Microsoft w swojej najnowszej przeglądarce bardzo mocno rozwinął swój autorski silnik JavaScriptu – Chakra. Pierwotnie zadebiutował on w Internet Explorerze 9, jednak tamtejsza implementacja zbytniej przychylności społeczności nie zyskała, gdyż wydajnością dalece odbiegała od rozwiązań konkurencji. Diametralnie zmieniło się to dopiero wraz z premierą Microsoft Edge i jak się obecnie okazuje, to nie koniec zmian zaplanowanych przez Microsoft.chakra_chakracore_componentizationOtóż wraz z nadejściem stycznia firma umieści na GitHubie silnik ChakraCore. Dopisek „core” oznacza w tym przypadku tylko (lub aż) tyle, iż jest to produkt całkowicie pozbawiony naleciałości odwołujących się do innych tworów tegoż giganta. Dzięki temu jest on całkowicie autonomiczny i niezależny od jego implementacji znanej z Windows, a to z kolei sprawia, że skorzystać będzie mógł z niego każdy zainteresowany. Z początku pewnym problemem może być jednak fakt, iż projekt ten kompatybilny będzie wyłącznie z Windows, choć z czasem ma się to oczywiście zmienić. Firma bowiem dąży do sytuacji, w której ich silnik stanie się w pełni wieloplatformowym produktem – w sumie nie ma co się dziwić takiemu podejściu, gdyż taka obecnie panuje tendencja na rynku. W kontekście ChakraCore warto jeszcze nadmienić, iż wspierać będzie nie tylko asm.js i SIMD, ale i w pewnym stopniu również ECMAScript 2015 (ES6).

Wydawać by się mogło, że na rynku zdominowanym przez Google i jego produkty nie ma już choćby najmniejszego miejsca dla innych firm, a tym bardziej dla głównego rywala – Microsoftu. Okazuje się jednak, że już teraz Intel, AMD oraz NodeSource zapowiedzieli wsparcie dla projektu giganta z Redmond, dzięki czemu powinien się on prężnie rozwijać w kierunku konkretnych zastosowań. Zapewnić ma to jego udostępnienie na licencji MIT, która znana jest ze swojej elastyczności i dużej swobody w modyfikowaniu. Ruch ten niewątpliwie przyczyni się do znacznego poprawienia zamkniętego wydania (Chakra), gdyż Microsoft będzie mógł praktycznie bez skrępowania wykorzystywać zmiany poczynione w ChakraCore – sytuacja ta podobna jest do tej występującej między Chromium i Google Chrome.

O tym, że stare oprogramowanie prędzej czy później musi odejść do lamusa wie zapewne każdy. Nie wszyscy chcą się jednak z tym pogodzić, gdyż niejednokrotnie wydali na dany program sporą sumę pieniędzy, a zakończenie jego wsparcia w pewnym sensie wymusza ponowne sięgnięcie do portfela. Niektórzy z tym walczą ile tylko mogą, inni zaś sięgają po alternatywy. Największą dramą było chyba zakończenie wsparcia dla Windows XP przez Microsoft, które przez samą firmę odwlekane było wiele razy, choć już bardzo dawno powinno zostać zaniechane. Wraz z nadejściem tego dnia internet zalała fala niezadowolenia (nieuzasadnionego zresztą) i deklaracji, że co niektórzy pozostaną wciąż przy tym systemie.20131017_chromexp1-960x540Okazuje się jednak, że z czasem może stać się to nie tylko głupie, ale i niebezpieczne dla nas samych. W końcu system to jedno, ale wciąż pozostaje masa zainstalowanych na nim aplikacji, które również tracą wsparcie. Tak w kwietniu przyszłego roku stanie się z Google Chrome, gdyż począwszy od tego miesiąca nie zapewni nam on już należytej ochrony podczas serfowania w sieci. Brak aktualizacji krytycznych błędów na pewno nie jest czymś pożądanym, dlatego też już teraz należałoby rozglądnąć się za alternatywą, jeśli wciąż chcemy korzystać z XP. Co ciekawe, podobny los czeka tą przeglądarkę na systemach Windows Vista oraz Mac OS X od wersji 10.6 do 10.8 – Google jest nieugięte i nie chce dokładać sobie roboty wspieraniem staroci.

Nie ma co zbytnio rozpaczać nad tą decyzją, gdyż była (i zawsze będzie) ona tylko kwestią czasu. Jeśli nam to nie odpowiada to zawsze możemy poszukać jakiegoś zamiennika, a i ratunkiem może okazać się Linuks, który potrafi uratować niejeden starszy sprzęt nieprzystosowany do nowego Windowsa. Tak czy siak powinniśmy jak najszybciej znaleźć rozwiązanie z tej sytuacji, gdyż od tego zależy nasze bezpieczeństwo w sieci.

Microsoft jakiś czas temu zapowiedział, że jego personalny asystent będzie obecny na wszystkich trzech, głównych platformach mobilnych – Windows Phone, iOS oraz Android. Ruch ten jest częścią aktualnej strategii tejże firmy, która zakłada dotarcie ze swoimi usługami do jak największego grona użytkowników. Cierpią na tym osoby korzystające z WP, które nierzadko nie mają dostępu do aplikacji obecnych na innych systemach – oczywiście zmieni się to wraz z nadejściem Windows 10 Mobile, jednak nim to nastąpi jeszcze trochę czasu upłynie.CortanaHeroTak czy siak jakiś czas temu ruszyły testy Cortany w wersji przeznaczonej dla zielonego robocika, toteż wielu użytkowników iOS wyczekiwało odsłony dla nich stworzonej. Okazuje się, że dłużej nie będą musieli czekać, gdyż uruchomiono zapisy na nie. Pewną niedogodnością może być jednak fakt, iż ograniczono je wyłącznie do terytorium USA oraz Chin, aczkolwiek z czasem stan ten powinien ulec zmianie.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy krok ten wyjdzie im na dobre, czy też nie. Na pewno zadowoleni będą posiadacze innych niż Windows Phone platform, jednak Ci, którzy wybrali produkt Microsoftu mogą poczuć się odsunięci na dalszy tor. Asystent głosowy miał być swego rodzaju wyróżnikiem na tle konkurencji, a okazuje się, że ostatecznie tak się nie stanie.

Microsoft ze swoim OneDrive od dłuższego czasu był godną konkurencją dla Google Drive czy Dropboxa. Relatywnie duża przestrzeń na dane oraz dopracowane aplikacje klienckie były jego największą siłą, dzięki którym firma zdobyła tak wielu zadowolonych użytkowników. Sęk w tym, że nawet najlepsza sielanka nigdy nie trwa wiecznie, o czym raczył nam Microsoft przypomnieć. Ostatnie informacje opublikowane przez nich nikogo nie napawają zbytnim optymizmem – łagodnie rzecz ujmując.OneDrive-API-launch-blog-post-bannerIch najnowsze, dość radykalne podejście do przestrzeni dyskowej zaowocowało drastycznym zmniejszeniem jej ilości i co ciekawe, tyczy się to zarówno darmowych, jak i płatnych użytkowników. Najbardziej odczują to jednak Ci pierwsi i to zwłaszcza wtedy, gdy z OneDrive są już od dłuższego czasu. Niezależnie od tego ile udało nam się uzbierać dodatkowego miejsca firma zdecydowała się i tak nam to odebrać, by wszystkich zrównać do poziomu 5 GB. Jest to fatalna wiadomość, gdyż wielu konsumentów mogło pochwalić się pojemnością na poziomie przeszło 30 GB. Jeśli zaś chodzi o subskrybentów tejże usługi, to tutaj sprawa wcale lepiej nie wygląda. Dotychczas teoretycznie nielimitowana przestrzeń uzyskana za pośrednictwem wykupienia Office 365 została ograniczona do 1 TB, co niby nie jest wartością małą, acz różnica pewnie dla niektórych będzie dotkliwa. Zmiany obejmą również obecnie dostępne pakiety o wielkości 100 GB oraz 200 GB – jak nie trudno się domyślić zostaną one zlikwidowane, a w ich miejsce powstanie nowy oferujący pojemność 50 GB. Sęk w tym, że cena pozostanie taka sama jak w przypadku 100 GB, więc dostaniemy mniej za tą samą kwotę. Opisywane, dramatyczne zmiany zaczną obowiązywać wraz z nastaniem przyszłego roku, toteż jeśli posiadamy danych więcej niż wspomniane 5 GB należałoby coś z tym zrobić już teraz.

Since we started to roll out unlimited cloud storage to Office 365 consumer subscribers, a small number of users backed up numerous PCs and stored entire movie collections and DVR recordings. In some instances, this exceeded 75 TB per user or 14,000 times the average.

Na całe szczęście Microsoft wspaniałomyślnie zaoferuje rekompensaty wszystkim tym, którzy poczują się w jakiś sposób dotknięci nowościami w OneDrive. Ponadto osoby obecnie korzystające z planów 100 oraz 200 GB nie zostaną objęci zmianami – dopóki im one nie wygasną i nie będą chcieli zakupić nowych. Co ciekawe, dla darmowych użytkowników również przygotowano swego rodzaju zadośćuczynienie, gdyż podobnie do płacących będą oni mieli dostęp do swoich ponadstanowych plików przez okrągły rok i dopiero po tym czasie będą im one usuwane. Jakby tego było mało, prawdopodobnie w momencie przekraczania tego 5 GB limitu zyskamy możliwość odebrania pakietu Office 365 na okrągły rok – ciekawe czy firma się z tego faktycznie wywiąże.

Microsoft ostatnimi czasy dość mocno rozwija swoje oprogramowanie na platformę Android. Momentami odbywa się to kosztem Windows Phone, na co szczególnie narzekają użytkownicy, którzy zdecydowali się na tenże system. Jednak niezależnie od ich opinii firma cały brnie przed siebie i co rusz wydaje kolejne uaktualnienia dla swoich aplikacji. Tym razem padło na asystenta głosowego zwanego Cortana, który doczekał się opcji ciągłego nasłuchiwania otoczenia.hey-cortana-android-screensJak działa wspomniana funkcja? Po jej uruchomieniu nasz smartphone zamienia się w przenośny, cały czas uruchomiony mikrofon i to niezależnie od stanu w jakim jest nasze urządzenie – działa to zarówno na odblokowanym, jak i zablokowanym ekranie. Jedynym scenariuszem kiedy nie będzie to funkcjonować jest całkowite wyłączenie urządzenia (lub po prostu nie uruchamianie tej funkcji – co chyba oczywiste). Prowadzić to może do dość zabawnych sytuacji, kiedy to naszego głosu i ewentualnego rozkazu wyczekiwać będzie dwóch asystentów – doinstalowana Cortana oraz wbudowany Google Now.

Choć produkt Microsoftu wciąż zauważalnie odstaje od tworu Google, to jednak cieszy fakt, iż jest on systematycznie rozwijany. Danie użytkownikom wyboru na pewno się im przysłuży, gdyż konkurencja stymuluje chęć wprowadzania kolejnych udoskonaleń przez twórców oprogramowania. Jeśli gigant z Redmond dalej będzie podążał wytyczonym przez siebie torem to w przyszłości może się okazać, że z racji swojej multiplatformowości Cortana okaże się znacznie lepszym wyborem.

Już jakiś czas temu za pośrednictwem Twittera zapytano użytkowników Windows Phone, czy od nadchodzącego Windows 10 Mobile oczekują trybu horyzontalnego. Nie trzeba było długo czekać na dość jednogłośną odpowiedź, wedle której wręcz wymagano pojawienia się takowego. Jest to o tyle pożądana funkcja, gdyż konkurencja zdążyła się już jej dorobić i w zasadzie tylko Microsoft pozostaje w tyle. Jakby tego było mało, praktycznie każdy element systemu Windows wspiera taką pozycję urządzenia, aczkolwiek wciąż pozostał jeszcze ekran startowy (wraz z listą aplikacji) oraz centrum akcji.Bez-tytułu4-624x700Przez bardzo długi okres nie mieliśmy żadnych nowych informacji z tego zakresu, lecz wreszcie zdecydowano się przełamać milczenie. Jak to zwykle bywa, tak i tym razem wszystkiego dowiadujemy się nieoficjalnie, zatem należy zachować pewną dozę ostrożności w ewentualnych osądach. Tak czy siak pojawiły się zdjęcia sugerujące, że Microsoft faktycznie jest w trakcie opracowywania takiego rozwiązania. Widzieć możemy na nich, iż choć cały główny ekran wciąż pracuje w trybie pionowym, o tyle pasek stanu oraz nawigacyjny już działają w poziomie. Nie inaczej jest na liście aplikacji, która mimo przewijania w pionie wyświetla poziome menu kontekstowe. Oczywiście to może być jedynie zwykły błąd systemu (ewentualnie spreparowany zrzut), aczkolwiek nie ulega wątpliwości, że podobne rozwiązanie prędzej czy później się pojawi – oby jak najszybciej.

Bój między gigantem z Redmond a tym z Mountain View trwa w najlepsze już od dobrych kilku lat. Jego owocem była masa kampanii reklamowych, których zadaniem było bezpośrednie ugodzenie w konkurenta, jednak nie zawsze się to udawało. Głośne Scroogled opracowane przez Microsoft odniosło wręcz odwrotny skutek, przez co wiele osób odwróciło się od tej firmy zarzucając jej niekonsekwencję. Wszystko to sprawiło, że ostatnie porozumienie obu gigantów było ogromnym zaskoczeniem dla konsumentów, gdyż na jego mocy zakończonych zostało 20 trwających do tej pory rozpraw sądowych na tle patentowym. Co ciekawe, na tle tych wydarzeń powstało wiele śmiałych spekulacji, jakoby miało to oznaczać rychłe powstanie Google Apps dla systemu Windows 10.Scroogled-640x359Wciąż nie wiadomo na ile te pogłoski są prawdziwe a na ile nie, aczkolwiek wydają się one dość prawdopodobne. Na pewno wspomniane porozumienie ma jakieś drugie dno o którym aktualnie nic nie wiemy. Gdyby jednak okazało się to prawdą, to niewątpliwie Windows 10 wiele by na tym zyskał, gdyż brak chociażby komunikatora Google Hangouts jest bardzo często stawiany jako główny zarzut przeciwko produktowi Microsoftu. Jeśli w ogóle coś takiego dojdzie do skutku, to na pierwsze tego efekty przyjdzie nam jeszcze poczekać – co najmniej do premiery Windows 10 Mobile.

W ostatnich miesiącach prawdziwą furorę robią wszelkiej maści urządzenia dające nam możliwość oglądania wirtualnej rzeczywistości. Czy to profesjonalne sprzęty jak Oculus Rift lub PlayStation VR, czy stacje dokujące, do których wkładamy smartphona pokroju Gear VR – wszystkie cieszą się niemałą popularnością, choć ich cena jest dla wielu zaporowa. To właśnie argument kwoty spowodował, że Google zdecydowało się podejść do tego od trochę innej strony. Zamiast sprzedawanych przez producentów konstrukcji zdecydowano się stworzyć ich kartonową wersję, którą każdy zainteresowany będzie mógł samodzielnie wyciąć i złożyć we własnym domu. Pomysł oczywiście spodobał się konsumentom toteż zaczęto z nich dość intensywnie korzystać – spowodowało to oczywisty ruch ze strony konkurencji i jak się obecnie okazuje, już niebawem i Microsoft zaprezentuje coś podobnego.microsoft-vr-kitSkąd posiadamy takowe informacje? Pierwsze dane na temat Microsoft VR Kit pojawiły się na witrynie promującej nadchodzący hackthon. Na grafice zachęcającej do tworzenia aplikacji dla wirtualnej rzeczywistości pojawiły się dziwne, wyglądające na tekturowe gogle i to wystarczyło, by wywołać falę spekulacji. Ciężko powiedzieć w obecnej chwili cokolwiek więcej, gdyż wspomniane wydarzenie odbędzie się dopiero 17 października toteż dopiero wtedy ostatecznie dowiemy się o co tak naprawdę chodzi. Co ciekawe, na powyższej stronie zaznaczono również, że wszystkie osoby z interesującymi pomysłami dostaną VR Kit całkowicie za darmo. Oczywiście miałby on współpracować wyłącznie z Lumiami, przez co jego krąg ewentualnych zainteresowanych byłby odpowiednio uszczuplony.

W świetle początkowych przykładów gigantowi z Redmond będzie niewątpliwie dość ciężko wybić się na rynku, o ile w ogóle zdecyduje się udostępnić wspomniany VR Kit poza hackthon. Już obecnie wybór jest niemały, a gdy dojdą do tego zapowiadane od jakiegoś czasu produkty to zrobi się jeszcze ciaśniej. Może się okazać, że zakorzeniona w konsumentach niechęć do Microsoftu weźmie tutaj górę i już na starcie zostaną przekreśleni – lecz o tym przekonamy się najwcześniej za lekko ponad tydzień.

Microsoft wraz z Windows 10 Mobile postanowił, że przeniesie do świata mobilnych kafelków cząstkę Androida (i to dość sporą). Dokonało się to oczywiście na różnych płaszczyznach, z których najbardziej widoczną jest zmiana wymagań dotyczących projektowania interfejsu aplikacji. Ta mniej ciekawa dla konsumentów znajduje się jednak znacznie głębiej, gdyż w samym jądrze systemu – to właśnie w nim zaszyto kernel linuksa, dzięki któremu funkcjonuje Android.astoria supportSprawia to, iż w dość prosty sposób jesteśmy w stanie instalować aplikacje wpisane z myślą o Androidzie i choć niestety nie wszystkie chcą z nami współpracować, to jednak znaczna ich część działa bez większych problemów. To jednak dopiero początek, gdyż to co najważniejsze jest dopiero przed Microsoftem – zachęcenie deweloperów do skorzystania z nowych narzędzi, by przenosili swoje aplikacje na Windows 10 Mobile. Czym więc firma postara się ich przekonać? Jak się okazuje zapewniono wsparcie dla całkiem pokaźnej ilości funkcji, które obecne są w popularnych aplikacjach. Niestety wciąż pozostało jeszcze kilka rzeczy do dodania, jednak nie należy się jakoś szczególnie tym martwić, gdyż braki te zostaną wyeliminowane z czasem.  Z drugiej strony wciąż pozostają elementy, których prawdopodobnie i tak nie dodadzą nawet w późniejszym czasie, a ich brak może być potencjalnie odczuwalny przez użytkowników. Warto tutaj wspomnieć chociażby o braku wsparcia dla Bluetooth LE, bez którego korzystanie ze wszystkich ubieralnych urządzeń jest prawdziwym wyzwaniem dla baterii naszego smartphona.

Nie wiadomo jak na razie jak na wspomniane niedociągnięcia zareagują deweloperzy i czy czasem nie zniechęci ich to do skorzystania z projektu Astoria. Niektóre braki mogą być prawdziwym utrapieniem dla konsumentów, którzy mogą w ten sposób zrezygnować z danego produktu – może to okazać się ciosem dla twórców oprogramowania. Dlatego też kluczowe będą najbliższe tygodnie, w których Microsoft wykona ostatnie szlify i nada całemu projektowi ostateczny kształt.

Microsoft wraz z premierą Windows 10 postanowił dostarczyć konsumentom całkowicie nową przeglądarkę, która miałaby zerwać z dość niechlubną historią Internet Explorera. W założeniach nowy produkt miał być szybszy, przyjaźniejszy dla użytkownika i oczywiście nie straszne miały mu być internetowe standardy. Jak się po premierze okazało wyszło z tym średnio, gdyż stabilność i wygoda pracy przy pomocy Microsoft Edge pozostawia bardzo wiele do życzenia.capture20150912224804005Oczywiście gigant się nie poddaje i począwszy od ostatecznego udostępnienia Windows 10 rozpoczęły się prace nad jego kolejnymi aktualizacjami, o czym przekonać mogliśmy się za pośrednictwem programu Windows Insider. Do ich nowej przeglądarki dodawane są kolejne funkcje, które mają przekonać nas do korzystania z niej i co ciekawe, tym razem padło na wsparcie dla produktów od Google – WebM oraz VP9. Takowego ruchu nie należy oczywiście upatrywać w hołdzie oddanym konkurentowi, a w tym, że Microsoft stara się jak może by zainteresować konsumentów swoim produktem – jak na razie bezskutecznie. Czym więc jest wspomniany VP9? Jest to koder video tworzony przez giganta z Mountain View, który jest bezpośrednim konkurentem dla popularnego HEVC i by móc z nim się mierzyć postanowiono wykorzystywać go domyślnie na YouTube. Zapewnia to znacznie lepszą jakość przy stosunkowo dużej kompresji, co pozwala bezproblemowo przeglądać materiały nagrane w rozdzielczości 4K, które są coraz częściej publikowane za pośrednictwem wspomnianego portalu.

Choć długo zajęło Microsoftowi zapewnienia wsparcia dla opisywanego kodeka (Chromium obsługuje go już od grudnia 2012 roku), to jednak dobrze, że wreszcie zdecydowano się na podjęcie zdecydowanych działań w tym zakresie. Z racji jego otwartości jest on coraz częściej wykorzystywany w różnego rodzaju produktach, toteż chociażby przez wzgląd na to gigant nie mógł pozostać obojętny. Jednak wciąż pozostaje jeden, nierozwiązany problem trapiący Microsoft Edge – dość mierna optymalizacja. Jeśli do listopadowego uaktualnienia firma nic z tym nie zrobi, to nawet gdyby ich przeglądarka robiła dla nas śniadanie to niewiele osób zdecyduje się na korzystanie z niej.