Wraz z premierą Windows 10 otrzymaliśmy mocno zmodernizowany pakiet zabezpieczający, znany użytkownikom jako Windows Defender. Co prawda dostępny był już w poprzednich odsłonach Windows, jednak dopiero w najnowszej postawiono tak duży nacisk na jego rozwój. To jednak dla Microsoftu zbyt mało, toteż postanowiono pójść o krok dalej.

Windows Defender Browser Protection

Zaowocowało to powstaniem rozszerzenia o nazwie Windows Defender Browser Protection i co ciekawe, jest ono skierowane do użytkowników Google Chrome. Dzięki niemu, po kliknięciu w potencjalnie niebezpieczny odnośnik otrzymamy stosowne powiadomienie. Generalnie mechanizm ten działa podobne do tego wbudowanego we wspomnianą przeglądarkę, więc i tutaj, w razie takiej potrzeby, bez problemu odrzucimy ostrzeżenie.

Listy, o które się opiera, mają być na bieżąco aktualizowane. Dzięki temu Microsoft powinien w miarę szybko reagować na nowo pojawiające się zagrożenia.

Microsoft lubi wymyślać dziwne i niewiele mówiące nazwy dla swoich nowych projektów. Idealnym tego przykładem jest niejaki projekt „Honolulu”, którego powstanie zostało ogłoszone we wrześniu zeszłego roku. Zdradzono, iż będzie on opartym o przeglądarkę, kompleksowym narzędziem służącym do zarządzania zasobami uruchamianymi poprzez Windows Server. Nie straszna miała mu być konfiguracja, konserwacja oraz rozwiązywanie różnorakich problemów. Już w listopadzie udostępniono jego pierwszą testową odsłonę, czego dokonano wraz z wypuszczeniem Windows Server Insider Preview w kompilacji 17035.

Względnie niedługo musieliśmy czekać na kolejne oficjalne informacje, tym razem traktujące o jego publicznej dostępności. Przy okazji przeobrażono jego kodową nazwę w Windows Admin Center, co zdecydowanie lepiej oddaje cel jego powstania. Warto mieć przy tym nadmienić, że choć zoptymalizowano go pod kątem najnowszego Windows Server 2019, to zadziała też na odsłonach nie starszych niż wersja 2012.

Wraz z upływem czasu z Windows znikało wiele elementów, które niegdyś z powodzeniem były wykorzystywane. Jednym z nich jest bardzo dobry File Manager, który swoją premierę miał wraz z Windows 3.0. Choć jego ówczesna odsłona daleka jest od wsparcia obecnie panujących standardów (zarówno pod względem technicznym, jak i wizualnym) to jednak wciąż spotkać możemy jego fanów. To własnie ich najbardziej ucieszyła niedawna decyzja Microsoftu, dotycząca uwolnienia kodu wspomnianego menadżera.

File Manager

Całość udostępniono oczywiście na portalu GitHub, dzięki czemu wszyscy zainteresowani mogą stworzyć swoją własną wariację. Odpowiada za to mocno liberalna licencja MIT, umożliwiająca dowolne kopiowanie, modyfikowanie, używanie i rozpowszechnianie. Co ciekawe, upubliczniono dwie wersje – jedna jest możliwie najwierniejsza oryginałowi, natomiast druga została nieco zmodyfikowana. Jak nie trudno się domyślić, wspomniane zmiany tyczą się wsparcia dla najnowszych standardów, dzięki czemu uruchomimy go nawet na Windows 10.

Wczorajsza informacja dotycząca obecności Progressive Web Apps w Microsoft Store ucieszyła wielu fanów mobilnego Windows 10. W końcu ich obsługa mogłaby nieco zniwelować problem braku popularnego oprogramowania na tej platformie. Niestety, jego użytkownicy zapomnieli, że system ten jest daleko w tyle za swoim desktopowym odpowiednikiem. Dopiero jeden z pracowników Microsoftu, w sumie całkowicie przez przypadek, sprowadził ich na ziemię.

Zaczęło się od tego, iż zwrócono uwagę na brak współpracy nowej wersji Twittera (PWA) z Windows 10 Mobile. Okazało się, zarówno powiadomienia Push oraz Service Worker nie działają na obecnie dostępnych urządzeniach pracujących w oparciu o w/w system. Można więc przypuszczać, że zamiast zniwelować problem braku aplikacji ten zostanie jeszcze bardziej pogłębiony. W końcu mało prawdopodobnym jest, by Microsoft nagle zmienił swoje zdanie i wznowił rozwój Windows 10 Mobile.

 

Wraz z premierą Spring Creators Update Windows 10 zyska natywną obsługę Progressive Web Applications. Rozwiązanie to stanowi spore ułatwienie dla deweloperów, gdyż niweluje przymus tworzenia oprogramowania na każdą platformę oddzielnie. Wszystko przez to, że do działania wykorzystują niezależne od danego systemu technologie webowe. Oczywiście w przypadku Windows 10, gdy trafią do Microsoft Store, skorzystają z dodatkowych możliwości, np. systemowego mechanizmu powiadomień.

Progressive Web Applications

Premiera wspomnianego uaktualnienia zbliża się nieubłaganie, dlatego Microsoft rozpoczął proces publikacji PWA w swoim sklepie. Co ciekawe, aktualnie odbywa się on całkowicie manualnie i nawet nie wszystkie tego typu aplikacje są dopuszczane. Firma początkowo wybiera jedynie te, które idealnie oddają ideę stojącą za tym projektem, a przez to zostaną jego dobrymi reprezentantami. Tak więc obecna lista nie jest zbyt duża i zawiera jedynie 14 pozycji:

 

Z czasem proces zostanie zautomatyzowany, przez co wszyscy zainteresowani deweloperzy będą mogli publikować swoje własne Progressive Web Apps.

Nie tak dawno swoją oficjalną premierę miał Windows 10 on ARM. Zaraz po tym wydarzeniu pojawiły się pierwsze konstrukcje korzystające z tego systemu, co obnażyło jego wady. Mimo, że urządzenia te posiadają szereg zalet, jak chociażby długi czas pracy na jednym ładowaniu i wsparcie dla Always On, to jednak nie obsługują 64-bitowego oprogramowania. Jest to o tyle dziwne, że tego typu aplikacje nie są żadną nowością i już od dobrych kilku lat są obecne na rynku.

WIndows 10 on ARM

Na szczęście możemy już mówić o „chwilowej niedogodności”, gdyż jeszcze w tym roku pojawi się brakujące wsparcie. Dowiedzieliśmy się tego za pośrednictwem portalu Engadget, któremu informacji udzieliła Erin Chappie – jeden z wyżej postawionych pracowników Microsoftu. Dzięki temu wiemy, iż SDK dla ARM64 zaprezentowane zostanie już na majowej konferencji BUILD 2018. Warto przy tym zaznaczyć, że obsługiwane będą nie tylko aplikacje dostępne poprzez sklep, ale i klasyczne, desktopowe wydania.

Microsoft wykazuje dość dziwną politykę rozwoju swoich systemowych aplikacji. Z jednej strony nierzadko są one wizualnie niespójne z systemem, a z drugiej nie wykorzystują pełni jego możliwości. Już to wystarczy, by konsumenci byli mocno zniechęceni i rozczarowani jego wytworami. Zdaje się jednak, że przynajmniej w przypadku aplikacji Poczta popularność jest na tyle duża, iż Microsoft bezpiecznie może wbić kolejną szpilę.

Poczta

Tym razem padło na baner promujący usługę Office 365. Pierwsze wzmianki o nim pojawiły się na portalu Reddit i co ciekawe, nie wszyscy użytkownicy zostali nim uraczeni. Wydaje się, że na chwilę obecną są to jedynie zamknięte testy, choć nie wiadomo na jakiej zasadzie dobierani są testerzy. Warto przy tym nadmienić, że wspomniany baner pojawia się wyłącznie podczas korzystania z poczty Outlook. W momencie używania, na przykład, Gmaila nie wyświetla się on w ogóle. Jeśli do opisywanej aplikacji podepniemy oba konta, to reklama będzie pojawiać się i znikać w trakcie przełączania pomiędzy nimi.

Jak niejednokrotnie wspominano, Microsoft Store nie grzeszy objętością swoich zasobów. Dlatego tak duże poruszenie wywołują udostępniane tam programy, którego pojawienia się nikt nie oczekiwał. Tym razem padło na, kultowego w pewnych kręgach, Foobar2000 – swego czasu cieszył się on ogromną popularnością.Foobar2000

Tajemnicą stojącą za jego sukcesem jest ogromna baza rozszerzeń, umożliwiająca ogromne poszerzenie jego podstawowych możliwości. W tym miejscu objawia się największa wada nowego wydania, a mianowicie brak ich obsługi. Przynajmniej na chwilę obecną, gdyż mankament ten zostanie wyeliminowany w bliżej nieokreślonej przyszłości. Oczywiście omawiany odtwarzacz w dalszym ciągu dostępny jest całkowicie za darmo i wciąż charakteryzuje się dość spartańskim interfejsem.

Ostatnio wspominaliśmy o tym, że w zasobach Microsoft Store pojawił się Kali Linux. Nie musieliśmy długo czekać na kolejną pozycję, gdyż raptem kilka dni później udostępniono Debiana. Tak jak dotychczas dostępny jest on dla każdego zainteresowanego całkowicie za darmo. Wystarczy udać się do sklepu, a następnie go zainstalować, by móc skorzystać z jego możliwości.

Debian

Jego niewątpliwą zaletą jest posiadanie przeszło 51 tysięcy paczek, dzięki czemu spokojnie może zostać wykorzystany do wielu niecodziennych zadań.

Microsoft powoli, acz konsekwentnie, unowocześnia swój desktopowy system. Wraz z upływem kolejnych miesięcy likwidowane są naleciałości poprzednich odsłon. Tyczy się to nie tylko interfejsu Windows 10, ale i dostępnych na nim programów. Warto tutaj wspomnieć o klasycznych aplikacjach Paint oraz Notatnik, które od jakiegoś czasu nie są domyślnie zainstalowane.

Windows Media Player

Dzięki użytkownikowi Reddita o pseudonimie Noam_ha wiemy, że niebawem podobny los spotka Windows Media Player. Na potwierdzenie opublikował zrzut przedstawiający zachętę do skorzystania z nowego odtwarzacza wideo dla Windows 10. Jest nim oczywiście program Filmy i TV, który, wedle zapewnień Microsoftu, jest znacznie nowocześniejszy od swojego poprzednika. Bezproblemowo obsługuje wszystkie popularne formaty, wspiera rozdzielczość 4K oraz wideo sferyczne, a przy tym pobiera mniej energii.