Microsoft Remote Desktop jest dość popularnym narzędziem służącym do zdalnej pracy. Jego niewątpliwa zaleta to obecność na wszystkich wiodących platformach, tj. iOS, Android, macOS oraz Windows. W dobie wszechobecnych webowych klientów Microsoft postanowił na ty nie poprzestawać, dlatego też opracowuje odsłonę opartą o HTML5.

Na chwilę obecną mowa jest jedynie o poglądowej wersji, jednak wiele wskazuje na to, że niebawem trafi do wszystkich użytkowników. Zapewnia ona wsparcie dla dostępu poprzez przeglądarki Microsoft Edge, Internet Explorer 11, Google Chrome, Firefox oraz Safari. Niestety, na obecnym stadium rozwoju nie obsługuje mobilnych aplikacji. Więcej o nim przeczytać można w dedykowanym artykule stworzonym przez MVP Microsoftu.

Microsoft jakiś czas temu zdecydował się przejąć usługę Beam, która jest bezpośrednim konkurentem dla platformy Twitch. Zadanie obu polega na strumieniowaniu rozgrywki, choć ta druga jest w tym przypadku niezaprzeczalnym liderem. Oczywiście gigant z Redmond nie daje za wygraną i zintegrował ją nawet ze swoim Xbox One. Dodatkowo, niedawno pojawiło się duże uaktualnienie, które przyniosło kilka ciekawych nowości.

Przede wszystkim warto wspomnieć o wsparciu maksymalnej rozdzielczości wynoszącej 1440p (60 FPS) przy bitrate na poziomie 10 Mb/s. Przy okazji zdecydowano się radykalnie przebudować wykorzystywany dotychczas odtwarzacz. Obecnie nie jest już oparty o przestarzałego Flash Playera, gdyż w końcu przeskoczono na HTML5. Dodano wyczekiwane od dawna logowanie poprzez konto Xbox Live, co niewątpliwie spodoba się konsolowym użytkownikom.

Czy to jednak wystarczy, by przekonać kolejne osoby do porzucenia Twitcha? Trudno ocenić, choć posiadaczom konsoli Xbox One zdecydowanie prościej będzie podjąć decyzję.

Microsoft od jakiegoś czasu przechodzi dość burzliwą restrukturyzację, która objawia się w różnoraki sposób. Mało popularne usługi są zamykane, natomiast większy nacisk kładziony jest na teoretycznie przyszłościowe projekty, których rozwój w dłuższej perspektywie może się firmie opłacić. Są też produkty znajdujące się gdzieś pomiędzy, które są nawet popularne, lecz ich dalsze rozwijanie jest bezsensowne tak z perspektywy właściciela, jak i całego rynku. Do tej kategorii właśnie dołączył niechlubny Silverlight, który dla wielu użytkowników Linuksa jest wręcz solą w oku.silverlightW zasadzie już od kilku lat nie pojawiła się żadna jego nowa wersja, lecz mimo to jego udziały wcale szybko nie malały. Microsoft długo zwlekał z jakimiś oficjalnymi informacjami na jego temat, toteż firmy go wykorzystujące nie bardzo kwapiły się do jakichkolwiek zmian. Jak się teraz okazuje wreszcie przyszła na to pora, o czym dowiedzieliśmy się za pośrednictwem bloga Windows. Swoistym wprowadzeniem do tej nowej ery całkowicie pozbawionej zewnętrznych wtyczek stać się ma Microsoft Edge, który ostatnimi czasy jest dość mocno promowany. To właśnie on ma być przykładem dla innych, gdyż nie wspiera on już w żaden sposób tej nierozwijanej i przestarzałej technologii. Microsoft zachęca więc deweloperów by rozpoczęli migrację na alternatywne, nowocześniejsze, no i lepsze rozwiązania. Taka decyzja na pewno zostanie dobrze odebrana przez rynek, ponieważ wpisuje się ona w ogólnie panujący trend – nawet najbliżsi konkurencji przeglądarki Microsoftu, czyli Google Chrome oraz Firefox, pozbawieni zostali wsparcia dla przestarzałych wtyczek NPAPI. Warto też przy tym wspomnieć o bardzo popularnym portalu video jakim jest YouTube, który jakiś czas temu całkowicie przerzucił się na HTML5.

Miejmy nadzieję, że te wszystkie nowocześniejsze produkty faktycznie okażą się lepsze od swoich poprzedników. Zapewne każdy zdaje sobie sprawę, że bywa z tym różnie i niekiedy nowe technologie potrafią być prawdziwą męką dla swoich użytkowników. Już sam HTML5 bywa dość kontrowersyjnym tematem, gdyż posiada on wielu przeciwników, którzy zarzucają mu znacznie większe zapotrzebowanie na zasoby naszego sprzętu niż w przypadku technologii FLASH. Pomijając jednak te sporne kwestie przyznać trzeba, że świat pozbawiony wtyczek będzie dla konsumentów znacznie lepszym miejscem – przeglądarki pozbawione będą potencjalnych źródeł wniknięcia do naszego komputera, a i powinny działać przy tym zauważalnie szybciej. Czas pokaże czy takowa wizja będzie mieć odzwierciedlenie w naszej rzeczywistości.

Już od dłuższego czasu w kontekście Windows 10 mówi się o tajemniczym projekcie Spartan, pod którym miałaby się ukrywać kolejna odsłona przeglądarki Microsoftu. Nie bez powodu nie używam tutaj nazwy Internet Explorera, gdyż ów twór miałby z nią zerwać i prezentować sobą całkowicie odmienna filozofię. Wedle najnowszych doniesień Win10 byłby faktycznie wyposażony w rzeczonego Spartana, jednakże prócz niego wciąż mielibyśmy dostęp do klasycznego Internet Explorera w wersji 11. Tłumaczyło by to jego obecność i ciągły rozwój w testowych wydaniach najnowszych okienek.

Ponadto, jeśli wierzyć w słowa Mary Jo Foley nowy produkt miałby być wyposażony w silnik skryptowy Chakra oraz renderujący Trident, czyli dokładnie tak samo jak stary i poczciwy Internet Explorer. Spartan miałby być jednak znacznie lżejszy, a poza tym prawdopodobnie będzie łudząco podobny do Firefoxa czy Chrome i tak jak one ma obsługiwać rozszerzenia. Jeśli założyć, że Microsoft faktycznie zostawi Internet Explorera to nasuwa się jeden wniosek – Trident zostanie rozbity na dwie odrębne wersje. Takie informacje przedstawił Brand Sams z serwisu Neowin – wspomina on o jego podzieleniu na dwie niezależne biblioteki DLL. Jedna odpowiadałaby za renderowanie stron pisanych pod stare wydania IE, natomiast druga miałaby je renderować zgodnie z obecnymi standardami HTML5/CSS3.0285_Internet_Explorer_11_FavoritesWartym odnotowania jest fakt, iż przy okazji następcy Internet Explorera mówi się o jeszcze jednej sprawie. Skoro ma on być całkowicie nowym produktem i będzie niezależny od swojego poprzednika, to prawdopodobnym jest jego wydanie na inne platformy. Microsoft nie raz podkreślał, że IE faktycznie pozostanie przeglądarką na wyłączność systemów z rodziny Windows, jednakże Spartan ma się całkowicie odciąć od historii oraz złego postrzegania IExplorera. Dlatego też Mary Jo Foley i tutaj spekuluje, że wydanie go na inne platformy mogłoby wyjść firmie na dobre – w końcu jego konkurenci robią podobnie, a Satyi Nadelli bardzo zależy na multiplatformowości.

Pozostaje mieć nadzieję, iż Microsoft dopracuje swój produkt, gdyż o ile IE w obecnym wydaniu jest już dość szybkie, o tyle wsparcie dla najnowszych standardów wciąż jest niewystarczające. Brak obsługi rozszerzeń jest nie do przyjęcia dla wielu osób, przez co nawet nie chcą spróbować jego najnowszych wersji. Jeśli firmie uda się zerwać ze starym postrzeganiem, a do tego nie powtórzą tych samych błędów, to szykuje nam się bardzo interesujący produkt i być może wreszcie godny konkurent dla Google Chrome oraz Firefoxa.