Kilka miesięcy temu Google ogłosił, że obsługa sklepu Google Play trafi na Chromebooki. Zrobiono jak obiecano, jednakże sama jego obecność to nie wszystko. Wciąż wymagane było zaangażowanie ze strony deweloperów, gdyż nie wszystkie aplikacje działały poprawnie. Nawet Microsoft postanowił w końcu zrobić krok w tym kierunku i zaktualizował swój mobilny pakiet Office.

Microsoft Office

Dzięki temu jest on dostępny na wszystkich Chromebookach, które otrzymały wsparcie dla Google Play. Co prawda niektórzy użytkownicy mogli je pobierać od dawna, jednakże nie funkcjonowały one jak powinny, a niekiedy wcale. Warto nadmienić, że w skład omawianego pakietu wchodzi wyłącznie Word, Excel oraz PowerPoint. Ponadto, nie zrezygnowano z wymogu posiadania subskrypcji Office 365 jeśli nasze urządzenie posiada ekran o przekątnej większej niż 10,1 cala.

Zeszły tydzień przyniósł niewątpliwie druzgocącą informację dla Microsoftu. Otóż najnowsze dane przedstawione przez StatCounter ukazały nam zejście Windows z podium, na które dumnie wkroczył Android. Dla uściślenia warto dodać, iż mowa tutaj o wszystkich urządzeniach łączących się z siecią – desktopach, laptopach, tabletach i smartphonach razem. Sytuacja ta jest ogromnym ewenementem, gdyż do tej pory Windows na swojej pozycji był niezagrożony.

Android & Windows

Wynik na poziomie 37,93% osiągnięty został przez Androida w marcu i choć nie jest to druzgocąca przewaga (względem 37,91%) to mimo lider może być tylko jeden. Cała sprawa została skomentowana przez Aodhana Cullena, będącego CEO firmy StatCounter – „Osiągnięto kolejny kamień milowy w świecie technologii, co jest końcem pewnej ery”. Windows trwał na pierwszym miejscu nieprzerwanie od 1980, jednakże Androidowi wystarczyło zaledwie 5 lat by go pokonać.

Wskazuje się tutaj na ogromny wzrost sprzedaży smartphonów, przy jednoczesnym zahamowaniu wzrostu rynku desktopów i laptopów. W końcu już teraz nietrudno znaleźć osoby, które całkowicie zrezygnowały z klasycznych komputerów na rzecz ich podręcznych odpowiedników.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy dość często przeczytać mogliśmy informacje, że jakaś firma porzuciła wsparcie dla Windowsa XP. Mowa tutaj chociażby o Google, które zdecydowało się całkowicie wstrzymać aktualizacje Google Chrome. Z czasem dojdzie do tego niemożność uruchomienia Gmaila, co dla wielu osób może być dość dotkliwe – no chyba, że zawczasu zmienimy przeglądarkę. Niemniej trend ten jest nieunikniony i raczej nikogo nie powinien on dziwić . W końcu firmy technologiczne nie chcą wspierać, w ich mniemaniu, przestarzałych rozwiązań.

Na podobny ruch zdecydował się również Microsoft, choć mowa tutaj nie o Windows XP, a o starych odsłonach Skype. W kontekście Windows mowa tutaj o wersji 7.16 i wcześniejszych, natomiast w przypadku macOS są to wydania od 7.0 do 7.18. Po 1 marca nie będziemy w stanie zalogować się do w/w klientów. Jeśli więc wciąż chcemy korzystać z tego komunikatora, to powinniśmy go niezwłocznie zaktualizować.

Powodem takiego stanu rzeczy jest stopniowe przechodzenie z infrastruktury peer-to-peer na jej nowszy odpowiednik. Ma on być nowoczesny oraz przyjazny urządzeniom mobilnym, gdyż całość opierać się będzie na chmurze. W tym kontekście dziwi więc fakt, iż Microsoft ani słowem nie wspomniał o wersjach Skype przeznaczonych na smartphony. Niemniej nie należy się spodziewać ich specjalnego traktowania, toteż z czasem i je dotkną wyżej opisywane zmiany.

Google równolegle z premierą Androida 7.1 oraz smartphonów z linii Pixel zaprezentował nam niejakiego Google Home. Jest on bezpośrednią konkurencją dla dość popularnego, domowego asystenta Amazonu, czyli Amazon Echo. Takowy ruch nie mógł pozostać bez echa ze strony Microsoftu, który według redaktorów portalu WindowsCentral pracuje nad czymś podobnym.

Słowo „podobnym” zostało tutaj użyte nie bez powodu, gdyż Home Hub nie będzie samodzielnym asystentem / sprzętem, tak jak wcześniej wspomniane produkty. Zamiast tego postanowiono stworzyć programowe rozwiązania, które poszerzą obecne możliwości Windows 10. Skupiać się mają na automatyce domowej oraz wymianie plików pomiędzy urządzeniami obecnymi w naszej sieci.

universal-windows-apps

Jakby tego było mało, wraz z Home Hub zadebiutować ma nowy typ konta użytkownika – familijny. Od klasycznego różnić się będzie brakiem hasła zabezpieczającego logowanie oraz nieskrępowany dostęp do wcześniej udostępnionych danych. Oczywiście z jego poziomu wciąż będziemy mogli dostać się do swoich prywatnych plików, jednakże będzie to wymagać dodatkowej autoryzacji.

Warto również wspomnieć o Connected Home, który ma zostać oddelegowany stricte do obsługi automatyki domowej. W jego ramach mają być wspierane wszystkie urządzenia obsługujące standard OCF oraz OpenT2T. Warto również zaznaczyć, że całość, dzięki Cortanie, będzie obsługiwać komendy głosowe.

Microsoft Edge od samego początku nie ma zbyt lekkiego życia, gdyż początkowe, szumne zapowiedzi praktycznie w ogóle nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości, a i wiele podstawowych rzeczy nie działało tak jak powinno. Poskutkowało to bardzo szybkim odwrócenie się od niego wielu konsumentów, którzy za nic nie chcieli wyczekiwać nadchodzących zmian.

Nie dziwi więc fakt, że Microsoft tak desperacko stara się uatrakcyjnić swoją najnowszą przeglądarkę w oczach użytkowników Windows 10, na co dość dobitnie wskazuje niedawno wydany Anniversary Update. Wraz z nim w Microsoft Edge pojawiło się wsparcie dla rozszerzeń i choć na chwilę obecną nie ma ich zbyt wiele (raptem 13), to być może najnowszy ruch firmy odwróci złą passę. Otóż zdecydowano się wydać narzędzie o wdzięcznej nazwie Microsoft Edge Extension Toolkit, którego głównym zadaniem jest ułatwienie pracy programistom chcącym wydać swoje rozszerzenia dla tejże przeglądarki. Zasada jego działania opiera się na konwertowaniu dodatków pisanych z myślą o Google Chrome w taki sposób, by mogły być one uruchamiane w produkcie Microsoftu działającym na Windows 10 Anniversary Update (wersja 14393.10). Prócz lakonicznego opisu pochodzącego ze sklepu brak jest jakichkolwiek bardziej szczegółowych informacji na jego temat, lecz jeśli jednak ktoś zapragnie z niego skorzystać, to powinien udać się do sklepu Windows.

Google raczej niezbyt pobłażliwym wzrokiem spogląda w kierunku mobilnego Windowsa i choć powodem tego mógłby być jego dość niski udział rynkowy, to jednak niejednokrotnie już udowodniono, że ta niechęć może mieć całkiem inne podłoże. W końcu czym innym jest nie wydawanie aplikacji na konkurencyjny system, a czym innym jest umyślne blokowanie niektórych rozwiązań.Google-Outlook

Coś podobnego niedawno przytrafiło się Microsoftowi i jego klientowi poczty na Windows 10, który to został sklasyfikowany przez Google jako „less-secure app”, co wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Otóż w takim przypadku niemożliwym jest zalogowanie się do takowego programu, co dla niektórych konsumentów może być dość uciążliwe. Gdy coś takiego nam się przytrafi, wtedy Google wyśle na naszą skrzynkę wiadomość ze stosowną informacją i linkiem prowadzącym do ustawień tegoż mechanizmu. Jeśli wciąż będziemy chcieli korzystać z klienta poczty to nie pozostanie nam nic innego jak jego całkowite wyłączenie.

Oczywiście może to być wyłącznie chwilowy problem, a nie celowe zagranie ze strony Google – niemniej patrząc przez pryzmat dotychczasowych działań tejże firmy odpowiedź wydaje się być oczywista.

Gigant z Redmond mimo mocnego naporu od strony Google nie poddaje się i systematycznie rozwija swoją wyszukiwarkę Bing, którego od pewnego czasu można uważać za dość rozbudowaną platformę. W całości oparta jest na nim Cortana, a i Siri od Apple korzysta z jego możliwości. Choć raz po raz dodawane są do niego kolejne nowości, to jednak na wielu rynkach nie potrafi się on znacząco wybić – szczególnie w naszym kraju, gdzie jest znacznie ograniczony względem wersji przeznaczonej na rynek US.bing-speed-test Czy jest nad czym ubolewać? Zależy od konkretnej osoby, aczkolwiek na pewno najbardziej poszkodowani są tutaj użytkownicy Windows 10, którzy w ten sposób pozbawieni są głosowego asystenta – Cortany. Również nadchodzący widżet umożliwiający ocenę prędkości naszego Internetu nie będzie nam przeznaczony i co ciekawe, w zasadzie mało kto ma do niego dostęp. O nowej funkcjonalności zostaliśmy poinformowani za pośrednictwem Twittera, gdzie pojawił się zrzut ekranu narzędzia speedtest wbudowanego bezpośrednio w Binga. Redakcja Windowscentral próbowała uzyskać do niego dostęp, jednak bezskutecznie – wszystko wskazuje na to, że opisywany widżet udostępniony jest na razie wyłącznie w formie testowej. Niezależnie od tego wciąż pozostaje jedno, podstawowe pytanie – czy jako źródło wyników wykorzystywany jest tutaj portal SpeedTest.net, czy też może Microsoft zaimplementował tutaj funkcje znane z jego aplikacji Network Speed Test.

Niedawno dotarły do nas informacje dotyczące implementacji kolejnych ciekawych rozwiązań w wyszukiwarce Bing.­ Mają one przekonać nas do skorzystania z niej zamiast produktu konkurencji (Google) i choć Microsoftowi średnio to wychodzi, to jednak się nie poddaje i wciąż opracowuje kolejne udogodnienia. Tym razem padło na produkt oparty o Binga, czyli głosowego asystenta zwanego Cortana, a dokładniej rzecz ujmując na jego desktopową wersję obecną na Windows 10.

cortana-search-new2 Czymże uraczyła nas tym razem firma? W zasadzie drobnymi poprawkami z zakresu wyświetlania wyników, które choć jakoś diametralnie nie usprawnią całego procesu, lecz na pewno niektórym użytkownikom ułatwią odnalezienie pożądanych danych. Otóż dodano nam filtry dostępne z poziomu okna wyszukiwania, które można uruchomić poprzez kliknięcie trzech kropek znajdujących się w prawym, górnym rogu. Niestety ich liczba na razie nie jest zbyt spektakularna, gdyż do dyspozycji oddano nam jedynie 4 – Web, Apps, Settings, Files. Choć skorzysta z tego stosunkowo mała liczba osób z racji nikłej dostępności Cortany w różnych regionach, to mimo wszystko cieszy fakt, że Microsoft stale ją udoskonala.

Gigant z Redmond ostatnimi czasy stara się aktywnie działać na wielu różnych rynkach, na których dotychczas nie było go w ogóle lub zajmował bardziej niż niszową pozycję. Na chwilę obecną nie widać w tym aspekcie żadnych spektakularnych sukcesów, gdyż choć jego sytuacja poprawia się tam z miesiąca na miesiąc, to jednak wciąż daleko jej do idealnej – konkurencja radzi sobie z tym znacznie lepiej.capture20160112233105211Nie ma więc co się dziwić, iż zaczynają do nas docierać przecieki dotyczące kolejnego przedsięwzięcia ze strony Microsoftu. Tym razem padło na usługę analogiczną do tej jakiś czas temu zaprezentowanej przez Google, która zakłada stworzenie własnej karty SIM i za jej pośrednictwem zapewniania dostępu do Internetu. Już teraz testowana jest aplikacja przeznaczona dla Windows 10 mająca służyć do uzyskania dostępu do sieci pochodzącej od różnych operatorów bez zawierania z nimi żadnej umowy. Po przejściu do sklepu otrzymujemy dość obszerny opis informujący o tym, iż aplikacja wymaga (co oczywiste) Windows 10 oraz specjalnej karty SIM od firmy Microsoft.

Niestety na tę chwilę nie wiadomo nic na temat ewentualnej dostępności, a tym bardziej wielkości i ceny poszczególnych pakietów. Można domniemywać, iż w Polsce takowych nigdy nie ujrzymy, gdyż większość usług Microsoftu w ogóle nie jest dla nas przeznaczonych. W zasadzie jedyne co wiemy to fakt, że ewentualne paczki danych sprzedawane mają być za pośrednictwem Windows Store i będą one podpięte pod nasze konto Microsoft.

Microsoft w swojej najnowszej przeglądarce bardzo mocno rozwinął swój autorski silnik JavaScriptu – Chakra. Pierwotnie zadebiutował on w Internet Explorerze 9, jednak tamtejsza implementacja zbytniej przychylności społeczności nie zyskała, gdyż wydajnością dalece odbiegała od rozwiązań konkurencji. Diametralnie zmieniło się to dopiero wraz z premierą Microsoft Edge i jak się obecnie okazuje, to nie koniec zmian zaplanowanych przez Microsoft.chakra_chakracore_componentizationOtóż wraz z nadejściem stycznia firma umieści na GitHubie silnik ChakraCore. Dopisek „core” oznacza w tym przypadku tylko (lub aż) tyle, iż jest to produkt całkowicie pozbawiony naleciałości odwołujących się do innych tworów tegoż giganta. Dzięki temu jest on całkowicie autonomiczny i niezależny od jego implementacji znanej z Windows, a to z kolei sprawia, że skorzystać będzie mógł z niego każdy zainteresowany. Z początku pewnym problemem może być jednak fakt, iż projekt ten kompatybilny będzie wyłącznie z Windows, choć z czasem ma się to oczywiście zmienić. Firma bowiem dąży do sytuacji, w której ich silnik stanie się w pełni wieloplatformowym produktem – w sumie nie ma co się dziwić takiemu podejściu, gdyż taka obecnie panuje tendencja na rynku. W kontekście ChakraCore warto jeszcze nadmienić, iż wspierać będzie nie tylko asm.js i SIMD, ale i w pewnym stopniu również ECMAScript 2015 (ES6).

Wydawać by się mogło, że na rynku zdominowanym przez Google i jego produkty nie ma już choćby najmniejszego miejsca dla innych firm, a tym bardziej dla głównego rywala – Microsoftu. Okazuje się jednak, że już teraz Intel, AMD oraz NodeSource zapowiedzieli wsparcie dla projektu giganta z Redmond, dzięki czemu powinien się on prężnie rozwijać w kierunku konkretnych zastosowań. Zapewnić ma to jego udostępnienie na licencji MIT, która znana jest ze swojej elastyczności i dużej swobody w modyfikowaniu. Ruch ten niewątpliwie przyczyni się do znacznego poprawienia zamkniętego wydania (Chakra), gdyż Microsoft będzie mógł praktycznie bez skrępowania wykorzystywać zmiany poczynione w ChakraCore – sytuacja ta podobna jest do tej występującej między Chromium i Google Chrome.