Opasłość systemów z rodziny Windows od dawna jest obiektem wielu kpin ze strony użytkowników, zwłaszcza tych korzystających z konkurencyjnych platform. O ile świeżo po instalacji zajmuje on mniej niż 10 GB pamięci, o tyle z czasem potrafi rozrosnąć się dwukrotnie. Dla przeciętnego konsumenta nie stanowi to żadnego problemu, być może nie zdaje on sobie nawet z tego sprawy. Gorzej sprawa wygląda w przypadku urządzeń wyposażonych w małą ilość pamięci wbudowanej, gdyż wtedy liczy się każdy wolny gigabajt.

Oczywiście Microsoft niejednokrotnie dokonywał pewnych usprawnień w tym zakresie, lecz jak widać nie rozwiązały one problemu. Kolejną próbą pokonania go ma być Windows 10 Lean, który przyniesie realne odchudzenie, a nie wyłącznie zwiększoną kompresję danych. By osiągnąć instalator pomniejszony o 2 GB zdecydowano się usunąć szereg mniej lub bardziej zbędnych elementów. Mowa chociażby o domyślnych tapetach (zamiast nich ujrzymy jednolite, czarne tło), sterownikach napędów CD oraz DVD (w końcu coraz więcej konstrukcji ich nie posiada), czy niektórych aplikacjach (np. RegEdit). Warto przy tym nadmienić, że wszystko wciąż możemy doinstalować później, jeśli będziemy mieli na to ochotę – w żaden sposób nie zaburzy to pracy systemu.

Omawiany system domyślnie uruchamia się w trybie S i identyfikuje się jako Windows 10 CloudE. Nie są jednak znane żadne plany Microsoftu względem wersji Lean, więc jej przyszłość wciąż pozostaje tajemnicą.

Jeszcze w marcu wszyscy byli zgodni co do tego, że Spring Creators Update zadebiutuje 10 kwietnia. Im bliżej było tego terminu tym więcej wątpliwości się pojawiało, aż ostatecznie nastąpiła nieoczekiwana obsuwa. W międzyczasie wyszło na jaw, że dotychczas wykorzystywana nazwa ciut minęła się z prawdą, gdyż Redstone 4 zadebiutuje jako Windows 10 April Update. Niedługo po tym pojawiła się, jak się okazuje, fałszywa informacja, jakoby do konsumentów trafić miał w trakcie konferencji BUILD 2018.

Ostatecznie tak się nie stanie, co potwierdziło oficjalne stanowisko Microsoftu w tej sprawie. Po wielu tygodniach milczenia firma wreszcie ogłosiła, że już dzisiaj rozpocznie udostępnianie Windows 10 April Update. Oczywiście proces ten odbywać się będzie falami, dlatego też nie wszyscy konsumenci otrzymają powiadomienie o aktualizacji w tym samym czasie. Niektórzy z nich poczekają nawet kilka tygodni.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że interfejs Windows 10 momentami jest mocno niespójny. Widać to szczególnie po uruchomieniu ciemnego motywu systemu, który wpływa wyłącznie „nowe” elementy. Naleciałości pamiętające poprzednie odsłony tegoż systemu nijak nie współgrają z tym mechanizmem. Szczególnie dotkliwe jest to w przypadku eksploratora plików, gdyż jest on jednym z częściej wykorzystywanych programów.

Przez bardzo długi czas nie było żadnych zmian w tym zakresie, jednak wiele wskazuje na to, że nie zapomniano o tym całkowicie. Dzięki narzędziu mach2 uruchomiono wczesne wydanie ciemnej odsłony eksploratora plików. Osoby chcące samodzielnie go sprawdzić muszą skorzystać z polecenia mach2 enable 10397285. Niestety, patrząc na powyższy zrzut trudno nie zauważyć, iż jest to bardzo wczesna wersja. Wiele brakuje jej do ideału, zwłaszcza, że masa elementów wciąż wygląda po staremu. Jedynie panel boczny oraz pasek zadań jest czarny, a cała reszta niezmiennie biała.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że kolejne uaktualnienie Windows 10 otrzyma nazwę Spring Creators Update. W zeszłym tygodniu przestało to być tak oczywiste, na co wpływ miała obsuwa pierwotnego terminu. Wtedy zaczęły pojawiać się plotki, jakoby zrezygnowano z pierwotnego nazewnictwa na rzecz April 2018 Update.

April Update

Długo nie musieliśmy czekać na oficjalne informacje, co nastąpiło wraz z udostępnieniem kompilacji 17134.1 we wszystkich kręgach aktualizacji (Windows Insider). Otóż na stronie startowej Microsoft Edge standardowo pojawiło się powiadomienie traktujące o nowo zainstalowanym uaktualnieniu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w obecnym tam tekście znajdziemy wzmiankę o April Update. Można więc bezpiecznie założyć, iż to własnie taką oficjalną nazwę otrzyma Redstone 4, a wspomniana kompilacja trafi do wszystkich użytkowników.

Już w zeszłym roku w sieci pojawiły się pierwsze informacje dotyczące nowej odsłony systemowego schowka, nazwanej Cloud Clipboard. Główną zaletą tego rozwiązania miała być obsługa chmury, dzięki czemu jego zawartość mogłaby być dzielona pomiędzy urządzeniami. Początkowo projekt ten wyglądał bardzo zachęcająco, lecz w miarę upływu czasu entuzjazm konsumentów słabł. Brak konkretnych informacji  oraz wygaszenie rozwoju Windows 10 Mobile sprawiły, że o Cloud Clipboard praktycznie zapomniano.

Tym większym zaskoczeniem była ostatnio udostępniona, testowa kompilacja o numerze 17643. Co prawda nie od razu, gdyż dopiero dzień później odkryto skrywaną w jej wnętrzu tajemnicę. Zauważono, że do Zasad Grupy dodano wpis, którego nikt się nie spodziewał. Oczywiście odnosi się on do historii schowka oraz jego synchronizacji pomiędzy urządzeniami. Dzięki jego opisowi dowiedzieliśmy się jedynie, że do działania wymagane będzie konto Microsoft lub Azure AD, a zmiana statusu tej zasady będzie natychmiastowa.

Jeszcze początkiem bieżącego miesiąca mówiono, że kolejne duże uaktualnienie Windows 10 z pewnością zadebiutuje 10 kwietnia. Nieoficjalnie wskazano nawet testową kompilację o numerze 17133 jako tę, która miałaby trafić do wszystkich konsumentów. Tak się jednak nie stało i nie wiadomo było gdzie szukać przyczyny takiego stanu rzeczy.

Choć Microsoft wciąż milczy na ten temat, to pewną dawkę informacji udzielił nam jeden z redaktorów Windows Central. Co prawda nie zdradzono żadnych konkretów, choć mniej więcej poznaliśmy powód opisywanego stanu rzeczy. Otóż w ostatniej chwili wykryto bliżej niesprecyzowany błąd w kandydacie do udostępniania, na tyle poważny, iż nie mógł zostać wyeliminowany zwyczajną łatką. W związku z tym postanowiono odłożyć premierę w czasie, by zbadać i wyeliminować powstały problem.

Już od jakiegoś czasu w sieci pojawiają się informacje dotyczące unowocześnionej wersji narzędzia Wycinanie. Aż dziw bierze, że do tej pory nic z nim nie zrobiono, w końcu jego premiera odbyła się wraz z Windows Vista. Dziesięć lat rozwoju samego systemu nie wystarczyło, by w jakikolwiek sposób usprawnić ten element. Co jednak ciekawe, dwa lata temu grupa Microsoft Garage stworzyła aplikację Snip, która mocno zmieniała koncept dotychczas wykorzystywany w systemie. Posiadała jednak jeden spory mankament – jej instalacja wymagała technicznej świadomości użytkownika, przez co przeciętni konsumenci nigdy się o niej nie dowiedzieli.

Wycinanie

Wiele wskazuje jednak na to, że publiczne testy przysłużyły się firmie i wspomniany Snip prawdopodobnie stanie się częścią uaktualnienia Redstone 5. Tak przynajmniej twierdzą redaktorzy portalu Thurrott, którzy jako pierwsi opublikowali artykuł na ten temat. Co prawda nigdzie nie powiedziano tego wprost, lecz patrząc na przedstawione animacje nie sposób nie zauważyć mocnej inspiracji w/w narzędziem. Wskazuje na to również niedawno zapowiedziane zakończenie wsparcia, mające nastąpić już 1 maja.

Niestety, następca obecnie wykorzystywanego rozwiązania nie oferuje identycznych możliwości – przynajmniej w obecnej formie. Nie obsługuje opóźnienia uruchamiania czy rysowania po utworzonych zrzutach. Poza tym, wycinki tworzone za jego pomocą zapisywane są od razu do systemowego schowka. Toteż musimy gdzieś je wkleić, np. do Painta – przed powstaniem Windows 8 było to bardzo popularną praktyką.

Prawdopodobnie jeszcze przed końcem kwietnia zostanie wydana kolejna duża aktualizacja dla Windows 10 – Spring Creators Update. Jest to więc idealny czas na rozeznanie się w temacie fragmentacji poszczególnych wersji tego systemu. W końcu mogłoby się wydawać, że z racji przyjętego modelu dystrybuowania uaktualnień najnowsza odsłona będzie gościć na komputerach wszystkich użytkowników. Z pewnych względów tak się nie dzieje i co ciekawe, nawet bardzo stare odsłony wciąż występują w raporcie przygotowanym przez AdDuplex.

Fall Creators Update

Na jego wstępie zaznaczono, że Fall Creators Update jest mimo wszystko tą najszybciej rozprzestrzeniającą się – na tle jej poprzedników. Oczywiście dynamika wzrostu znacznie osłabła względem minionego roku, niemniej, wraz z końcem marca osiągnięto pułap 90%. To właśnie tyle procent użytkowników Windows 10 korzysta ze wspomnianej wersji. Dla porównania sprezentowano również popularność poprzednich wydań. I tak Creators Update obecny jest u 4,3% konsumentów, a Anniversary Update u 3,6%. Nawet bardzo stare odsłony załapały się do raportu, odpowiadając za 0,8% (Windows 10 1511) oraz 0,5% (Windows 10 1507) wszystkich desktopów z Windows 10.

Od 2016 roku, wraz rozpoczęciem prac nad Anniversary Update, towarzyszy nam nazwa Redstone. To własnie w ten sposób sposób określano kolejne wydania Windows 10 udostępniane poprzez program Windows Insider. Dopiero ich stabilne, ostateczne formy przybierały powszechnie znane nazewnictwo. Wiele wskazuje jednak na to, że niebawem ulegnie to zmianie.

Redstone

Jak donosi portal WindowsCentral, Redstone 5 miałby być ostatnim uaktualnieniem wykorzystującym ten człon. Wraz z nadejściem 2019 roku Microsoft zamierza użyć nowej nazwy kodowej, choć nie ma co do niej żadnej pewności. Jedyne co aktualnie wiemy to fakt, że niedoszły Redstone 6 wewnętrznie określany jest mianem 19H1. Spekuluje się, że taka forma mogłaby już pozostać na stałe, gdyż dość precyzyjnie określa czas wydania aktualizacji, tj. pierwsze uaktualnienie (wiosna) w 2019 roku. Kolejne odsłony mogłyby podtrzymać ten format, tym bardziej, że końcowi uzytkownicy wciąż otrzymywaliby bardziej chwytliwe nazwy.

Jedną z większych bolączek Windows jest mechanizm Windows Update. Czy to w najnowszej odsłonie, czy też w tych starszych – użytkownicy zawsze od zawsze narzekają na ten aspekt. Co prawda Microsoft cały czas stara się wyeliminować ten problem, lecz wciąż wiele brakuje do ideału. Dlatego też ponownie pochylono się nad tym podczas prac rozwojowych nad Redstone 4. Przyniosło to kolejne optymalizacje, które zaowocowały skróceniem czasu niezdatności naszego komputera.

Firmie udało się osiągnąć średni pułap 30 minut wymaganych do zainstalowania uaktualnienia. Warto przy tym nadmienić, że jeszcze w październiku zeszłego roku Fall Creators Update potrzebował średnio aż 51 minut. Poprawa została osiągnięta poprzez drobną sztuczkę, tj. przeniesienie niektórych operacji wykonywanych w trybie offline do trybu online. Co ciekawe, generalnie wydłuża to cały proces – działania wykonywane na uruchomionym systemie są zdecydowanie wolniejsze. Niemniej, priorytetem jest skrócenie etapu instalacji odbywającego się w trybie uniemożliwiającym interakcję z urządzeniem. W ogólnym rozrachunku użytkownicy mimo wszystko powinni więc być zadowoleni.