Windows Phone już jakiś czas temu powinien odejść w zapomnienie, a mimo to wciąż dzielnie utrzymuje się na rynku. Choć wciąż ma on spore grono fanów, to deweloperzy i tak stopniowo się od niego odwracają. Nie inaczej jest w przypadku Microsoftu, który postanowił zakończyć wsparcie dla aplikacji Bing Rewards. Jeśli mieszkamy we wspieranym regionie i spróbujemy ją teraz uruchomić, to powita nas komunikat o nieuchronnym, majowym końcu. Nie wiadomo jednak, czy zostanie ona wtedy całkowicie usunięta ze sklepu, czy jedynie nie otrzyma nowych uaktualnień.

Bing Rewards

Decyzja ta podyktowana jest przeobrażeniem Bing Rewards w Microsoft Rewards, co w sumie stało się już jakiś czas temu. Stary klient już dawno zniknął z App Store oraz Google Play, więc aż dziw bierze, że tak długo utrzymał się na Windows Phone. Warto przy tym wspomnieć o tym, że na chwilę obecną nie powstała aplikacja dedykowana nowej odsłonie programu lojalnościowego od Microsoftu. W zamian możemy z niego korzystać poprzez przeglądarkę, Cortanę lub aplikację Bing.

Wielkie firmy technologiczne znane są z tzw. testów na żywym organizmie. Chodzi tutaj o to, iż losowo wybierana jest grupa użytkowników, którym udostępniane są niedostępne innym funkcje. W tym sposobie szczególnie lubuje się Facebook, choć i Google dość często z niego korzysta. Na podobny ruch zdecydował się niedawno Microsoft, gdyż niektórym konsumentom sprawił małą niespodziankę.

Bing

Otóż zauważono, iż w aplikacji Zdjęcia pojawiła się nowa zakładka – Bing. Po jej wybraniu uruchamia nam się strona główna tej wyszukiwarki, oczywiście domyślnie ustawiona na grafiki. No i to w sumie tyle, gdyż nie idą za tym żadne dodatkowe funkcje. Nie zaimportujemy w ten sposób niczego do swojej galerii, ani nie oznaczymy ich do późniejszego przeglądania offline. W obecnej formie całość jest całkowicie zbędna, choć odpowiednio rozwinięta (o mechanizmy wspomniane wcześniej) mogłaby się bardziej spodobać użytkownikom.

Microsoft ma to do siebie, że tworzy programy umożliwiające zainteresowanym osobom testowanie wczesnych wydań różnorakich produktów i usług tegoż giganta. Posiadamy już dostęp do Windows Insider oraz Office Insider (zarówno w desktopowej, jak i mobilnej wersji), lecz dla firmy to wciąż było zbyt mało, dlatego też zdecydowano się powołać do życia Bing Insider.capture20160510223455580Dołączyć może do niego każdy, co w konsekwencji ma się przełożyć na masę sugestii oraz informacji zwrotnych, które są bardzo cenne dla twórcy oprogramowania. Dzięki nim Microsoft będzie mógł jeszcze lepiej rozwijać swoje usługi, poprzez implementowanie wyłącznie najpotrzebniejszych rzeczy – przynajmniej tak to wygląda w teorii. Z drugiej strony mamy entuzjastów, którzy dzięki temu uzyskają dostęp do nowych funkcji i to na długo przed ich rynkową premierą, a niekiedy wręcz na wyłączność – nie wszystko ostatecznie zostaje wdrożone do konsumenckiego wydania.

Wszyscy zainteresowani powinni udać się pod specjalny adres, tam otrzymają oni trzy krótkie pytania, po których teoretycznie zostaną dopisani do listy Insiderów. Czy warto? Na razie nie poznaliśmy żadnych realnych korzyści, aczkolwiek te ujrzeć powinniśmy już niebawem – kto wie, czy w ten sposób nie zyskamy dostępu do Cortany obsługującej nasz region.

Gigant z Redmond mimo mocnego naporu od strony Google nie poddaje się i systematycznie rozwija swoją wyszukiwarkę Bing, którego od pewnego czasu można uważać za dość rozbudowaną platformę. W całości oparta jest na nim Cortana, a i Siri od Apple korzysta z jego możliwości. Choć raz po raz dodawane są do niego kolejne nowości, to jednak na wielu rynkach nie potrafi się on znacząco wybić – szczególnie w naszym kraju, gdzie jest znacznie ograniczony względem wersji przeznaczonej na rynek US.bing-speed-test Czy jest nad czym ubolewać? Zależy od konkretnej osoby, aczkolwiek na pewno najbardziej poszkodowani są tutaj użytkownicy Windows 10, którzy w ten sposób pozbawieni są głosowego asystenta – Cortany. Również nadchodzący widżet umożliwiający ocenę prędkości naszego Internetu nie będzie nam przeznaczony i co ciekawe, w zasadzie mało kto ma do niego dostęp. O nowej funkcjonalności zostaliśmy poinformowani za pośrednictwem Twittera, gdzie pojawił się zrzut ekranu narzędzia speedtest wbudowanego bezpośrednio w Binga. Redakcja Windowscentral próbowała uzyskać do niego dostęp, jednak bezskutecznie – wszystko wskazuje na to, że opisywany widżet udostępniony jest na razie wyłącznie w formie testowej. Niezależnie od tego wciąż pozostaje jedno, podstawowe pytanie – czy jako źródło wyników wykorzystywany jest tutaj portal SpeedTest.net, czy też może Microsoft zaimplementował tutaj funkcje znane z jego aplikacji Network Speed Test.

Premiera Windows 10 już dawno za nami, toteż większość użytkowników zdążyła już rozeznać się w jego nowych funkcjach. Niektóre zostały ciepło przyjęte (menu start), inne z kolei nieszczególnie (nieszczęsna telemetria) – jednak niechęć do wbudowanej przeglądarki pozostała niezmienna nawet po jej wymianie na nową. Choć jest to oczywiste patrząc na jej dość mierną jakość, to jednak Microsoft postanowił nie pozostawać biernym na takowe zjawisko. Nie dość, że oczywiste stale poprawia Microsoft Edge w kolejnych kompilacjach, to jeszcze zdecydował się na jej promocję za pośrednictwem wyszukiwarki Bing.Bing-Firefox-2Pierwsze informacje z tego zakresu dotarły do nas z portalu venturebeat, który doniósł, że podczas wyszukiwania informacji na temat Firefoxa lub Google Chrome otrzymali dodatkowy monit informujący o rekomendowaniu Microsoft Edge przez firmę Microsoft. Po jego kliknięciu przenoszeni jesteśmy na stronę przedstawiającą wszystkie nowe funkcje przeglądarki oraz zachwalającą jej szybkość i przejrzystość. Co ciekawe, wspomniany komunikat nie pokazuje się u wszystkich użytkowników, gdyż na chwilę obecną wspierany jest jedynie język angielski – dlatego też chociażby polscy internauci są na razie od niego wolni (o ile w ogóle korzystają ze wspomnianej wyszukiwarki).

Wielu użytkowników zapewne zada sobie pytanie, czy takowy ruch ze strony giganta z Redmond nie powinien u nas budzić podejrzeń. Wydaje się, że jest to wręcz naturalna kolej rzeczy, gdyż Google robi dokładnie to samo w odniesieniu do swoich produktów (Google Search oraz Google Chrome) i to mimo, iż posiadają znacznie większe udziały rynkowe niż Microsoft. Dlatego też wydaje się, że decyzja twórcy Binga jest jak najbardziej uzasadniona, a przy tym jest dość nieinwazyjną formą reklamy – tym bardziej, że jest ona mała i w żaden sposób nie są blokowane wyniki wyszukiwania dotyczące innych przeglądarek.

Wszyscy wielcy giganci tworzący swoje systemy mobilne widzą jak ważnym jest przygotowanie stron przystosowanych do tego specyficznego rynku. Takie witryny nie mogą być zbytnio przeładowane informacjami, gdyż małe (choć nie zawsze) ekrany naszych smartphonów mogą pomieścić dość ograniczoną ich ilość. Mało tego, żadna mobilna platforma oficjalnie nie jest już wspierana przez technologię FLASH (choć na niektórych wciąż możemy to w pewien sposób obejść), co nie może być ignorowane przez webdeweloperów.mobile-friendly-bing-search-heroSzczególnie rozumieją to Google oraz Microsoft, którzy posiadają również swoje własne wyszukiwarki. Od dłuższego czasu gigant z Mountain View filtruje wyniki wyszukiwania w taki sposób, by eksponować witryny dostosowane do dotyku i mniejszych ekranów – oczywiście gdy takowe wykonywane jest z poziomu smartphona. Podobną strategię wreszcie postanowiła przyjąć firma Satyi Nadelli, która od niedawna zaczęła w Bingu podświetlać linki prowadzące do stron posiadających swoje wersje dostosowane do komórek i tabletów. Samo posiadanie takiej wersji nie świadczy jednak o niczym, bo liczy się też samo jej dobre oraz odpowiednie przygotowanie – specyfika nawigacji na dość wąskim i długim ekranie wymaga pewnych modyfikacji względem desktopowych witryn.

Miejmy jednak nadzieję, iż trend ten zostanie podtrzymany i lekko przymusi on twórców stron internetowych do lepszego dbania o rynek mobilny. Choć coraz więcej kroków jest przeprowadzanych w tym kierunku, to jednak wciąż można natknąć się na archaicznie wyglądające strony, które nijak mają się do obecnie panujących standardów.