunkiem przystąpienia do programu Microsoft Rewards jest korzystanie z niej minimum 30 godzin miesięcznie. Cała reszta nagród ma być przyznawana za różnego rodzaju dane telemetryczne, wśród których można wymienić chociażby ustawienie produktu Microsoftu jako domyślnej przeglądarki.