Od czasu premiery Windows 10 Microsoft stara się jak może, by przekonać konsumentów do Microsoft Edge. Przeglądarka ta zastąpiła wysłużonego Internet Explorera, choć trzeba przyznać, że nie obyło się bez pewnych problemów. Z początku ustępowała nawet swojemu poprzednikowi, gdyż brakowało jej wielu funkcji. Wraz z kolejnymi uaktualnieniami sytuacja ta ulegała poprawie i obecnie warto dać jej choć jedną szansę.

Oczywiście Microsoft nie zamierza na tym poprzestać, o czym świadczy niedawny wpis na blogu Windows. Firma zapowiedziała tam, że do stabilnej odsłony Microsoft Edge trafi wsparcie dla algorytmu kompresji Brotli. Ma to być kolejny krok na drodze ku dogonieniu konkurencji, gdyż ta od dłuższego czasu zapewnia jego obsługę. W teście kompresji pliku PDF proces ten ma być o 20% skuteczniejszy niż w przypadku poprzednika Brotli. Warto przy tym zaznaczyć, iż wyłącznie w przypadku Microsoft Edge nie będzie to ograniczone do szyfrowanych połączeń (HTTPS), ale i zadziała z klasycznym HTTP. Tak przynajmniej ma być w początkowej fazie, gdyż z czasem Microsoft utnie wsparcie dla tego mniej bezpiecznego protokołu.

Powyższych nowości spodziewać się mamy oczywiście wraz z nadejściem Creators Update. Na wiosnę udostępnione zostanie jego stabilne wydanie, a już teraz dostęp do nowych możliwości posiadają Insiderzy.

Osoby intensywnie korzystające z Windows Phone zapewne z przykrością zauważyły fakt, że po przesiadce na Windows 10 Mobile utracili dostęp do kilku ciekawych funkcji. Jedną z nich są niewątpliwie wygodne gesty przewijania stron internetowych, które wykonywać mogliśmy w mobilnej odsłonie Internet Explorera. Wraz z nadejściem Microsoft Edge musieliśmy się na długi czas z nimi pożegnać, lecz wszystko wskazuje na to, że wraz z Anniversary Update znów z nich skorzystamy.swipeDzięki portalowi WinBeta dowiedzieliśmy się, iż wsparcie dla gestów zostanie dodane już w nadchodzących kompilacjach Windows 10 Mobile. Oczywiście nie zostało do końca sprecyzowane jak długo przyjdzie nam na nie czekać, lecz może stać się i tak, że jeszcze w tym tygodniu, wraz z kolejnym testowym wydaniem, zostaną nam udostępnione. Co ciekawe, działać mają one nie tylko w całkowicie mobilnej wersji Microsoft Edge, ale i w trybie tabletowym z powodzeniem będziemy mogli z nich korzystać – dokładnie tak jak to wcześniej było z Internet Explorerem.

Bardzo dawno temu, jeszcze zanim Microsoft zaczął tak podupadać na rynku mobilnym, mówiono o dość ciekawie zapowiadającym się modelu o roboczej nazwie McLaren. Docelowo miał on się stać czymś na kształt następcy Lumii 930, gdyż jego prawdopodobnym numerem miała być liczba 935. Niestety, po drodze coś musiało pójść nie tak jak firma sobie to zaplanowała, gdyż z czasem (po przejęciu Nokii przez Microsoft) rozwój tego prototypu anulowano i jak na razie nie jest on z nami w żadnej formie obecny.

Czym jednak miał się on tak wyróżniać? Otóż jego największą zaletą miało być wsparcie dla funkcji nazwanej 3D Touch, która byłaby czymś na wzór AirView znanego z TouchWiza Samsunga. Dzięki tejże technologii bylibyśmy w stanie obsługiwać ekran bez jego dotykania, wyłącznie poprzez umieszczenie palca nad danym elementem interfejsu – bez bezpośredniego kontaktu. Dodatkowo na powyższym wideo możemy zaobserwować drugą funkcję, która również co jakiś czas przewijała się w przeciekach – MixView. W jej przypadku mowa jest o nowym sposobie interakcji z kafelkami, gdyż poprzez wspomniany wcześniej 3D Touch moglibyśmy uzyskać dostęp do dotąd niedostępnych opcji, takich jak chociażby bezpośrednie skróty do zakładek w Internet Explorerze.

Obie technologie wydają się dość ciekawe, aczkolwiek na dłuższą metę zapewne okazałyby się niepraktyczne. Ciekawe, czy kiedykolwiek przyjdzie nam się o tym przekonać na własnej skórze, czy może Microsoft już nigdy do tego nie powróci.

Microsoft wraz z wydaniem Windows 8 zdecydował się na zaszycie w swoim systemie produktu Adobe, który to przez internautów wykorzystywany jest przede wszystkim do oglądania wideo udostępnionych w sieci. Oczywiście z tej wersji Flasha korzystać mogą wyłącznie użytkownicy Internet Explorera, a wraz z premierą Windows 10 wsparcia dla niego doczekał się również Microsoft Edge. Problem w tym, że nie otrzymaliśmy żadnych możliwości jego konfiguracji i jedyne co możemy zrobić to go włączyć lub wyłączyć.

Flash-playerOkazuje się jednak, że wraz z niedawno zapowiedzianym uaktualnieniem Anniversary Update sytuacja ta może ulec zauważalnej poprawie. Otóż Microsoft doskonale zdaje sobie sprawę ze starań wszystkich zainteresowanych firm, które to dążą do całkowitego wyeliminowania Flasha z zasobów sieci. Nim to nastąpi gigant z Redmond dalej będzie aktywnie wspierać to rozwiązanie w swoim systemie, a gdy nadejdzie odpowiedni czas zostanie ono domyślnie wyłączone, bądź całkowicie usunięte. Zanim do tego dojdzie firma chce bezustannie rozwijać Microsoft Edge w tym zakresie, tak by wraz z Anniversary Update zyskał on funkcję zatrzymywania flashowych elementów witryn. Dzięki temu będziemy w prosty sposób mogli pozbyć się wszelakich banerów reklamowych wykorzystujących wspomnianą technologię – nie tracąc przy tym dostępu do wideo, które ją wykorzystują. Warto jeszcze nadmienić, iż w dowolnym momencie będziemy mogli uruchomić zatrzymany element – wystarczy, że klikniemy w niego.

Wraz z premierą Windows 10 Microsoft zaprezentował światu swoją nową przeglądarkę – Microsoft Edge. Ciężko ocenić, jak bardzo przy jej tworzeniu starał się Microsoft, aczkolwiek jedno wiemy na pewno – średnio im ona wyszła. Przy wydaniu pierwszym wydaniu z linii Threshold była ona niestabilna i kłopotliwa, a i nie posiadała zbyt wielu przydatnych funkcji. Dopiero wersja obecna w uaktualnieniu Threshold 2 zaczęła jako tako nadawać się do użytku, lecz wciąż wiele brakowało do ideału.

Okazuje się, że firma w dalszym ciągu się nie poddaje, o czym raczyli nam przypomnieć w udostępnionym niedawno wpisie z serii „Made by you”. Traktuje on w znacznej mierze o pracy zespołu odpowiedzialnego za wspomnianą wyżej przeglądarkę, toteż za jego pośrednictwem poznaliśmy kilka ciekawych faktów. Przede wszystkim utwierdziliśmy się w przekonaniu, iż sugestie udostępniane w aplikacji Windows Feedback służą do nadawania poszczególnym pracom konkretnych priorytetów. Dzięki temu na przód wysuwa się rozwój nad najbardziej pożądanymi funkcjami – tak przynajmniej mówi teoria.edgePoza tym, poznaliśmy kilka nadchodzących nowości, które zadebiutują w najbliższych wydaniach Microsoft Edge. Mowa tutaj o poprawieniu karty „Pobrane”, która zaoferuje nam wybór miejsce zapisu. „Ulubione” również mają doczekać się pewnych udoskonaleń, choć na dobrą sprawę nie wiadomo co dokładnie to oznacza. Oczywiście pojawi się długo zapowiadane wsparcie dla rozszerzeń, którego preludium obserwować możemy już od jakiegoś czasu za pośrednictwem programu Windows Insider. Chyba największą „nowością” ma być przywrócenie gestów znanych z dotykowej wersji Internet Explorera, których brak bardzo był dla wielu bardzo odczuwalny. Z konkretów podano jeszcze ułatwienie zamykania kart w mobilnej wersji Microsoft Edge, które obecnie woła o pomstę do nieba – jest nieziemsko niewygodne.

Oczywiście to nie są wszystkie nadchodzące nowości i zmiany, aczkolwiek te należą do grupy tych najbardziej wyczekiwanych.

W kruchym życiu oprogramowania komputerowego w końcu nadchodzi ten dzień, w którym jego twórca mówi „dość” i zaprzestaje jego rozwoju. Prędzej czy później spotyka to każdą aplikację, czy to przez upadek projektu, czy przy okazji wydawania kolejnych jej odsłon. Właśnie to już jutro spotka Internet Explorera w wersji 8, 9 oraz 10, które otrzymają wtedy swoje ostatnie aktualizacje w ramach Patch Tuesday. Wraz z nią wyświetlany będzie monit „zachęcający” do uaktualnienia przestarzałych wersji przeglądarki do najnowszej, 11 odsłony. Problem ten dotyczy w głównej mierze Windows 7, na którym działają wcześniej wymienione wersje Internet Explorera.Microsoft-Patch-TuesdayJakby na to nie patrzeć jest to stosunkowo dobra wiadomość dla webdeweloperów, którzy w ten sposób nie będą już zobligowani do wspierania starych, bezsensownych technologii. Dzięki temu wszelkie witryny internetowe powinny znacznie lepiej działać na najnowszych przeglądarkach wspierających wszelkie standardy. Oczywiście należy pamiętać, że tak to wygląda w teorii, a w praktyce wciąż będzie trzeba wspierać porzucone rozwiązania, gdyż w dalszym ciągu stanowić będą większość na rynku.

Gigant z Redmond pewien czas temu zakończył rozwijanie tej przeglądarki i rozpoczął prace nad swoim nowym produktem czyli Microsoft Edge. Ostatnią wersją IE jest wersja jedenasta, która jest dostępna tylko dla systemów Windows 7 i nowsze. internet explorer logoProblem mają użytkownicy systemów Vista i XP, którzy stracą wsparcie dla IE w styczniu, w kwietniu wsparcie dla tych systemów zakończy też przeglądarka Google Chrome. Biorąc pod uwagę owe informacje pozostają dwie opcje. Pierwszą jest zmiana przeglądarki na inną, zalecana w szczególności użytkownikom Windowsa Vista i XP. Drugą opcją natomiast jest zaktualizowanie przeglądarki do Internet Explorer 11. Microsoft namawia jednak do tej pierwszej opcji polecając nam swoją nową przeglądarkę jaką jest Edge. Jedynym minusem Edge jest dostępność tej przeglądarki tylko na systemie Windows 10. Jednak nasuwa się pytanie: „Co się stanie jeśli tego nie zrobię?”. Microsoft kończąc wsparcie zaprzestaje dostarczać aktualizacji, które poprawiają bezpieczeństwo co może spowodować, że będziemy bardziej narażeni na ataki z wykorzystaniem luk w niewspieranych wersjach IE. Data zakończenia wsparcia to 16 stycznia 2016 roku więc już niedługo.

Microsoft wraz z premierą Windows 10 postanowił dostarczyć konsumentom całkowicie nową przeglądarkę, która miałaby zerwać z dość niechlubną historią Internet Explorera. W założeniach nowy produkt miał być szybszy, przyjaźniejszy dla użytkownika i oczywiście nie straszne miały mu być internetowe standardy. Jak się po premierze okazało wyszło z tym średnio, gdyż stabilność i wygoda pracy przy pomocy Microsoft Edge pozostawia bardzo wiele do życzenia.capture20150912224804005Oczywiście gigant się nie poddaje i począwszy od ostatecznego udostępnienia Windows 10 rozpoczęły się prace nad jego kolejnymi aktualizacjami, o czym przekonać mogliśmy się za pośrednictwem programu Windows Insider. Do ich nowej przeglądarki dodawane są kolejne funkcje, które mają przekonać nas do korzystania z niej i co ciekawe, tym razem padło na wsparcie dla produktów od Google – WebM oraz VP9. Takowego ruchu nie należy oczywiście upatrywać w hołdzie oddanym konkurentowi, a w tym, że Microsoft stara się jak może by zainteresować konsumentów swoim produktem – jak na razie bezskutecznie. Czym więc jest wspomniany VP9? Jest to koder video tworzony przez giganta z Mountain View, który jest bezpośrednim konkurentem dla popularnego HEVC i by móc z nim się mierzyć postanowiono wykorzystywać go domyślnie na YouTube. Zapewnia to znacznie lepszą jakość przy stosunkowo dużej kompresji, co pozwala bezproblemowo przeglądać materiały nagrane w rozdzielczości 4K, które są coraz częściej publikowane za pośrednictwem wspomnianego portalu.

Choć długo zajęło Microsoftowi zapewnienia wsparcia dla opisywanego kodeka (Chromium obsługuje go już od grudnia 2012 roku), to jednak dobrze, że wreszcie zdecydowano się na podjęcie zdecydowanych działań w tym zakresie. Z racji jego otwartości jest on coraz częściej wykorzystywany w różnego rodzaju produktach, toteż chociażby przez wzgląd na to gigant nie mógł pozostać obojętny. Jednak wciąż pozostaje jeden, nierozwiązany problem trapiący Microsoft Edge – dość mierna optymalizacja. Jeśli do listopadowego uaktualnienia firma nic z tym nie zrobi, to nawet gdyby ich przeglądarka robiła dla nas śniadanie to niewiele osób zdecyduje się na korzystanie z niej.

Microsoft od jakiegoś czasu przechodzi dość burzliwą restrukturyzację, która objawia się w różnoraki sposób. Mało popularne usługi są zamykane, natomiast większy nacisk kładziony jest na teoretycznie przyszłościowe projekty, których rozwój w dłuższej perspektywie może się firmie opłacić. Są też produkty znajdujące się gdzieś pomiędzy, które są nawet popularne, lecz ich dalsze rozwijanie jest bezsensowne tak z perspektywy właściciela, jak i całego rynku. Do tej kategorii właśnie dołączył niechlubny Silverlight, który dla wielu użytkowników Linuksa jest wręcz solą w oku.silverlightW zasadzie już od kilku lat nie pojawiła się żadna jego nowa wersja, lecz mimo to jego udziały wcale szybko nie malały. Microsoft długo zwlekał z jakimiś oficjalnymi informacjami na jego temat, toteż firmy go wykorzystujące nie bardzo kwapiły się do jakichkolwiek zmian. Jak się teraz okazuje wreszcie przyszła na to pora, o czym dowiedzieliśmy się za pośrednictwem bloga Windows. Swoistym wprowadzeniem do tej nowej ery całkowicie pozbawionej zewnętrznych wtyczek stać się ma Microsoft Edge, który ostatnimi czasy jest dość mocno promowany. To właśnie on ma być przykładem dla innych, gdyż nie wspiera on już w żaden sposób tej nierozwijanej i przestarzałej technologii. Microsoft zachęca więc deweloperów by rozpoczęli migrację na alternatywne, nowocześniejsze, no i lepsze rozwiązania. Taka decyzja na pewno zostanie dobrze odebrana przez rynek, ponieważ wpisuje się ona w ogólnie panujący trend – nawet najbliżsi konkurencji przeglądarki Microsoftu, czyli Google Chrome oraz Firefox, pozbawieni zostali wsparcia dla przestarzałych wtyczek NPAPI. Warto też przy tym wspomnieć o bardzo popularnym portalu video jakim jest YouTube, który jakiś czas temu całkowicie przerzucił się na HTML5.

Miejmy nadzieję, że te wszystkie nowocześniejsze produkty faktycznie okażą się lepsze od swoich poprzedników. Zapewne każdy zdaje sobie sprawę, że bywa z tym różnie i niekiedy nowe technologie potrafią być prawdziwą męką dla swoich użytkowników. Już sam HTML5 bywa dość kontrowersyjnym tematem, gdyż posiada on wielu przeciwników, którzy zarzucają mu znacznie większe zapotrzebowanie na zasoby naszego sprzętu niż w przypadku technologii FLASH. Pomijając jednak te sporne kwestie przyznać trzeba, że świat pozbawiony wtyczek będzie dla konsumentów znacznie lepszym miejscem – przeglądarki pozbawione będą potencjalnych źródeł wniknięcia do naszego komputera, a i powinny działać przy tym zauważalnie szybciej. Czas pokaże czy takowa wizja będzie mieć odzwierciedlenie w naszej rzeczywistości.

Microsoft już jakiś czas temu zaprezentował swoją przeglądarkę Microsoft Edge (pierwotnie znana jako Project Spartan), która ma całkowicie zrywać ze złą sławą Internet Explorera. Jej rozwój ma być znacznie szybszy poprzez jej oddzielenie od systemu, a jako że jest aplikacją uniwersalną może być aktualizowana poprzez sklep. Już teraz w wielu testach wypada znacznie lepiej od swojego poprzednika i nie ustępuje konkurencji, dzięki czemu jej aktualny odbiór przez rynek jest jak najbardziej pozytywny.g_-_-x-_-_-_63304x20150527125226_0Oczywiście firma nie chce spoczywać na laurach i w każdej kolejnej kompilacji dodaje mniej lub bardziej pożądane funkcje, które niewątpliwie przełożą się na jej popularność już po rynkowym debiucie. Niedawno do ich grona dołączyło wsparcie dla Dolby Digital Plus, dzięki czemu podczas korzystania z tej przeglądarki uzyskami znacznie wyższą jakość odtwarzanego dźwięku – przynajmniej w teorii. Co ciekawe, jej konkurencja takowej obsługi nie zapewnia (choć po takim kroku zapewne niebawem ją wprowadzą), zatem na pewno będzie to jego kartą atutową w oczach wielu osób. W ramach ciekawostki warto wspomnieć, iż na potrzeby promocji tej funkcji przygotowano specjalną witrynę, za pośrednictwem której możemy na własne uszy usłyszeć różnicę – oczywiście o ile mamy na tyle dobry sprzęt, by w ogóle móc ją wychwycić.

Mimo wszystko wiele osób uważa tego typu rozwiązania za zwykłe placebo, aczkolwiek odpowiednie logo w specyfikacji potrafi działać na wyobraźnię. Na pewno poprawi to odbiór produktu Microsoftu na dość nieprzychylnym rynku, który to zazwyczaj nie pozostawia na nim suchej nitki. Jeśli w ostatniej chwili nie zawalą sprawy to ich Microsoft Edge ma realne szanse na otwartą walkę z konkurencją, do której Internet Explorer z wielu względów przystąpić nie mógł – a szkoda, bo jego 11 odsłona to już całkiem przyzwoity produkt.