Font Maker, czyli interesująca aplikacja pozwalająca tworzyć spersonalizowane fonty, niedawno trafiła do Microsoft Store. By pojawiła się możliwość jej instalacji należy być w posiadaniu Windows 10 w wersji co najmniej Fall Creators Update (1709). Dodatkowo, do tworzenia projektów wymagany jest rysik, co dla wielu konsumentów może być przeszkodą nie do przeskoczenia.

Font Maker

Jeśli chodzi o sam proces tworzenia autorskiego fontu, to nie należy on do zbyt skomplikowanych. W chwili jego rozpoczęcia pojawia się tablica widoczna powyżej, na której musimy wpisać własną wariację każdego znaku. Później pozostaje już tylko określenie wielkości odstępu pomiędzy poszczególnymi literami oraz ich domyślnej wielkości.

 

Aktualizacja. Z niewiadomych przyczyn opisywana aplikacja została wycofana ze sklepu. Nie wiadomo czy oraz kiedy do niego powróci.

Jakiś czas temu Microsoft zdecydował by porzucić biznesowe aplikacje napisane z myślą o Windows Phone. Zamiast nich polecano skorzystać z ich webowych odpowiedników, co użytkownicy Microsoft Teams traktowali jako nieśmieszny żart. Wszystko przez to, że usługa ta posiadała wyłącznie klasyczną witrynę, która uruchamiała się jedynie na desktopowych przeglądarkach. W tamtej chwili brakowało wersji PWA, przez co korzystanie z niej na małych smartphonach było skrajnie niewygodne.

Microsoft Teams

Zdjęcie to pochodzi z Microsoft Store, a mimo to jest niezbyt dobrze wykadrowane.

Sytuacja ta była o tyle dziwna, że jej powstanie zapowiedziano jeszcze na zeszłorocznym Edge Web Summit. Z tym większym entuzjazmem przyjęto ogłoszenie z zeszłotygodniowego BUILD 2018, które dotyczyło udostępnienia poglądowej wersji Microsoft Teams (PWA). Zdecydowano się przy tym na dość dziwny krok i dostęp ograniczono wyłącznie do komputerów z Windows 10 pracujących w trybie S. Prawdopodobnie z chwilą wyłonienia stabilnej odsłony pobrać ją będą mogli wszyscy użytkownicy, choć z drugiej strony, nigdzie tego nie napisano.

Największą nowością niedawno udostępnionego April Update jest mechanizm Windows Timeline. Dzięki niemu mamy podgląd na wcześniej wykonywane zadania, co daje nam możliwość szybkiego powrotu do nich. Jest on więc czymś na wzór historii przeglądania obecnej w przeglądarkach, z tym, że dla całego systemu. Niestety, w chwili obecnej posiada on dwie kluczowe wady – działa wyłącznie na jednej platformie i nie obsługuje wszystkich aplikacji.

Windows Timeline

Z tą drugą kwestią problem jest znacznie bardziej złożony, gdyż jego eliminacja wymaga zaangażowania zewnętrznych deweloperów. Dlatego też Microsoft postanowił skupić się na tej pierwszej, czego efekty ujrzymy jeszcze przed końcem roku. W przypadku iOS oznacza to integrację tamtejszego Microsoft Edge z Windows Timeline, gdy dla Androida szykuje się uaktualniona wersja nakładki Microsoft Launcher. Poskąpiono nam jakichkolwiek konkretów, jednakże można oczekiwać, że całość zsynchronizowana zostanie z naszym kontem Microsoft. Logując się z jego pomocą do innego urządzenia ujrzymy więc pracę, jaką wykonywaliśmy na innym sprzęcie.

Windows 10 rozwija się na tyle dynamicznie, że oprogramowanie z nim dostarczane bardzo często za tym wszystkim nie nadążają. Idealnym przykładem jest Fluent Design, który zadebiutował wraz z Fall Creators Update (w zeszłym roku), a mimo to wciąż nie trafił do każdego zakamarka tego systemu. Z tym większym entuzjazmem przyjęto ostatnie uaktualnienie aplikacji Microsoft Translator, który zyskał obsługę wielu najnowszych systemowych mechanizmów.

Microsoft Translate

Wreszcie możemy obsługiwać go za pomocą Cortany, choć wciąż dostępnych jest niewiele języków. Nie zabrakło przy tym wsparcia dla Windows Ink, dzięki czemu wprowadzimy tekst za pomocą pisma odręcznego. Tłumaczenie w trybie offline otrzymało paczki językowe oparte o sieci neuronowe, które na Androidzie oraz iOS zadebiutowały już w zeszłym miesiącu. Oczywiście należy pamiętać o tym, że trzeba je samodzielnie pobrać z poziomu ustawień aplikacji. Pojawił się również dostęp do słownika oraz zbioru fraz, z czego te najczęściej wykorzystywane możemy zapisać na liście ulubionych.

Na koniec warto wspomnieć o konwersacjach na żywo, które, z różnych języków, tłumaczone są w czasie rzeczywistym.

Wraz ze zbliżającą się premierą Windows 10 April Update zdecydowano udostępnić w Microsoft Store kilka Progressive Web Apps. Były one wyselekcjonowane przez Microsoft, aby stanowiły wzór do naśladowania przez innych deweloperów. Kwestią czasu było większe otwarcie się na tego typu twory, co niedawno zostało ogłoszone.

Progressive Web Apps

Dzięki temu, poprzez Windows Dev Center, twórcy mogą już publikować w Microsoft Store swoje oprogramowanie. Warto przy tym nadmienić, że z poziomu wspomnianego panelu zdefiniować można dokładnie to samo, co w przypadku natywnych aplikacji. Między innymi widoczność dla poszczególnych platform oraz formę monetyzacji, choć nie zabrakło też wglądu w telemetrię oraz informacje zwrotne od użytkowników.

Kilkanaście dni temu Twitter uaktualnił swojego klienta dla Windows 10 zamieniając go z UWP na PWA. Zastanawiano się wtedy, czy podobny ruch zostanie wykonany w stosunku do Windows 10 Mobile, który nie do końca wspiera nowe rozwiązanie. Niestety, ostatecznie zdecydowano się na takowy krok i choć teoretycznie jest to dobrą informacją, to jednak niesie za sobą szereg wad.

Twitter

Wszystko przez to, że nowa aplikacja do pełnego działania wymaga mechanizmu Service Workers. Ten niestety nie jest obsługiwany przez mobilną platformę Microsoftu. W związku z tym, użytkownicy tej sieci społecznościowej utracili dostęp do żywego kafelka oraz powiadomień. Choć zabrakło również trybu nocnego, to koniec końców znajdziemy i kilka pozytywów. W nowej odsłonie zwiększono limit znaków na jeden wpis, a także pojawił się mechanizm zakładek.

Windows Phone odchodzi w zapomnienie, nie jest to dla nikogo żadną tajemnicą. Powoli traci on wsparcie dla poszczególnych usług i aplikacji, przez co korzystanie z niego jest coraz bardziej uciążliwe. Jego wciąż spore grono użytkowników jest dla Microsoftu „balastem”, dlatego też firma stara się jak może by przekonać opornych na zmianę użytkowników.

Microsoft Teams

Dlatego też, począwszy od 20 maja, z zasobów sklepu znikną wszystkie biznesowe aplikacje rozwijane przez Microsoft. Mowa oczywiście o Skype for Business, Microsoft Teams oraz Yammer. Jeśli ktoś mimo wszystko wciąż będzie chciał z nich korzystać, to musi liczyć się z brakiem jakiejkolwiek oficjalnej pomocy. W zamian Microsoft poleca zapoznanie się z webowymi odpowiednikami, które zapewniać mają równie wysoki komfort pracy. Co jednak ciekawe, Microsoft Teams nie jest dostępny w formie progressive web application, przez co uruchomić go możemy jedynie na desktopie.

Przy okazji po raz kolejny przypomniano, że rozwój Windows 10 Mobile nie jest już priorytetem. Niemniej, wspomniane wcześniej aplikacje w dalszym ciągu będą na nim wspierane i aktualizowane.

Wraz z premierą Windows 10 otrzymaliśmy mocno zmodernizowany pakiet zabezpieczający, znany użytkownikom jako Windows Defender. Co prawda dostępny był już w poprzednich odsłonach Windows, jednak dopiero w najnowszej postawiono tak duży nacisk na jego rozwój. To jednak dla Microsoftu zbyt mało, toteż postanowiono pójść o krok dalej.

Windows Defender Browser Protection

Zaowocowało to powstaniem rozszerzenia o nazwie Windows Defender Browser Protection i co ciekawe, jest ono skierowane do użytkowników Google Chrome. Dzięki niemu, po kliknięciu w potencjalnie niebezpieczny odnośnik otrzymamy stosowne powiadomienie. Generalnie mechanizm ten działa podobne do tego wbudowanego we wspomnianą przeglądarkę, więc i tutaj, w razie takiej potrzeby, bez problemu odrzucimy ostrzeżenie.

Listy, o które się opiera, mają być na bieżąco aktualizowane. Dzięki temu Microsoft powinien w miarę szybko reagować na nowo pojawiające się zagrożenia.

Microsoft lubi wymyślać dziwne i niewiele mówiące nazwy dla swoich nowych projektów. Idealnym tego przykładem jest niejaki projekt „Honolulu”, którego powstanie zostało ogłoszone we wrześniu zeszłego roku. Zdradzono, iż będzie on opartym o przeglądarkę, kompleksowym narzędziem służącym do zarządzania zasobami uruchamianymi poprzez Windows Server. Nie straszna miała mu być konfiguracja, konserwacja oraz rozwiązywanie różnorakich problemów. Już w listopadzie udostępniono jego pierwszą testową odsłonę, czego dokonano wraz z wypuszczeniem Windows Server Insider Preview w kompilacji 17035.

Względnie niedługo musieliśmy czekać na kolejne oficjalne informacje, tym razem traktujące o jego publicznej dostępności. Przy okazji przeobrażono jego kodową nazwę w Windows Admin Center, co zdecydowanie lepiej oddaje cel jego powstania. Warto mieć przy tym nadmienić, że choć zoptymalizowano go pod kątem najnowszego Windows Server 2019, to zadziała też na odsłonach nie starszych niż wersja 2012.

Wraz z upływem czasu z Windows znikało wiele elementów, które niegdyś z powodzeniem były wykorzystywane. Jednym z nich jest bardzo dobry File Manager, który swoją premierę miał wraz z Windows 3.0. Choć jego ówczesna odsłona daleka jest od wsparcia obecnie panujących standardów (zarówno pod względem technicznym, jak i wizualnym) to jednak wciąż spotkać możemy jego fanów. To własnie ich najbardziej ucieszyła niedawna decyzja Microsoftu, dotycząca uwolnienia kodu wspomnianego menadżera.

File Manager

Całość udostępniono oczywiście na portalu GitHub, dzięki czemu wszyscy zainteresowani mogą stworzyć swoją własną wariację. Odpowiada za to mocno liberalna licencja MIT, umożliwiająca dowolne kopiowanie, modyfikowanie, używanie i rozpowszechnianie. Co ciekawe, upubliczniono dwie wersje – jedna jest możliwie najwierniejsza oryginałowi, natomiast druga została nieco zmodyfikowana. Jak nie trudno się domyślić, wspomniane zmiany tyczą się wsparcia dla najnowszych standardów, dzięki czemu uruchomimy go nawet na Windows 10.