Już w zeszłym roku rozpisywano się na temat chmurowego schowka, który miałby trafić do Windows 10. Niestety, mimo dużych partii różnorakich informacji żadna z nich nie znalazła odzwierciedlenia w rzeczywistości. Premiera stabilnego Redstone 4 za pasem, a zmodernizowany mechanizm wciąż się nie pojawił – nawet w wersji Insider. Wielu spekulowało, iż projekt ten całkowicie porzucono. Tym większym zaskoczeniem okazało się być ostatnie odkrycie.

Clipboard

Otóż najnowsza kompilacja dostępna w kanale Skip Ahead przynosi nową kartę w ustawieniach. Jak nie trudno się domyślić, odnosi się ona bezpośrednio do wspomnianego wcześniej chmurowego schowka. Na przedstawionym zrzucie nie znajdziemy zbyt wielu opcji, w zasadzie ograniczono się do dwóch. Możemy wybrać pomiędzy automatycznym oraz manualnym udostępnianiem treści na inne nasze urządzenia. Należy nadmienić, iż omawiana karta nie jest dostępna u wszystkich. Nie przedstawiono przy tym żadnego sposobu / warunku by móc wejść w jej posiadanie.

Rozpoczęcie prac nad Redstone 5 oznacza, że stabilny Redstone 4 jest już horyzoncie. Od dawna wiedzą o tym aktywni Insiderzy korzystający z szybkiego kręgu wydawania uaktualnień. Wszystko przez to, iż od dawna nie otrzymali żadnych nowości, a jedynie poprawki błędów. Dlatego też pojawiło się pytanie, kiedy Microsoft zdecyduje się udostępnić Spring Creators Update wszystkim konsumentom.

Redstone 4

Niedawno firma zabrała głos w tej sprawie, wreszcie podając ostateczny termin. Co jednak ciekawe, bardzo szybko uaktualniono opublikowany artykuł i wycofano się z tego, co napisano. Oczywiście w internecie nic nie ginie, dlatego wciąż mamy dostęp do wykonanego wcześniej zrzutu ekranu. Dzięki niemu wiemy, że pierwotną datą był kwiecień. Tajemnicą pozostaje jednak to, skąd wynikła zmiana i czy nie oznacza to niespodziewanych opóźnień.

Temat ociężałości działania Windows Update nie jest niczym nowym. Choć obecnie jest i tak znacznie lepiej niż jeszcze za czasów Windows 7, o tyle wciąż pobranie większej partii poprawek może być prawdziwą udręką. Usługa ta potrafi nadwyrężyć nawet najlepsze łącza, co szczególnie odczuwają posiadacze tych słabszych. Irytacja użytkowników jest więc bardziej niż uzasadniona, w związku z czym za pośrednictwem Twittera zapowiedziano nadchodzące zmiany.

Co prawda jak zwykle nie podano żadnych szczegółów, jednakże możemy być pewni, że przyśpieszenie pobierania aktualizacji jest jednym z głównych celów deweloperów. Widać to po stopiono wprowadzanych nowościach, m.in. zmniejszający rozmiar ściąganych pakietów Unified Update Platform oraz rozsyłanie uaktualnień poprzez LAN. Do tego dochodzi niedawna zapowiedź obsługi wznawiania przerwanego pobierania, co jest jedną z bardziej wyczekiwanych funkcji.

Pobieranie aktualizacji poprzez Windows Update potrafi być ogromną mordęgą. Usługa ta, choć regularnie usprawniana, nie do końca radzi sobie z ogromem użytkowników Windows. Jest to szczególnie odczuwalne w momencie posiadana słabszego łącza. Jeśli dodatkowo nałoży się na to niestabilne, często przerywane połączenie, to otrzymamy obraz prawdziwej rozpaczy.

Windows Update

W końcu Windows Update nie oferuje wznawiania przerwanego pobierania, więc za każdym razem musimy rozpocząć cały proces od nowa. Na całe szczęście zdradzono, że firma planuje wyeliminować ten irytujący mankament.  Niestety nie podano żadnych terminów, więc nie wiadomo jak długo przyjdzie nam na to czekać. Mówi się jednak, że zadebiutowałoby to wraz z premierą Redstone 5, który pojawi się w drugiej połowie tego roku.

Windows 10 od samego początku wywoływał sporo kontrowersji. Poprzez pozorną darmowość, telemetrię, niespójność interfejsu i, przede wszystkim, wymuszone aktualizacje. Panującą niepewność mocno podsyciła premiera Windows 10 S, który został ograniczony do aplikacji pobieranych wyłącznie poprzez Microsoft Store. Obawiano się, że jest to kierunek rozwoju, w jakim zmierza Microsoft.

Windows 10 PRO S

Jeśli wierzyć w doniesienia portalu Thurrott, ten czarny scenariusz niebawem zostanie wprowadzony w życie. Przyniesie to za sobą kilka dodatkowych zmian, m. in. powstanie 5 konsumenckich odmian Windows 10. Wszystko rozbijać się będzie o specyfikację techniczną, gdyż to ona będzie kryterium doboru odpowiedniej odsłony – Entry, Value, Core, Core+ oraz Advanced. W wymaganiach uwzględnione są: procesor, ilość i typ pamięci wewnętrznej, RAM, a niekiedy również przekątna ekranu. Im wyższa wersja, tym więcej partner OEM za nią zapłaci – kolejno 25, 45, 65.45, 86.66 oraz 101 dolarów. Najgorsze jest jednak to, że wspomniany wcześniej Windows 10 S ma zostać domyślnym trybem pracy dla wszystkich wymienionych odmian. Dopiero uiszczenie opłaty na poziomie 49 dolarów odblokuje możliwość instalacji i uruchamiania aplikacji win32.

W momencie udostępnienia gry lub aplikacji w Microsoft Store deweloper może stwierdzić dla jakiej platformy będzie ona dostępna. Domyślnie zaznaczone są wszystkie wspierające dany produkt, ponieważ Microsoft ma interes w tym, by trafiały do jak najszerszego grona odbiorców.

Do już sporej listy niedawno dołączyły dwie kolejne pozycje, a mianowicie Surface Hub oraz urządzenia oparte o Windows 10 i procesor ARM (Always Connected). Warto zdawać sobie sprawę z tego, że tworzone przez deweloperów pakiety są skonfigurowane do pracy na konkretnej architekturze. Dlatego też muszą przygotowywać je w taki sposób, by w miarę możliwości wspierały je wszystkie. Zapewni to płynną i bezproblemową obsługę na urządzeniach wyposażonych w Windows 10. To własnie w tym mają pomóc zmiany takie jak ta opisywana.

Andromeda oraz Composable Shell to nazwy, które rozpalają wyobraźnię wielu fanów produktów Microsoftu. Kryje się za nimi nowoczesne wydanie Windows 10, dostosowane do obecnie panujących standardów. Dotychczas nie znaliśmy jednak żadnych konkretów, więc tak naprawdę wiele było spekulacji. Dlatego też z dużym entuzjazmem przyjęto opublikowane przez Windows Central informacje.

Wedle nich, Microsoft pod kodową nazwą Polaris opracowywać ma zwieńczenie idei stojących za wcześniej wspomnianymi projektami. Następca klasycznego Windows rozwijany jest z myślą o nowoczesnych desktopach i hybrydach, co niesie za sobą porzucenie balastu wielu lat rozwoju. Pożegnamy się więc ze wsparciem oprogramowania win32, które dostępne będzie jedynie w zwirtualizowanej formie uruchamianej na zdalnych maszynach. Zamiast niego skorzystamy z dobrodziejstw aplikacji UWP i co ciekawe, wreszcie zastąpią one archaiczny Panel Sterowania oraz Eksplorator Windows. Zastosowanie znajdzie nowa powłoka, czyli wspomniane wcześniej Composable Shell. Bezproblemowo dostosuje się ona do różnych wymiarów wyświetlacza, co pomoże w upowszechnieniu się nowego systemu. Na koniec warto wspomnieć o tym, że porzucona zostanie wersja pudełkowa na rzecz licencji OEM, czyli sprzedaży wiązanej – urządzenie + system.

Co jednak ciekawe, firma wcale nie zamierza porzucić klasycznego Windows 10, choć nie wiadomo obecnie co dokładnie się z nią stanie. Czy będzie rozwijana jak dotychczas, czy też przejmie jakieś konkretne scenariusze użycia.

Osoby regularnie korzystające z dobrodziejstw programu Windows Insider zapewne zdają sobie sprawę z tego, że część zmian jest poukrywanych. Nie wiadomo czym jest to spowodowane, niemniej, ich odkrycie wymaga niemałej gimnastyki. Dzięki modyfikacjom kluczy rejestru swego czasu mogliśmy odblokować nowy interfejs OneDrive czy systemowej wyszukiwarki. Trudno jest sobie wyobrazić w jaki sposób ludzie dochodzą do tego, co i gdzie należy wpisać by osiągnąć spodziewany efekt.

Czcionki

Dzięki redaktorom portalu Thurrott dowiedzieliśmy się, że najnowsza testowa kompilacja o numerze 17074 również co nieco przed nami ukrywa. Otóż udało im się uruchomić nową kartę w ustawieniach, z poziomu której zarządzać można systemowymi czcionkami. Co ciekawe, wygląda ona tak jak jej odpowiednik znany z Panelu Sterowania, a przy tym zapewnia dokładnie te same funkcje. Obecna tam wyszukiwarka umożliwia łatwe przeszukiwanie posiadanych zasobów, a w razie odkrycia braków znajdziemy nad nią odnośnik do sklepu. Ponadto, kliknięcie w daną czcionkę przenosi do jej zaawansowanych ustawień, z poziomu których również ją odinstalujemy.

W październiku zeszłego roku Microsoft uruchomił proces udostępniania jesiennego wydania Windows 10, czyli Fall Creators Update. Całość została oczywiście rozłożona w czasie, jak to zwykle bywa w tego typu przedsięwzięciach. Wszystko po to, aby na bieżąco wykrywać ewentualne błędy i by jak najbardziej ograniczyć grupę potencjalnie dotkniętych nimi osób.

Fall Creators Update

Tak więc od tamtego czasu wspomniane uaktualnienie pojawiało się na komputerach kolejnych konsumentów, a niedawno ogłoszono, że proces ten proces ten wreszcie dobiegł końca. Oczywiście należy pamiętać, że mowa jest jedynie o sprzętach w ogóle dopuszczonych do tej aktualizacji. Co ciekawe, jeśli wierzyć słowom firmy, Fall Creators Update cechuje się najszybszą adopcją – porównując ją do poprzednich wydań.

Windows 10 Mobile od samego początku nie radził sobie nazbyt dobrze. Początkowo jakoś się tego nie odczuwało, jednak w ciągu ostatniego roku sytuacja zmieniła się diametralnie. Jego aktualni użytkownicy w zasadzie nie mają już na co liczyć, czy to ze strony Microsoftu, czy też zewnętrznych deweloperów. O ile ten pierwszy wydaje chociaż poprawki bezpieczeństwa, o tyle znacznie gorzej jest w tym drugim aspekcie.

Starbucks

Twórcy nie tyle nie chcą rozwijać swoich aplikacji, co po prostu usuwają je ze sklepu Windows. Niejednokrotnie nie jest zabierany żaden głos w tej sprawie, w związku z czym często stawiani jesteśmy przed faktem dokonanym. Nie inaczej jest w przypadku klienta Starbucks, który niedawno całkowicie przestał działać. Podczas próby logowania zostajemy uraczeni komunikatem o tym, iż jeśli chcemy wciąż korzystać z aplikacji to musimy udać się na wskazaną witrynę. Niby jest to jakieś rozwiązanie, choć trzeba przyznać, że dość kuriozalne.