Project Centennial miał pomóc zapełnić zasoby Microsoft Store w Windows 10. Za jego pośrednictwem klasyczne aplikacje „przerabiane” są w taki sposób, by ich publikacja w sklepie była możliwa. Niestety, rozwiązanie to nie jest tak bezpieczne jak Universal Windows Platform, gdyż nakłada na oprogramowanie znacząco mniejsze restrykcje.

Project Centennial

Świadectwem tego jest klient Spotify, który potrafi ostro namieszać. Od dłuższego czasu wiele osób narzeka na to, że jego instalacja uniemożliwia skorzystanie z mechanizmu przywracania systemu. Co ciekawe, pierwsze wzmianki na ten temat pojawiły się już w grudniu zeszłego roku, jednak do tej pory nie znaleziono na to rozwiązania.

Nie jest żadną tajemnicą, że zasoby Microsoft Store nie powalają na kolana. Wciąż nie znajdziemy tam wielu popularnych aplikacji, a o tych niszowych możemy w zasadzie całkowicie zapomnieć. Sytuacji nie poprawił rozwijany od dawna Universal Windows Platform, ponieważ deweloperzy niechętnie z tego korzystają. Niestety, w świetle ostatnich doniesień, Microsoft musi wykonać zdecydowane kroki, jeśli nie chce skazać się na porażkę. 

Dlatego też nadchodzący Spring Creators Update przyniesie oficjalne wsparcie dla progresywnych aplikacji. Bez problemu pobierzemy je z Microsoft Store i co ciekawe, nie będą one uruchamiane poprzez Microsoft Edge. Podobnie jak w przypadku aplikacji win32, zostaną one zapakowane do paczki APPX, więc zainstalujemy je jak każdy inny program. Całość wygląda mocno zachęcająco, choć nie oznacza to, że deweloperzy zdecydują się skorzystać z nowych narzędzi. 

Ostatnia testowa aktualizacja aplikacji Microsoft Launcher przyniosła integrację z cyfrową asystentką Microsoftu. Odbyło się to bez żadnych zapowiedzi, choć spekulowano o tym od dłuższego czasu. Omawiane uaktualnienie posiada numer 4.6 i warto mieć na uwadze, że obsługa Cortany to nie jedyna nowość.

Cortana

Sama asystentka działa dokładnie tak jak na Windows 10 lub w dedykowanej aplikacji. Za jej pomocą wprowadzimy do kalendarza nowe przypomnienie, zmienimy tapetę, a nawet skorzystamy z mechanizmu Continue on PC. Jeśli chodzi o resztę funkcji, to dodano wsparcie dla języków RTL (right-to-left), większą personalizację karty kontaktów oraz możliwość dzielenia się aplikacją poprzez NFC lub kod QR. Integracja z Intune również została uaktualniona, dzięki czemu wreszcie możemy zdalnie usuwać dane.

Już od jakiegoś czasu wspomina się o tajemniczym projekcie Microsoftu o nazwie Andromeda OS. Nie wiadomo o nim zbyt wiele, prócz tego, że głównym założeniem projektowym jest uniwersalność oraz modułowość. Dzięki temu system ten na konkretnym urządzeniu byłby wolny od elementów mu niepotrzebnych, a przy tym wymaganych gdzie indziej. Choć wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi, to wiele wskazuje na to, że projekt ten wciąż prężnie się rozwija.

Andromeda OS

Wszystko za sprawą niedawnego znaleziska, przypadkowo zauważonego w Microsoft Store. Otóż na kartach prezentujących poszczególne aplikacje możemy znaleźć mnóstwo rzeczy, takich jak opis, zdjęcia, komentarze, a także wspierane platformy. To właśnie tego ostatniego aspektu tyczy się znalezisko, gdyż niekiedy znajdziemy tam (prócz PC, Mobile czy HoloLens) tajemnicze „8828080”. Jest to ewidentne odniesienie do Andromeda OS, ponieważ właśnie tak swego czasu był on oznaczony. Na chwilę obecną nie oznacza to niczego konkretnego, prócz tego, że zakulisowe testy wciąż trwają.

Jakiś czas temu Microsoft zakomunikował, że ich Microsoft Launcher osiągnął pułap miliona aktywnych użytkowników. Nie sposób mu odmówić popularności, za co w dużej mierze odpowiada integracja z usługami tegoż giganta. Niedługo musieliśmy czekać na kolejny kamień milowy, choć tym razem obyło się bez oficjalnych ogłoszeń.

Microsoft Edge_Google Play

Wystarczy jednak wejść do Google Play by się przekonać, że omawiana aplikacja niedawno przekroczyła barierę 10 milionów pobrań. Wydaje się to dość dobrym wynikiem, tym bardziej, że konkurencja na tym polu wcale nie jest mała. Co ciekawe, przed rebrandingiem (wcześniej znany był jako Arrow Launcher) nie cieszył się zbyt dużą popularnością. Dopiero dzięki zdecydowanym krokom Microsoft osiągnął sukces na tym polu.

Drastyczne zmiany w interfejsie Windows 8 spowodowały wysyp oprogramowania wpasowującego się w długoletnie przyzwyczajenia użytkowników. Dzięki temu ogromną popularność zdobył Classic Shell, którego zadaniem jest przywrócenie menu start znanego z Windows 7. Idea ekranu startowego nie bardzo spodobała się desktopowym użytkownikom, w końcu od początku projektowano go z myślą o ekranach dotykowych. Przez długi czas wspominana aplikacja była regularnie uaktualniania, czego początkowo nie zmienił nawet Windows 10. W końcu przywrócono w nim wcześniej usunięty element, a mimo to wciąż niektórzy użytkownicy preferowali stare rozwiązanie.Classic Shell

Niestety, kolejne ograniczenia stawiane przez Microsoft doprowadziły do tego, że deweloper stojący za Classic Shell musiał odpuścić. Niedostatki wolnego czasu oraz częste aktualizacje Windows 10 zadecydowały o oddaniu Classic Shell w ręce społeczności. W tym celu całość, na licencji MIT, wrzucono na portal Sourceforge. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że każdy zainteresowany będzie mógł skorzystać z dotychczasowej pracy, dowolnie ją przerobić i w razie chęci sprzedawać zainteresowanym konsumentom. Jeśli ktoś się tego podejmie i decyzja ta okaże się sukcesem, to niewątpliwie użytkownicy jeszcze długo nie zapomną o Classic Shell.

 

Wraz z premierą Windows 10 S ogłoszono, że Spotify pojawi się w sklepie Windows. Z czasem wywiązano się z obietnicy, do której spełnienia wykorzystano narzędzie Microsoft’s Desktop Tool. Dzięki niemu wykorzystano desktopową aplikację, co sprawiło, że nie musiała być napisana od zera. Brakowało jej jednak wsparcia dla typowych dla Windows 10 mechanizmów, takich jak Live Tiles.

Na szczęście była to jedynie chwilowa niedogodność, co potwierdziło niedawne uaktualnienie. Wprowadzono w nim obsługę żywego kafla, który dostępny jest w trzech rozmiarach – średnim, szerokim i dużym. Niestety, na chwilę obecną nie wyświetla on zbyt wiele, a mianowicie wyłącznie sugerowane nam listy odtwarzania i piosenki. Zamiast tego mógłby pokazywać aktualnie odtwarzany utwór. Opisywana nowość jest raczej niewielka, lecz daje nadzieję na to, że użytkownicy nie zostaną na zawsze z „gołą” aplikacją.

Wraz z pojawieniem się informacji o zamknięciu Groove Music Pass Microsoft stwierdził, że nie zostaną wypłacone żadne rekompensaty. Deklaracja ta nie pozostała bez żadnego echa, co raczej nikogo nie powinno dziwić. Wydaje się jednak, że firma postanowiła nieco odejść od pierwotnych założeń. Prawdopodobnie stało się to pod naporem krytyki, niemniej, część użytkowników będzie mogło liczyć na zwrot wydanych środków.

Groove Music Pass

Haczyk polega na tym, że tyczy się to jedynie wirtualnej waluty, tzw. Microsoft Points. By móc ubiegać się o rekompensatę należy spełnić jeden kluczowy warunek. Ich wydanie musiało odbyć się w terminie od 1 lipca do 2 października. Ponadto, każda kwalifikująca się osoba otrzyma dodatkowe 100 punktów zadośćuczynienia. Niby drobny gest, a jednak wystarczył, by nieco uspokoić powstałą burzę.

Wraz z Fall Creators Update, za sprawą Fluent Design, Windows 10 zyskał nieco odświeżenia. Choć zdania na jego temat są podzielone, to jednak trzeba przyznać, że jest dość efekciarski. Niestety, jego wdrażanie jest bardzo powolne, a wspomniane uaktualnienie wprowadziło jedynie jego przedsmak. Wciąż jeszcze wiele przed Microsoftem do zrobienia, dlatego też niedawno udostępniano Insiderom nową odsłonę systemowej aplikacji do obsługi poczty.Fluent Design

Nie trudno się domyślić, że jej interfejs został dostosowany do założeń Fluent Design. Pojawiły się przezroczystości i animacje poruszania kursorem po interfejsie oraz jego kliknięcia. Zrezygnowano z mocno odznaczającego się paska tytułowego na rzecz zintegrowania go z resztą okna. Pod względem czysto użytkowym nie zmieniło się kompletnie nic. Warto jednak nadmienić, iż mimo posiadania omawianej wersji, czyli (co najmniej) 8700.40315, nie wszyscy Insiderzy zaobserwują wspomniane zmiany. Wszystko wskazuje na to, że Microsoft nie jest jeszcze gotowy by nowy wygląd udostępnić wszystkim zainteresowanym.

 

Prawdopodobnie każdy internauta choć raz w życiu spotkał się z aplikacją Windows Media Player. W końcu bardzo długo, począwszy od 1991 roku, była ona domyślnym odtwarzaczem multimedialnym. Z czasem znacznie straciła na znaczeniu, co spowodowało, że od dawna nie uległa ona żadnej zmianie. Dodatkowo, w Windows 10 wyparły ją aplikacje UWP, przez co uległa jeszcze większej marginalizacji.

Doprowadziło to do sytuacji, w której Microsoft postanowił uczynić z niej opcjonalny (domyślnie wyłączony) składnik systemu. Dokonano tego przy okazji wydania uaktualnienia Fall Creators Update oznaczonego numerem 16299.15. Jeśli z jakiegoś powodu chcielibyśmy jej powrotu, to możemy tego dokonać z poziomu panelu zarządzania funkcjami opcjonalnymi. Znajdziemy go zarówno w klasycznym Panelu Sterowania, jak i w nowych Ustawieniach.

Warto w tym momencie nadmienić, że zmiana ta jest ze szczególną korzyścią dla Microsoftu. Dzięki temu nie będzie musiał utrzymywać odrębnej wersji z dopiskiem „N”, której stworzenie wymusiła Komisja Europejska. Pozbawiona ona była wspomnianego Windows Media Player, co było formą walki z domniemanymi praktykami monopolistycznymi. Teraz nie powinno być już tego problemu, mimo, że jego rolę przejmą wbudowane w Windows 10 aplikacje.