Drastyczne zmiany w interfejsie Windows 8 spowodowały wysyp oprogramowania wpasowującego się w długoletnie przyzwyczajenia użytkowników. Dzięki temu ogromną popularność zdobył Classic Shell, którego zadaniem jest przywrócenie menu start znanego z Windows 7. Idea ekranu startowego nie bardzo spodobała się desktopowym użytkownikom, w końcu od początku projektowano go z myślą o ekranach dotykowych. Przez długi czas wspominana aplikacja była regularnie uaktualniania, czego początkowo nie zmienił nawet Windows 10. W końcu przywrócono w nim wcześniej usunięty element, a mimo to wciąż niektórzy użytkownicy preferowali stare rozwiązanie.Classic Shell

Niestety, kolejne ograniczenia stawiane przez Microsoft doprowadziły do tego, że deweloper stojący za Classic Shell musiał odpuścić. Niedostatki wolnego czasu oraz częste aktualizacje Windows 10 zadecydowały o oddaniu Classic Shell w ręce społeczności. W tym celu całość, na licencji MIT, wrzucono na portal Sourceforge. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że każdy zainteresowany będzie mógł skorzystać z dotychczasowej pracy, dowolnie ją przerobić i w razie chęci sprzedawać zainteresowanym konsumentom. Jeśli ktoś się tego podejmie i decyzja ta okaże się sukcesem, to niewątpliwie użytkownicy jeszcze długo nie zapomną o Classic Shell.

 

Wraz z premierą Windows 10 S ogłoszono, że Spotify pojawi się w sklepie Windows. Z czasem wywiązano się z obietnicy, do której spełnienia wykorzystano narzędzie Microsoft’s Desktop Tool. Dzięki niemu wykorzystano desktopową aplikację, co sprawiło, że nie musiała być napisana od zera. Brakowało jej jednak wsparcia dla typowych dla Windows 10 mechanizmów, takich jak Live Tiles.

Na szczęście była to jedynie chwilowa niedogodność, co potwierdziło niedawne uaktualnienie. Wprowadzono w nim obsługę żywego kafla, który dostępny jest w trzech rozmiarach – średnim, szerokim i dużym. Niestety, na chwilę obecną nie wyświetla on zbyt wiele, a mianowicie wyłącznie sugerowane nam listy odtwarzania i piosenki. Zamiast tego mógłby pokazywać aktualnie odtwarzany utwór. Opisywana nowość jest raczej niewielka, lecz daje nadzieję na to, że użytkownicy nie zostaną na zawsze z „gołą” aplikacją.

Wraz z pojawieniem się informacji o zamknięciu Groove Music Pass Microsoft stwierdził, że nie zostaną wypłacone żadne rekompensaty. Deklaracja ta nie pozostała bez żadnego echa, co raczej nikogo nie powinno dziwić. Wydaje się jednak, że firma postanowiła nieco odejść od pierwotnych założeń. Prawdopodobnie stało się to pod naporem krytyki, niemniej, część użytkowników będzie mogło liczyć na zwrot wydanych środków.

Groove Music Pass

Haczyk polega na tym, że tyczy się to jedynie wirtualnej waluty, tzw. Microsoft Points. By móc ubiegać się o rekompensatę należy spełnić jeden kluczowy warunek. Ich wydanie musiało odbyć się w terminie od 1 lipca do 2 października. Ponadto, każda kwalifikująca się osoba otrzyma dodatkowe 100 punktów zadośćuczynienia. Niby drobny gest, a jednak wystarczył, by nieco uspokoić powstałą burzę.

Wraz z Fall Creators Update, za sprawą Fluent Design, Windows 10 zyskał nieco odświeżenia. Choć zdania na jego temat są podzielone, to jednak trzeba przyznać, że jest dość efekciarski. Niestety, jego wdrażanie jest bardzo powolne, a wspomniane uaktualnienie wprowadziło jedynie jego przedsmak. Wciąż jeszcze wiele przed Microsoftem do zrobienia, dlatego też niedawno udostępniano Insiderom nową odsłonę systemowej aplikacji do obsługi poczty.Fluent Design

Nie trudno się domyślić, że jej interfejs został dostosowany do założeń Fluent Design. Pojawiły się przezroczystości i animacje poruszania kursorem po interfejsie oraz jego kliknięcia. Zrezygnowano z mocno odznaczającego się paska tytułowego na rzecz zintegrowania go z resztą okna. Pod względem czysto użytkowym nie zmieniło się kompletnie nic. Warto jednak nadmienić, iż mimo posiadania omawianej wersji, czyli (co najmniej) 8700.40315, nie wszyscy Insiderzy zaobserwują wspomniane zmiany. Wszystko wskazuje na to, że Microsoft nie jest jeszcze gotowy by nowy wygląd udostępnić wszystkim zainteresowanym.

 

Prawdopodobnie każdy internauta choć raz w życiu spotkał się z aplikacją Windows Media Player. W końcu bardzo długo, począwszy od 1991 roku, była ona domyślnym odtwarzaczem multimedialnym. Z czasem znacznie straciła na znaczeniu, co spowodowało, że od dawna nie uległa ona żadnej zmianie. Dodatkowo, w Windows 10 wyparły ją aplikacje UWP, przez co uległa jeszcze większej marginalizacji.

Doprowadziło to do sytuacji, w której Microsoft postanowił uczynić z niej opcjonalny (domyślnie wyłączony) składnik systemu. Dokonano tego przy okazji wydania uaktualnienia Fall Creators Update oznaczonego numerem 16299.15. Jeśli z jakiegoś powodu chcielibyśmy jej powrotu, to możemy tego dokonać z poziomu panelu zarządzania funkcjami opcjonalnymi. Znajdziemy go zarówno w klasycznym Panelu Sterowania, jak i w nowych Ustawieniach.

Warto w tym momencie nadmienić, że zmiana ta jest ze szczególną korzyścią dla Microsoftu. Dzięki temu nie będzie musiał utrzymywać odrębnej wersji z dopiskiem „N”, której stworzenie wymusiła Komisja Europejska. Pozbawiona ona była wspomnianego Windows Media Player, co było formą walki z domniemanymi praktykami monopolistycznymi. Teraz nie powinno być już tego problemu, mimo, że jego rolę przejmą wbudowane w Windows 10 aplikacje.

Przy okazji premiery Microsoft Edge dla iOS oraz Androida zapowiedziano jeszcze jedną ważną rzecz. Mowa tutaj o znacząco zmodernizowanej wersji ekranu startowego o nazwie Arrow Launcher. Wraz z nowymi możliwościami zmieniono jego nazwę na Microsoft Launcher, co sugeruje, że Microsoft ma co do niego poważne plany. Początkowo był on całkowicie niezależny od swojego poprzednika, ponieważ udostępniono go jako niezależną aplikację. Dzięki temu firma mogła wychwycić ewentualne niedociągnięcia, aby oszczędzić konsumentom niespodzianek.

Testy musiały przebiegać nadzwyczaj dobrze, gdyż po raptem tygodniu uaktualniono Arrow Launcher do nowej wersji. Co to oznacza dla użytkowników? Przede wszystkim pojawią się nowe opcje synchronizacji danych z komputerem wyposażonym w Windows 10 Fall Creators Update. Zaimplementowano bowiem wsparcie dla mechanizmu Continue on PC, dzięki czemu bez większych problemów wyślemy interesujące nas dane wprost na desktop. Poza tym, nieznacznie odświeżono interfejs aplikacji, by był przejrzysty i nowoczesny.

Wraz z premierą Windows 10 powołano do życia Groove Music Pass. Miał on być bezpośrednią konkurencją dla takich usług jak Spotify czy Apple Music. Microsoft starał się go spopularyzować, niestety wszelkie działania spełzły na niczym. Duża w tym zasługa ograniczonej dostępności, gdyż np. w Polsce nigdy nie mieliśmy do niego dostępu. Doprowadziło to do sytuacji, w której Microsoft ogłosił rychłe zamknięcie Groove Music Pass.

Groove Music Pass

Jakby tego było mało, niebawem zniknie również możliwość kupowania muzyki poprzez sklep Windows. Co ciekawe, po wygaszonej usłudze nie zostanie niezagospodarowana luka, gdyż w jej miejsce wskoczy Spotify. Ponadto, użytkownikom zostaną oddane narzędzia, które umożliwią im bezproblemowe przerzucenie dotychczasowych list odtwarzania. Dla niezdecydowanych konsumentów przygotowano 60-dniowy okres próbny, by mogli ocenić, czy Spotify będzie dla nich dobrym zamiennikiem. Warto przy tym nadmienić, iż po ostatniej aktualizacji klient Groove Music wyświetla baner zachęcający do wypróbowania Spotify.

Skoro już o nim mowa, to wypada wspomnieć, że opisywana decyzja jego nie dotyczy. Ten ma być cały czas prężnie rozwijany, choć pozbawiony zostanie integracji z Groove Music Pass.

Nie ulega wątpliwości, że Progressive Web Apps jest bardzo ciekawym rozwiązaniem. Dzięki niemu otrzymujemy w zasadzie w pełni funkcjonalną aplikację, mimo, iż uruchamiamy ją jak zwykłą witrynę internetową. Od jakiegoś czasu korzysta z tego Twitter, co na pewno zauważyli jego mobilni użytkownicy – o ile nie posiadają Windows 10 Mobile. Wszystko przez to, że Microsoft wciąż nie zapewnił wsparcia dla PWA. Co ciekawe, znacznie popularniejszy Windows 10 boryka się z tym samym problemem.

Na szczęście na Edge Web Summit 2017 zapowiedziano, iż obsługa Progressive Web Apps trafi do Microsoft Edge już w przyszłym roku. Co prawda nie powiedziano tego, lecz przypuszcza się, że stanie się to wraz z premierą Redstone 4. Jakby tego było mało, aplikacja Microsoft Teams, mająca zadebiutować w ciągu nadchodzących miesięcy, będzie zbudowana w oparciu o wspomnianą platformę. Nie będzie to jednak „czyste” PWA, gdyż tego typu aplikacje będą musiały być skonwertowane do paczki APPX. Sytuacja ta jest więc analogiczna do oprogramowania win32, jeśli ma być ono umieszczone w Windows Store. Dzięki temu mogą one skorzystać z dobrodziejstw Windows 10, takich jak centrum akcji czy żywe kafelki.

Microsoft z ogromnym oporem wprowadza konsekwentne zmiany w interfejsie. Stosunkowo często zmienia swoją koncepcję, co doprowadziło do sytuacji, w której Windows 10 posiada elementy wszystkich swoich poprzedników. Nie trudno natknąć się na naprawdę archaiczne rzeczy, jednak nie można też firmie odmówić pewnych starań. Ich niedawnym wyrazem jest najnowsza poglądowa wersja narzędzia do debugowania – WinDbg Preview.

Zdecydowano się zmodernizować jego interfejs, mocno inspirując się pakietem Office czy obecnym w Win10 eksploratorem plików. Na górnej krawędzi dodano więc wstążkę, mającą usprawnić nawigację. Nie zabrakło również ciemnego motywu, który jest znacznie przyjemniejszy dla oka podczas nocnej pracy. Zmieniony wygląd to oczywiście nie jedynie zmiany i warto wspomnieć chociażby o mechanizmie zapamiętywania ostatniej sesji.

Ponadto, jest to pierwsze wydanie tego narzędzia udostępnione w sklepie Windows. Firma zapewnia, że znacząco usprawni to proces dystrybuowania aktualizacji, co powinno spodobać się jego użytkownikom.

W czasach świetności Windows Phone 8.1 Microsoft wydał interesującą aplikację, o nazwie Live Lockscreen. Mimo, ze była dostępna jedynie w wersji poglądowej, to jednak wywołała mocno entuzjastyczne reakcje. Dzięki niej mogliśmy zauważalnie odmienić domyślny ekran blokady i uczynić z niego, np. interaktywny zegar. Nigdy nie została zaktualizowana i jej wydajność pozostawiała sporo do życzenia, lecz i tak miała swoje wierne grono użytkowników.Live LockscreenPo miesiącach stagnacji zadecydowano o wycofaniu jej ze sklepu, co, w oczach fanów, było niezrozumiałym posunięciem. W końcu posiadała spory potencjał i wystarczyło ją regularnie aktualizować, by Windows Phone sporo zyskał. Być może firma zamierza naprawić ten błąd, ponieważ Live Lockscreen nieoczekiwanie powrócił. Co ciekawe, bez problemu działa również z Windows 10 Mobile, co świadczy o tym, że i ten system posiada odpowiednie wsparcie. Skoro do tej pory go nie wycięto, to być może Microsoft ma co do tego mechanizmu jakieś konkretne plany.