Raz na jakiś czas Microsoft stara się przekonać użytkowników Windows 10, że ich przeglądarka jest najlepszym wyborem. Dotychczas niewiele z tego wynikało, niemniej, firma wciąż nie daje za wygraną. Dlatego też niedawno udostępniono kolejne wideo ukazujące wyższość Microsoft Edge w kontekście optymalizacji zużycia zasobów ogniw skrytych w naszych urządzeniach. Jako kontrast jak zwykle użyto jego bezpośrednich konkurentów, tj. Google Chrome oraz Mozilla Firefox.

Dzięki powyższemu filmikowi dowiedzieliśmy się, że oglądając wideo online z daleka od zasilania wytrzymamy 63% dłużej niż w przypadku Firefoxa. Jeśli chodzi o Chrome, to osiągnięty wynik nie robi już tak ogromnego wrażenia, choć wciąż warty jest odnotowania – wyniósł on 19%. Niestety poskąpiono jakichkolwiek danych dotyczących wykorzystanej metodologii, więc podane liczby trudno brać na poważnie. Tym bardziej, że nie wiadomo nawet z jakich wersji przeglądarek skorzystano. Raczej nie trzeba nikogo przekonywać, że mogło to mieć ogromny wpływ na przebieg badania.

Microsoft przy okazji Anniversary Update pochwalił się, jakie postępy poczyniono w kontekście rozwoju Microsoft Edge. Jej głównym atutem, wyróżniającym tę przeglądarkę na tle konkurencji, miała być energooszczędność. Niedawne pojawienie się Creators Update zmotywowało firmę do ponownego przeprowadzenia eksperymentu, który, jak nie trudno się domyślić, zapewnił ten sam rezultat.

W walce zestawiono trzy przeglądarki – Microsoft Edge 40.15063.0.0, Google Chrome 57.0.2987.133 (64-bit) oraz Firefox 52.0.1 (32-bit). Maszyną testową był sprzęt wyposażony w procesor i5-6300U @ 2.4GHz 2.5GHz, 8GB RAM oraz grafikę Intel HD Graphics 520. Co oczywiste, całość pracowała na systemie Windows 10 Creators Update (build 15063.0).

Opierając się na metodologii dokładnie opisanej w podlinkowanym wpisie udało się osiągnąć interesujące rezultaty. Najgorszy wynik, na poziomie 7 godzin, 4 minut i 19 sekund osiągnął Firefox. Wyżej uplasował się Google Chrome, rozładowując komputer w 9 godzin, 17 minut i 3 sekundy. Na pierwszym miejscu znalazł się Microsoft Edge, który zapewnił 12 godzin, 31 minut i 8 sekund nieprzerwanej pracy.

Co prawda trzeba mieć na uwadze, że wszystko odbywało się w ściśle kontrolowanych warunkach. W typowych, domowych zastosowaniach sytuacja może przedstawiać się ciut inaczej. Niemniej, nie powinniśmy osiągać znacząco innych wyników.

Microsoft Edge dość średnio radzi sobie na skostniałym rynku przeglądarek. Choć firma za nią stojąca stara się jak może by zmienić ten stan rzeczy, to jak na razie nie bardzo im to wychodzi. Nawet cykliczne raporty traktujące o jej wyższości nad konkurencją nie dają żadnego efektu. Dlatego też Microsoft tak rozpaczliwie chce zachęcić konsumentów do skorzystania z niej, co doprowadziło do wyświetlania stosownych „sugestii” w samym Windows 10.

Do tego wszystkiego doszła niedawno informacja o ekskluzywnym wsparciu dla strumieniowania filmów w rozdzielczości 4K z serwisu Netflix. O czymś takim konsumenci korzystający z Google Chrome czy Firefox mogą jak na razie pomarzyć. Trzeba przyznać, że Microsoft wreszcie idealnie wyczuł sytuację, gdyż w/w jakość wideo zdobywa coraz większą popularność. Z drugiej strony trudno oczekiwać tego, iż użytkownicy szturmem zaczną korzystać z Microsoft Edge. Większość z nich nawet nie będzie w stanie skorzystać z nowych możliwości, gdyż ich sprzęt im na to nie pozwoli.

Microsoft nieustannie stara się, by przeglądarka Microsoft Edge nie została całkowicie wyparta ze świadomości konsumentów. Wychodzi im to różnie, jednak trzeba przyznać, że rozwijają ją dość prężnie. Choć jeszcze wiele pozostało do zrobienia w zakresie funkcjonalności, to najnowszy raport NSS Labs wskazuje na to, że przynajmniej pod względem bezpieczeństwa produkt ten wyprzedza swoją konkurencję.

Microsoft Edge NSS Labs

Microsoft Edge wyłapał 91,4% złośliwych stron (phishing) i zablokował 99% spreparowanych próbek. Wyniki osiągnięte przez przeglądarki Google Chrome i Firefox wynoszą odpowiednio 82,4% / 85,8% oraz 81,4% / 78,3%. Różnice w skuteczności są więc dość dobrze zarysowane, choć ciężko jednoznacznie stwierdzić, jak mają się one do rzeczywistości.

W teście użyto Microsoft Edge w wersji 38.14393.0.0, wydania Google Chrome o numerze 53.0.2785 oraz Firefoxa w odsłonie 48.0.2.

Premiera Windows 10 już dawno za nami, toteż większość użytkowników zdążyła już rozeznać się w jego nowych funkcjach. Niektóre zostały ciepło przyjęte (menu start), inne z kolei nieszczególnie (nieszczęsna telemetria) – jednak niechęć do wbudowanej przeglądarki pozostała niezmienna nawet po jej wymianie na nową. Choć jest to oczywiste patrząc na jej dość mierną jakość, to jednak Microsoft postanowił nie pozostawać biernym na takowe zjawisko. Nie dość, że oczywiste stale poprawia Microsoft Edge w kolejnych kompilacjach, to jeszcze zdecydował się na jej promocję za pośrednictwem wyszukiwarki Bing.Bing-Firefox-2Pierwsze informacje z tego zakresu dotarły do nas z portalu venturebeat, który doniósł, że podczas wyszukiwania informacji na temat Firefoxa lub Google Chrome otrzymali dodatkowy monit informujący o rekomendowaniu Microsoft Edge przez firmę Microsoft. Po jego kliknięciu przenoszeni jesteśmy na stronę przedstawiającą wszystkie nowe funkcje przeglądarki oraz zachwalającą jej szybkość i przejrzystość. Co ciekawe, wspomniany komunikat nie pokazuje się u wszystkich użytkowników, gdyż na chwilę obecną wspierany jest jedynie język angielski – dlatego też chociażby polscy internauci są na razie od niego wolni (o ile w ogóle korzystają ze wspomnianej wyszukiwarki).

Wielu użytkowników zapewne zada sobie pytanie, czy takowy ruch ze strony giganta z Redmond nie powinien u nas budzić podejrzeń. Wydaje się, że jest to wręcz naturalna kolej rzeczy, gdyż Google robi dokładnie to samo w odniesieniu do swoich produktów (Google Search oraz Google Chrome) i to mimo, iż posiadają znacznie większe udziały rynkowe niż Microsoft. Dlatego też wydaje się, że decyzja twórcy Binga jest jak najbardziej uzasadniona, a przy tym jest dość nieinwazyjną formą reklamy – tym bardziej, że jest ona mała i w żaden sposób nie są blokowane wyniki wyszukiwania dotyczące innych przeglądarek.

Microsoft od jakiegoś czasu przechodzi dość burzliwą restrukturyzację, która objawia się w różnoraki sposób. Mało popularne usługi są zamykane, natomiast większy nacisk kładziony jest na teoretycznie przyszłościowe projekty, których rozwój w dłuższej perspektywie może się firmie opłacić. Są też produkty znajdujące się gdzieś pomiędzy, które są nawet popularne, lecz ich dalsze rozwijanie jest bezsensowne tak z perspektywy właściciela, jak i całego rynku. Do tej kategorii właśnie dołączył niechlubny Silverlight, który dla wielu użytkowników Linuksa jest wręcz solą w oku.silverlightW zasadzie już od kilku lat nie pojawiła się żadna jego nowa wersja, lecz mimo to jego udziały wcale szybko nie malały. Microsoft długo zwlekał z jakimiś oficjalnymi informacjami na jego temat, toteż firmy go wykorzystujące nie bardzo kwapiły się do jakichkolwiek zmian. Jak się teraz okazuje wreszcie przyszła na to pora, o czym dowiedzieliśmy się za pośrednictwem bloga Windows. Swoistym wprowadzeniem do tej nowej ery całkowicie pozbawionej zewnętrznych wtyczek stać się ma Microsoft Edge, który ostatnimi czasy jest dość mocno promowany. To właśnie on ma być przykładem dla innych, gdyż nie wspiera on już w żaden sposób tej nierozwijanej i przestarzałej technologii. Microsoft zachęca więc deweloperów by rozpoczęli migrację na alternatywne, nowocześniejsze, no i lepsze rozwiązania. Taka decyzja na pewno zostanie dobrze odebrana przez rynek, ponieważ wpisuje się ona w ogólnie panujący trend – nawet najbliżsi konkurencji przeglądarki Microsoftu, czyli Google Chrome oraz Firefox, pozbawieni zostali wsparcia dla przestarzałych wtyczek NPAPI. Warto też przy tym wspomnieć o bardzo popularnym portalu video jakim jest YouTube, który jakiś czas temu całkowicie przerzucił się na HTML5.

Miejmy nadzieję, że te wszystkie nowocześniejsze produkty faktycznie okażą się lepsze od swoich poprzedników. Zapewne każdy zdaje sobie sprawę, że bywa z tym różnie i niekiedy nowe technologie potrafią być prawdziwą męką dla swoich użytkowników. Już sam HTML5 bywa dość kontrowersyjnym tematem, gdyż posiada on wielu przeciwników, którzy zarzucają mu znacznie większe zapotrzebowanie na zasoby naszego sprzętu niż w przypadku technologii FLASH. Pomijając jednak te sporne kwestie przyznać trzeba, że świat pozbawiony wtyczek będzie dla konsumentów znacznie lepszym miejscem – przeglądarki pozbawione będą potencjalnych źródeł wniknięcia do naszego komputera, a i powinny działać przy tym zauważalnie szybciej. Czas pokaże czy takowa wizja będzie mieć odzwierciedlenie w naszej rzeczywistości.

O dedykowanej dla dotyku wersji Firefoxa na Windows 8 mówi się już od dawna. Swego czasu wydana została pierwsza jej odsłona, jednak przez niskie zainteresowanie szybko wycofano się z tego projektu. Przez długi okres Mozilla nie miała żadnego konkretnego zdania w tej sprawie, jednakże ta sytuacja powoli zaczyna ulegać poprawie. firefox-for-windows-8Wszystko za sprawą Windows 10, w którym nie tylko Microsoft pokłada wielkie nadzieje. Uniwersalne aplikacje z nim debiutujące przykuły na sobie uwagę wielu osób, które codziennie korzystają ze wspomnianej wcześniej przeglądarki. W tym celu powstał specjalny wątek na forum, w którym przedstawiono propozycję stworzenia wersji Firefoxa dedykowanej nowej odsłonie okienek. Nie trzeba było długo czekać na odzew ze strony programistów – zapewnili oni, że prośba ta zostanie przekazana dalej, w ręce odpowiednich osób. Tak wykonana aplikacja mogłaby nie tylko skorzystać z Cortany, ale i w łatwy sposób można by ją wtedy przygotować do dziania również na naszych smartphonach.

Oczywiście nie wiadomo czy takowa faktycznie powstanie, a tym bardziej kiedy mogłoby to nastąpić. Bądźmy jednak dobrej myśli, gdyż obecnie na naszych mobilnych urządzeniach brakuje dobrych przeglądarek, a taką niewątpliwie jest Firefox. Jak by nie zaklinać rzeczywistości, to jednak wielu osobom wciąż brakuje konkretnych aplikacji, a jedną z nich jest właśnie produkt Mozilli.

O tym do czego dąży Mozilla powinien wiedzieć każdy, kto choć trochę interesuje się tematami dotyczącymi różnorakich technologii. W skrócie rzecz ujmując firma ta wyobraża sobie świat, w którym Internet będzie prawdziwie wolny, a wszystkie jego zasoby będą dostępne dla każdego – bez żadnych dodatkowych wtyczek czy modyfikacji. Oczywiście bramą miałyby być przeglądarki internetowe, które wciąż ulepszane stają się coraz komfortowe w użytkowaniu. Dużą w tym zasługę ma mieć specjalny język programowania dla przeglądarek (asm.js), który jest niczym innym jak tylko konkretnym podzbiorem JavaScriptu. Dzięki niemu aplikacje webowe swoją wydajnością są w stanie dorównać tym natywnym, więc nie trudno się domyślić jak poprawi to wspomnianą wcześniej wygodę korzystania z sieci.asm-jsOczywiście asm.js sam w sobie nie zdziała nic, jeśli dana przeglądarka nie będzie z nim kompatybilna. Jak nie trudno się domyślić jako pierwszy wsparcia dorobił się Firefox w odsłonie 22, a z czasem dołączył do niego Chrome 28. Jak do tej pory próżno było oczekiwać od Microsoftu jakiejkolwiek zmiany w zakresie obsługi omawianego języka przez Internet Explorera, jednakże wraz z Windows 10 ulegnie to zmianie. Za pośrednictwem platformy User Voice wielu użytkowników wyrażało swoje zdanie, dotyczące asm.js w kontekście IE. Gigant z Redmond wreszcie postanowił wysłuchać głosu konsumentów i zapowiedział, że wprowadzi odpowiednie modyfikacje do swojego silnika Chakra, który właśnie odpowiada za uruchamianie kodu JavaScriptu w ich przeglądarce. Dzięki temu taki Unreal Engine 3 czy Unity będzie w stanie bezproblemowo działać w przeglądarce i to bez żadnych wcześniejszych zmian. Choć wciąż nie wiadomo czy dotyczy to wyłącznie Spartana czy również IE 12, to jednak można śmiało założyć, iż obie przeglądarki zostaną uwzględnione. Można tak przypuszczać głównie dlatego, gdyż oba produkty dzielą silnik skryptowy w 100%.Microsoft-SpartanJak więc widać Microsoft naprawdę zaczął się przykładać przy tworzeniu Windows 10. Wraz z jego premierą prawdopodobnie zostanie zlikwidowana większość obecnie występujących braków, które w oczach wielu dyskwalifikują produkty tej firmy. Lata stagnacji nie wyszły firmie na dobre, przez co teraz bardziej niż kiedykolwiek musi zabiegać o zainteresowanie wśród konsumentów. Widać to dobitnie w segmencie mobilnym, gdzie Microsoft stanowi w zasadzie margines.

Już od dłuższego czasu w kontekście Windows 10 mówi się o tajemniczym projekcie Spartan, pod którym miałaby się ukrywać kolejna odsłona przeglądarki Microsoftu. Nie bez powodu nie używam tutaj nazwy Internet Explorera, gdyż ów twór miałby z nią zerwać i prezentować sobą całkowicie odmienna filozofię. Wedle najnowszych doniesień Win10 byłby faktycznie wyposażony w rzeczonego Spartana, jednakże prócz niego wciąż mielibyśmy dostęp do klasycznego Internet Explorera w wersji 11. Tłumaczyło by to jego obecność i ciągły rozwój w testowych wydaniach najnowszych okienek.

Ponadto, jeśli wierzyć w słowa Mary Jo Foley nowy produkt miałby być wyposażony w silnik skryptowy Chakra oraz renderujący Trident, czyli dokładnie tak samo jak stary i poczciwy Internet Explorer. Spartan miałby być jednak znacznie lżejszy, a poza tym prawdopodobnie będzie łudząco podobny do Firefoxa czy Chrome i tak jak one ma obsługiwać rozszerzenia. Jeśli założyć, że Microsoft faktycznie zostawi Internet Explorera to nasuwa się jeden wniosek – Trident zostanie rozbity na dwie odrębne wersje. Takie informacje przedstawił Brand Sams z serwisu Neowin – wspomina on o jego podzieleniu na dwie niezależne biblioteki DLL. Jedna odpowiadałaby za renderowanie stron pisanych pod stare wydania IE, natomiast druga miałaby je renderować zgodnie z obecnymi standardami HTML5/CSS3.0285_Internet_Explorer_11_FavoritesWartym odnotowania jest fakt, iż przy okazji następcy Internet Explorera mówi się o jeszcze jednej sprawie. Skoro ma on być całkowicie nowym produktem i będzie niezależny od swojego poprzednika, to prawdopodobnym jest jego wydanie na inne platformy. Microsoft nie raz podkreślał, że IE faktycznie pozostanie przeglądarką na wyłączność systemów z rodziny Windows, jednakże Spartan ma się całkowicie odciąć od historii oraz złego postrzegania IExplorera. Dlatego też Mary Jo Foley i tutaj spekuluje, że wydanie go na inne platformy mogłoby wyjść firmie na dobre – w końcu jego konkurenci robią podobnie, a Satyi Nadelli bardzo zależy na multiplatformowości.

Pozostaje mieć nadzieję, iż Microsoft dopracuje swój produkt, gdyż o ile IE w obecnym wydaniu jest już dość szybkie, o tyle wsparcie dla najnowszych standardów wciąż jest niewystarczające. Brak obsługi rozszerzeń jest nie do przyjęcia dla wielu osób, przez co nawet nie chcą spróbować jego najnowszych wersji. Jeśli firmie uda się zerwać ze starym postrzeganiem, a do tego nie powtórzą tych samych błędów, to szykuje nam się bardzo interesujący produkt i być może wreszcie godny konkurent dla Google Chrome oraz Firefoxa.

Firma Apple na przestrzeni lat stworzyła (lub ulepszyła istniejące) genialne produkty, które swoją prostotą i niezawodnością zdobyły rzesze fanów na całym świecie. W całym tym portfolio brakuje jednak własnej wyszukiwarki internetowej, dlatego wiele firm chciałoby, by to właśnie ich produkt został tam wykorzystany.

Taka sytuacja nadarzy się już w przyszłym roku, gdyż to właśnie wtedy wygasa umowa licencyjna pomiędzy Google, a Apple. Z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, iż firma z Cupertino nie będzie zainteresowana współpracą z gigantem z Mountain View, gdyż wielu obeznanych w temacie obserwatorów tak właśnie uważa (Apple nie od dziś stara się odsunąć od usług Google). Dobrym wyborem byłby tutaj Bing od Microsoftu, który zresztą jest domyślną bazą dla głosowego asystenta Siri oraz systemu OS X. Skoro wyszukiwarka z Redmond jest już obecna w produktach Apple, to logicznym wydaje się ponowne sięgnięcie po nią.

bing-siri-featured

Oczywiście do wyboru pozostaje jeszcze Yahoo, które w stanach zjednoczonych radzi sobie nie najgorzej. Niedawno nawet zdobyło partnera w postaci Mozilli, która w swojej przeglądarce Firefox korzysta właśnie z jej rozwiązań.